Mój Bóg to (też) Twój Bóg!? | Agnieszka Szmidel

Jakiś czas temu znajomy podzielił się w tzw. mediach społecznościowych zabawnym obrazkiem. Na kawie spotykają się chrześcijanin, muzułmanin, mężczyzna wyznania mojżeszowego i ateista.

Rozmawiają i śmieją się. Zostają dobrymi przyjaciółmi. Podpis pod obrazkiem: tak jest, jeśli nie jesteś dupkiem.

Problem w tym, że ostatnimi czasy religia, zamiast łączyć (a nawet inspirować i to nie tylko w wymiarze religijnym), bardzo nas podzieliła.

 

Religia – pole polemiki?

Pytacie, kogo podzieliła? Nas – Europę, Polskę i Amerykanów.

Zachowujemy się tak, jakby fakt nazywania Boga „Allahem” (w języku arabskim „Bóg”) był wystarczającym sygnałem do traktowania muzułmanów jak terrorystów i gwałcicieli. Jak imigrantów rzekomo kradnących pracę czy zalewających Stary Kontynent najeźdźców, uprawiających dżihad.

Z drugiej strony wielu „obudzonych” poczuwa się do desperackiej potrzeby obrony chrześcijańskich wartości i prezentowania ich jako lepszych, jedynych i słusznych.

Warto jednak odejść od taniej, populistycznej demagogii, wyrosłej na gruncie strachu i zwykłej niewiedzy. I wejrzeć głębiej, w trzon dwóch najbardziej popularnych na świecie religii (islamu i chrześcijaństwa). Odkryjemy wówczas, że pytanie: „czy mój Bóg, Bóg islamu, to również Twój Bóg, chrześcijaństwa?” nie powinno przynosić odpowiedzi negatywnej.

 

Bóg przyjaciel i Bóg miłościwy

Kim/czym jest Bóg? W klasyfikacji religioznawczej obu religii to stworzyciel Nieba i Ziemi, i człowieka oraz wszystkich istot żywych zamieszkujących naszą planetę oraz wszechświat. W islamie jest także ojcem stworzonych z ognia dżinnów – istot rozumnych (obok aniołów i ludzi), posiadających swoje warstwy społeczne i język.

Bóg obu religii stworzył człowieka z miłości. Oczekiwał, że człowiek będzie posłuszną boską kreacją, która okaże mu dowody swej miłości. W obu religiach wyrazem miłości jest kult – poprzez modlitwę, czytanie Księgi czy prawe życie, zgodne z nakazami boskimi.

Różnica tkwi w podejściu chrześcijan do Boga, którego przedstawia się jako Ojca i przyjaciela, oraz traktowania Jezusa jako Syna Bożego, Boga samego. „Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie” (J 14:11, BW).

W islamie Bóg ma 99 imion, pośród których nie ma zawołania „Ojcze”. Bóg to przede wszystkim: Miłościwy, Litościwy, Król, Najświętszy, Dający Pokój i Błogosławieństwo, by przytoczyć pierwsze pięć imion. Jest także Pierwszym i Ostatnim (czy nie przypomina to Alfy i Omegi?).

Nie jest jednak przyjacielem. Nie ma przedstawienia; jego nauki objawiają posłańcy – aniołowie – odpowiednim prorokom. Człowiek nie zna mocy boskiej i jest ona dla niego nieskończona, niepojmowalna. Dlatego jedna z ostatnich sur koranicznych, „al-Ikhlas”, jest wykładnią wiary w Boga muzułmanów:

„Mów! On jest Bóg, Jeden!
Bóg Wiekuisty
(który) nie zrodził i nie został zrodzony
I nikt jemu nie jest równy” (tł. J. Bielawski).

Na marginesie warto dodać, że w islamie rygorystycznie odmawia się przedstawiania wizerunków Boga czy Mahometa. Jest to zbieżne ze starotestamentowym brzmieniem drugiego przykazania:

„Nie uczynisz sobie posągu ani żadnego obrazu tego, co jest na niebie wysoko albo na ziemi nisko, lub w wodzie poniżej ziemi. Nie będziesz oddawał im pokłonu ani służył. Bo Ja jestem Pan, Bóg twój, Bóg zazdrosny, karzący nieprawość ojców na synach w trzecim i w czwartym pokoleniu – tych, którzy Mnie nienawidzą, a który okazuje łaskę w tysiącznym pokoleniu tym, którzy Mnie miłują i strzegą moich przykazań” (Pwt, 5:8-10, BT).

 

Jezus – Mesjasz, ale nie Bóg

Islamski uczony i propagator nowoczesnego podejścia do islamu, dr Zakir Naik, stwierdził w jednym z wykładów, że „kto nie wierzy w Jezusa (pokój z nim), nie jest muzułmaninem“. Jezus jest najpotężniejszym prorokiem, bo jako jeden z nielicznych (oprócz Adama) urodził się w sposób ponadnaturalny.

Mało tego – zarówno w chrześcijaństwie, jak islamie Jezus jest Mesjaszem, który zstąpi na Ziemię ponownie i będzie sądzić tych, którzy pozostali przy życiu w momencie nadejścia końca świata i tych, którzy odeszli z niego od początków jego istnienia. W islamie nie będzie sam, jego sprzymierzeńcem będzie imam Mahdi. Stawi czoła ucieleśnieniu szatana, podającego się za mesjasza.

Kwestią dzielącą chrześcijan i muzułmanów jest domniemane proklamowanie boskości przez Jezusa. W Nowym Testamencie nie znajdziemy jednak bezpośrednich wskazań Jezusa jako Boga. Jezus mówi, że:

„Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie. Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie. Ale niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca, i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał” (J 14:28-31, BT).

W islamie natomiast Jezus jest jednym z proroków, który ma być traktowany na równi z każdym z nich.

Kolejną kwestią sporną jest też podejście do śmierci Jezusa. O tym, że Jezus nie został pogrzebany i nie umarł na krzyżu, możemy przeczytać w surze 4 „Do kobiet”, wersety 157-159:

„powiedzieli: zabiliśmy Mesjasza, Jezusa, syna Marii, posłańca Boga – podczas gdy oni ani Go nie zabili, ani Go nie ukrzyżowali, tylko im się tak zdawało; i, zaprawdę, ci, którzy się różnią w tej sprawie, są z pewnością w zwątpieniu; oni nie mają o tym żadnej wiedzy, idą tylko za przypuszczeniem; oni Go nie zabili z pewnością. Przeciwnie! Wyniósł Go Bóg do Siebie! Bóg jest potężny, mądry! I nie ma nikogo spośród ludu Księgi (ar. al-kitab: żydów, chrześcijan – as), kto by nie uwierzył w Niego przed swoją śmiercią; a w Dniu Zmartwychwstania On będzie przeciwko nim świadkiem” (tł. jb).

 

Trójca i jedność Boga

Chrześcijaństwo i islam to religie monoteistyczne (podobnie jak judaizm) i teistyczne – odwołują się do Boga jako istoty nie-człowieczej, niemającej stwórcy, ale będącego Stwórcą. Problemem dla uczonych – podejmowanym zwłaszcza przez uczonych islamskich – jest postrzeganie Boga w trzech osobach: jako Boga Ojca, Syna Bożego i Ducha Świętego; a także silny kult świętych w niektórych wyznaniach chrześcijańskich.

Chrześcijaństwo nie jest, zdaniem komparatystów, religią czysto monoteistyczną, lecz raczej henoteistyczną – a więc kultem wielu istot, przejawów Boga, na których czele stoi Bóg najwyższy. Sytuowałoby to te religie w panteonie takich systemów jak hinduizm (jako że wszystkie istoty boskie są manifestacją jednego stwórcy), czy zoroastryzm.

Islam w tym względzie jest jednoznaczny. Nie ma innej asocjacji z Bogiem niż Bóg. To istota muzułmańskiego wyznania wiary – tawheedu. Bóg jest samowystarczalny. Jest koniecznym „składnikiem” istnienia świata (jak chciał Awicenna), i tworzy zarówno istoty dobre, jak i złe. Bo może wszystko i nie dotyczy go żadna cezura czasowa.

Jedyna, jak powiadał średniowieczny muzułmański uczony Al-Ghazali, zasada preferencji czegoś nad czymś wobec Boga, to pobożność.

„Jeśli człowiek bogaty uważa się za lepszego od biednego, a biały człowiek za lepszego niż czarnoskóry, każdy z nich jest arogancki – pisał Al-Ghazali. – Jest tak dlatego, że podzielają oni te same zasady, które wyznawał szatan w swojej ignorancji [kiedy odmówił Bogu pokłonienia się Adamowi, bo sam uważał siebie za istotę lepszą od człowieka ulepionego z gliny – as], popadając tym samym w szirk” [szirk – największy grzech w islamie, stawianie na równi z Bogiem, „przypisywanie partnerów” Bogu, zob. Koran 4,48: „Zaprawdę, Bóg nie przebacza tym, którzy Jemu dodają współtowarzyszy, podczas gdy On przebacza, komu chce, mniejsze grzechy. A kto dodaje Bogu współtowarzyszy, ten wymyślił grzech ogromny”, tł. jb – red.].

 

„W domu Boga mieszkań jest wiele…”

Katolicka publicystka Maureen Fiedler w tekście zatytułowanym „Do Christians, Muslims and Jews Worship the Same God?” opublikowanym w „National Catholic Reporter” napisała, że „gdybyśmy uznali i zaakceptowali podobieństwa [jakie mają w sobie chrześcijaństwo i islam – as], byłoby znacznie mniej przypadków islamofobii na świecie”.

Zastanawiam się, czy w Polsce jakikolwiek publicysta odważy się napisać podobne oświadczenie. A przecież nie jest to deklaracja rewolucyjna ani nowatorska.

Już w 1965 roku w dokumencie posoborowym „Nostra aetate” „rozpoznano” muzułmanów jako braci w wierze w jednego Boga. Co więcej, zaapelowano, „aby wymazując z pamięci przeszłość [wyznawcy obu religii – red] szczerze pracowali nad zrozumieniem wzajemnym i w interesie całej ludzkości wspólnie strzegli i rozwijali sprawiedliwość społeczną, dobra moralne oraz pokój i wolność” (DRN, 3).

Na koniec przyjrzyjmy się jednej z wypowiedzi Jezusa:

„W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem” (J 14:2-3, BT).

Jeśli zmienić „Ojca mego” na „Boga”, to taki werset moglibyśmy znaleźć w Koranie. Bóg przygotował dla ludzkości „wiele mieszkań”. To, gdzie ostatecznie „trafimy”, nie zależy od boskich posłańców, ale od Boga i nas samych.

„Lecz On zna drogę, którą kroczę,
z prób wyjdę czysty jak złoto.
Moja noga kroczy w ślad za Nim,
nie zbaczam, idę Jego ścieżką;
nie gardzę nakazem warg Jego
i w sercu słowa ust Jego chowam” (BT).

To Hiob (23:10-12). I ja – i my wobec Boga.

 

Agnieszka Szmidel – absolwentka psychologii stosunków międzykulturowych SWPS w Warszawie; obroniła pracę magisterska z zakresu psychologii religii. Specjalizuje się w analizie relacji międzykulturowych i pracy z migrantami.

Fotografia: Freeimages.com

Numer 4-5(36-37)/2016