Tak bardzo inny Bóg i inna wiara | Włodzimierz Tasak

Jan Paweł II już w sierpniu 1985 roku podczas wizyty w Maroku, przemawiając w Casablance, wyraził pogląd: „Wierzymy w tego samego Boga, w Boga żywego, w Boga, który stworzył świat i doprowadza swe stworzenia do ich doskonałości”. Pamiętając bardzo szerokie kontakty papieża Polaka z przedstawicielami innych religii nie byłem zaskoczony taką deklaracją.

Za to ze sporym zdziwieniem przyjąłem słowa konserwatywnego katolickiego publicysty Tomasza Terlikowskiego, który trzy lata temu pisał (1) na ten sam temat: „Nie jestem wielbicielem islamu (…) Jestem w pełni świadomy ogromnych różnic (także w antropologii), relacji do Boga i rozumienia Go, jakie dzielą chrześcijan i muzułmanów. (…) Ale to wszystko nie oznacza, że możemy budować wizję teologicznie nie do usprawiedliwienia, czyli opinię, że wierzymy w innego Boga. To bowiem zwyczajna nieprawda”.

Bez trudu można też przytoczyć podobne stwierdzenia niektórych teologów i przywódców protestanckich. Czy to znaczy, że islam i chrześcijaństwo są ze sobą do pogodzenia?

Zadając to pytanie, odnoszę się jedynie do aspektu teologicznego, a zostawiam na boku kwestie zaszłości historycznych i współczesnego konfliktu politycznego oraz kulturowego.

 

Pozorne podobieństwa

Nie ulega wątpliwości, że istnieją liczne podobieństwa pomiędzy Allahem, a Bogiem chrześcijan. Zarówno wyznawcy islamu jak chrześcijaństwa wierzą, że „ich Bóg” stworzył świat. I że jest nie tylko kreatorem, ale też Sędzią, który jednych pośle na potępienie, a innych – do raju.

O każdym z nich, odpowiednio w Biblii i Koranie czytamy, że jest miłosierny, współczujący, wszechmogący. Ale jeszcze liczniejsze są różnice – i to fundamentalne.

Rozbieżności zaczynają się już od samego początku. Zdaniem wyznawców islamu Koran jest księgą przekazaną Mahometowi wprost od Allaha. Chrześcijańska nauka o natchnieniu Pisma Świętego pozostawia człowiekowi współautorstwo przekazu Bożego objawienia. Nie to jednak jest tu najważniejsze.

Zakładając, że Koran jest księgą objawioną, musimy przyjmować, że zawiera on bezbłędny przekaz prawdy na temat Allaha. Tymczasem obraz Boga w Biblii oraz obraz Allaha w świętej księdze islamu nie przystają do siebie, poza powierzchownymi podobieństwami.

Co więcej, muzułmanie zarzucają chrześcijanom, że ci zniekształcili boskie objawienie. I że dopiero Mahomet za sprawą własnego, jakie otrzymał sześć wieków po Chrystusie, dokonał jego oczyszczenia.

Inaczej mówiąc, podczas gdy chrześcijanie bywają skłonni uznać, że „to ten sam Bóg”, muzułmanie przeciwnie – traktują objawienie Boga w Biblii jako herezję, którą należy naprawić. Czy chodzi więc o to, abyśmy my chrześcijanie zrezygnowali z pewnych elementów swojej teologii, czyli nauki o Bogu?

Przyjrzyjmy się konkretnym elementom tej teologii sensu stricto.

 

Trójca

Sprawa pierwsza. Jednym z fundamentów chrześcijaństwa jest nauka o trójjedności Boga, który objawił się człowiekowi jako Ojciec, Syn Boży i Duch Święty. To jedna z najważniejszych identyfikacji chrześcijańskiej ortodoksji. I granica przebiega bardzo wyraźnie: kto odmawia boskości Chrystusowi (a także osobowości Duchowi Świętemu) nie może być uznany za chrześcijanina.

To nie jest jakaś nasza adiafora, ozdobnik, element trzeciorzędny tego, w co wierzymy, czy co praktykujemy. I nie chodzi bynajmniej o jakieś emocje, przyzwyczajenia bądź tradycje. Nauka o Trójcy Świętej to prawda, na której zbudowana jest chrześcijańska soteriologia – kluczowa nauka dotycząca naszego „teraz i zawsze”. O tym jednak za chwilę.

W Koranie czytamy wprost: „Bóg – Allah – to tylko jeden Bóg! On jest nazbyt wyniosły, by mieć syna!” (4:171, tł. J. Bielawski), a także: „Bóg nie wziął Sobie żadnego syna i nie było z Nim żadnego boga (23:91, JB).

Tak więc z jednej strony mamy Allaha, który reprezentuje absolutne jedynobóstwo, w Koranie podkreślane, a z drugiej mamy Boga chrześcijan i żydów, który określa siebie mianem Ojca, przy czym nie chodzi mu jedynie o ojcostwo dotyczące ludzi, których stworzył.

Jeśli z chrześcijaństwa wyrzucimy ideę Syna Bożego, całe nauczanie Nowego Testamentu traci sens. Jeśli do islamu dodamy ideę Syna Bożego – wówczas Koran się myli w kwestii fundamentalnej.

 

Zbawienie

Zdaje się, że  kluczowa w naszych rozważaniach jest soteriologia, nauka o zbawieniu. Bo o to zasadniczo w religii chodzi – jak być uratowanym, jak dostąpić życia wiecznego.

W chrześcijaństwie wszystko dokonuje się za sprawą Chrystusa i tylko w ten sposób. Jezus o sobie powiedział: „Ja jestem droga i prawda, i żywot, nikt nie przychodzi do Ojca, tylko przeze mnie” (J 14:6, BW).

Zaraz po zesłaniu Ducha Świętego apostoł Piotr mówi o Chrystusie w następujący sposób: „On stał się kamieniem węgielnym. I nie ma w nikim innym zbawienia; albowiem nie ma żadnego innego imienia [podkreślenie wt] pod niebem, danego ludziom, przez które moglibyśmy być zbawieni” (Dz 4:11-12, BW).

Apostoł Paweł dodaje w Liście do Rzymian: „Bo jeśli ustami swoimi wyznasz, że Jezus jest Panem, i uwierzysz w sercu swoim, że Bóg wzbudził go z martwych, zbawiony będziesz” (Rz 10:9).

Żadne z powyższych stwierdzeń nie jest do pogodzenia z zasadami wiary islamu.

Jezus mówi o przychodzeniu do Ojca (Allah ojcem nie jest). Piotr (podobnie jak sam Jezus) mówi o tym, że Chrystus jest jedyną drogą do zbawienia – natomiast według Koranu, jest on tylko jednym z proroków Allaha.

W końcu Paweł mówi o zmartwychwstaniu Jezusa (to w teologii chrześcijańskiej zdarzenie decydujące), podczas gdy muzułmanie wierzą, że nie było to prawdą:

„…powiedzieli:
»zabiliśmy Mesjasza, Jezusa, syna Marii,
posłańca Boga« – podczas gdy oni ani Go nie zabili,
ani Go nie ukrzyżowali,
tylko im się tak zdawało” (4,157-158, JB).

W słowach tych zdaje się pobrzmiewać stara herezja chrześcijańska, zwana doketyzmem (Jezus był pozornym człowiekiem, który przyszedł w pozornym ciele i poniósł pozorną śmierć).

W islamie występuje idea sądu, którego dokonuje Allah. Aby uniknąć jego wyroku potępiającego, muzułmanin musi wypełniać uczynki pięciu filarów wiary (powtarzanie wyznania wiary – szahady, odmawianie modlitwy, dawanie jałmużny, przestrzeganie postów, odbycie pielgrzymki do Mekki).

Rolą proroka-Jezusa jest jedynie głoszenie ludziom posłuszeństwa wobec Allaha – jednego i jedynego Boga.

 

Zasada „odwołania”

Weźmy inny przykład, tym razem dotyczący charakteru Boga.

W chrześcijaństwie jest On w swej naturze niezmienny: „Zaiste Ja, Pan, nie zmieniam się” (Mal 3:6, BW), „Jezus Chrystus wczoraj i dziś, ten sam i na wieki” (Hbr 13:8, BW), a także jego Słowo jest niezmienne: „Niebo i ziemia przeminą, ale słowa moje nie przeminą” (Mt 24:35, BW).

Tymczasem w islamie istnieje zasada „odwołania”. Sura 2:106 mówi: „Kiedy znosimy jakiś znak albo skazujemy go na zapomnienie, przynosimy lepszy od niego lub jemu podobny” (JB). A w surze 13:38-39 czytamy: „Każdy kres ma swoją Księgę. Bóg ściera to, co chce, i utwierdza. U Niego znajduje się Matka Księgi”.

Jak pisze Walter Martin: „Jeśli zastąpienie oznacza zamianę jednej rzeczy na drugą dla osiągnięcia jakiegoś celu, to dlaczego jest to konieczne, skoro Koran jest wiecznym słowem Boga? Wskazuje to na fakt, że Bóg może zmieniać zdanie – idea całkowicie obca Bogu Biblii (…) Jeśli w przeszłości Bóg odwoływał własne objawienie, »wieczne słowo Boga«, skąd możemy mieć pewność, że nie odwoła go ponownie w przyszłości?” (2).

I ostatnia kwestia. Autorytet wiary. Dla protestanta (żeby nie odwoływać się jedynie do poglądów katolickich) na podstawie reformacyjnej zasady sola scriptura jest nim Biblia. Dla muzułmanina świętą księgą jest Koran. Te dwa autorytety – poza pewnymi podobieństwami, które da się znaleźć w różnych religiach monoteistycznych – różnią się od siebie we wszystkich podstawowych kwestiach dotyczących zarówno poznania Boga, jak i osiągnięcia zbawienia.

Nie da się ani za pomocą Biblii poprzeć Koranu, ani przeprowadzić takiego samego działania w drugą stronę.

 

Jeden Bóg, czy iluzja jednego Boga?

Ale spójrzmy na to od innej strony. Jeszcze raz przywołajmy słowa Tomasza Terlikowskiego, jako że obrazują szerszy pogląd.

Terlikowski pisze: „Teologicznie nie ma innego Boga. Jest jeden Bóg, którego – jak naucza Kościół – istnienie można poznać z samej natury. I w tego Boga, co do tego nie ma wątpliwości, wierzą muzułmanie. Także dla nich jest On bowiem Stwórcą Wszechświata, twórcą Prawa, także prawa naturalnego i wreszcie Kimś, kto się objawia człowiekowi”.

Jeśli dobrze rozumiem tę wypowiedź, skoro istnieje tylko jeden prawdziwy Bóg, każdy wyznawca monoteizmu (ale czy tylko?) siłą rzeczy musi wierzyć w Tego, który rzeczywiście istnieje, a nie w takiego, który jest iluzją. Oznaczałoby to, że pewne wyznania i teologie nie tyle uznają Boga, który się nam prawdziwie objawił, co raczej tworzą sobie dowolne Jego wyobrażenie – ale zasadniczo ich wyznawcom nie przeszkadza to w kontaktowaniu się z Nim!

Cóż, jak to ktoś kiedyś trafnie ujął, Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo, a ten odwdzięczył Mu się tym samym. Jednak w ten sposób to, co miało być żartobliwym bon motem, staje się zasadą teologiczną… Dotyczącą być może nie tylko islamu (czy judaizmu – dopełniającego triadę religii abrahamowych), ale także sikhizmu, rastafarianizmu, bahaizmu, a nawet zaratusztrianizmu i większości odłamów hinduizmu, które też znają ideę jedynego czy najwyższego boga.

Oczywiście z punktu widzenia teologii chrześcijańskiej (podobnie jak każdej innej nauki religii monoteistycznej), jest tylko jeden prawdziwy Bóg. Jeśli więc chcielibyśmy, aby muzułmanin dostąpił zbawienia „chrześcijańskiego”, musielibyśmy „przeprowadzić” go do naszego pojęcia Boga. Na przykład wskazując mu pewne podobieństwa pomiędzy nauką Mahometa a Chrystusa, a potem różnice, pokazać mu chrześcijański obraz Boga. Ukazać mu Boga, w którego wierzymy, a który jest odmienny od tego, w którego (obraz) on sam wierzy.

Zadaniem muzułmańskiego misjonarza w stosunku do chrześcijanina byłoby to samo, ale à rebours.

Nie wyobrażam sobie natomiast, żebym mógł powiedzieć, iż chodzi o tego samego Boga, podczas gdy jest On tak różny od Stwórcy, w którego wierzę. Jak mówić, że w istocie jest to ta sama Osoba, gdy jest tak bardzo inna? Jak moim Bogiem może być ktoś, kto Nim przestaje być? Bądź – dla muzułmanina – jak może być Nim ktoś, kto Nim nigdy nie był?

Oczywiście nie zakładam, że wszyscy muzułmanie pozbawieni są kontaktu z Bogiem. Uważam, że islam ma błędne rozumienie Boga, które przeszkadza wyznawcom tej religii w kontaktowaniu się ze Stwórcą. Ale Bóg jest wszechmogący i miłosierny. Jego Łaska może pokonywać tę przeszkodę, docierając do duszy i umysłu muzułmanina. I często tak się dzieje, na co mamy liczne świadectwa muzułmanów, którym objawił się Isa, jak nazywają Jezusa.

Zakładam jednak, że odbywa się to bardziej wbrew muzułmańskiej nauce o Bogu niż dzięki niej. I zakładam, że dotyczy to raczej indywidualnych przypadków niż islamu jako całości. Zakładam, że jest to Łaska – a nie norma.

 

(1) T. Terlikowski, To ten sam Bóg, choć inaczej rozumiany. Jeszcze o islamie i chrześcijaństwie, fronda.pl, 29.11.2013 (red.).
(2) W. Martin, Świat religii i sekt, Warszawa 2004.

Włodzimierz Tasak – doktor teologii (Chrześcijańska Akademia Teologiczna w Warszawie), absolwent studiów historycznych na Uniwersytecie Gdańskim, publicysta, nauczyciel i pastor baptystyczny, wcześniej m.in. wykładowca historii Kościoła w Wyższym Baptystycznym Seminarium Teologicznym, redaktor naczelny miesięczników „Słowo Prawdy” oraz „Teraz i zawsze”

Numer 4-5(36-37)/2016