Religia terroru, czyli Jacques Ellul o islamie | Łukasz P. Skurczyński

W 1989 roku Jacques Ellul opublikował w protestanckim czasopiśmie „Réforme” tekst o prowokacyjnym tytule „Nie dla intronizacji islamu we Francji” (1). W pierwszym zdaniu artykułu autor tak tłumaczył ostrość sformułowania: „To nie jest dowód nietolerancji religijnej. Z łatwością opowiedziałbym się po stronie buddyzmu, braminizmu, animizmu itp., ale islam to co innego. Islam jest jedyną religią, która chce przemocą narzucić swoją wiarę całemu światu”.

O ile myśl Ellula (2) spotkać się może z pozytywnym odbiorem grupy, którą sztampowo nazwać możemy „lewicowcami”, o tyle jego poglądy na temat islamu wpisują się w dyskurs konserwatywny, zażarcie broniący wartości judeochrześcijańskich i przeciwstawiający je religii muzułmanów.

 

Islam religią przemocy

Islamowi Ellul poświęcił obszerne passusy „La subversion du christianisme” (3). Ellul stara się udowodnić, że przemoc, jakiej chrześcijaństwo dopuszczało się  w dziejach ludzkości, brała się w znacznej mierze z inspiracji islamem.

I tak dla Ellula wyprawy krzyżowe wynikają z dwóch rzeczy: ze zdrady nauczania Jezusa, której się dopuścili chrześcijanie w starożytności oraz z chęci dorównania nowej religii, która podbiła w zaskakującym tempie Afrykę (dżihad). Podobnie sprawa ma się z niewolnictwem, które dla francuskiego socjologa i teologa pochodzi niewątpliwie z islamu (dhimmi).

Myśl tę Ellul prezentuje również w przywoływanym przez mnie na wstępie artykule: „Gdy chrześcijanie dopuszczali się przemocy i narzucali swoją wiarę siłą, postępowali niezgodnie z całą Biblią, a zwłaszcza z Ewangeliami. Postępowali niezgodnie z przykazaniami Jezusa, tymczasem gdy muzułmanie podbijają inne ludy i zmuszają je do przyjęcia islamu pod groźbą śmierci, wykonują nakazy Mahometa”.

W innej swojej pracy opublikowanej pośmiertnie pod tytułem „Islam et judéo-christianisme” (4) francuski myśliciel opisuje podstawowe różnice, które dzielą obie religie, obalając przy tym – jak na Ellula przystało – mity powstałe na skutek licznych prób pojednania obu religii.

Chodzi tu o trzy twierdzenia, które Ellul nazywa „filarami konformizmu”. Po pierwsze, że wyznawcy obu religii pochodzą od tego samego przodka, Abrahama. Po drugie, że chrześcijaństwo i islam wyznają tego samego Boga. Po trzecie, że obie religie są „religiami księgi”.

 

Dekonstrukcja filarów konformizmu

Zacznijmy od końca. Islam i chrześcijaństwo w diametralnie inny sposób podchodzą do swoich tekstów założycielskich. Podczas gdy chrześcijaństwo spogląda na Biblię jako na tekst objawiony ludziom przez Boga za pośrednictwem człowieka, Koran stanowi prawdę samą w sobie, prawdę absolutną. W jej spisaniu ludzki autor, Mahomet, nie odegrał aktywnej roli.

Koran – tłumaczy Ellul – preegzystował, zanim został spisany, a Mahomet pisał po prostu pod dyktando Boga, Allaha. W przypadku Biblii mamy do czynienia z dialektyczną opowieścią o relacji między człowiekiem a Bogiem, opisaną przez różnych autorów na przestrzeni kilku tysięcy lat. W przypadku Koranu – z długim wierszem napisanym w dość krótkim czasie przez jednego człowieka, który uważał się za Bożego skrybę spisującego Bożą Wille zur Macht („wolę mocy”).

Ellul podkreśla, że obie religie posiadają inny obraz Boga, którego nie da się pogodzić. W islamie Bóg pozostaje nieuchwytny dla ludzkiego rozumu. Po prostu „istnieje”, a jego egzystencja nie może być przedmiotem debaty. Rzecz się ma nieco inaczej w chrześcijaństwie, gdzie „Boża intuicja” może wynikać również z refleksji filozoficznej.

Oba święte teksty świadczą ponadto o innym sposobie rozumienia monoteizmu. Ellul tłumaczy, że koraniczny Allah nie może być utożsamiony z Bogiem przemawiającym z kart Biblii, a to przede wszystkim z powodu osoby Chrystusa. Choć mowa jest w Koranie o Isa ben Marjam, postać ta niewiele ma wspólnego z Jezusem Chrystusem Ewangelii.

W chrześcijańskim ujęciu w osobie Jezusa Prawda Boża manifestuje się w świecie. Jezus Chrystus jest Prawdą ostateczną. To misterium chrześcijańskiej wiary, objawiające Bożą miłość ludziom, pozostaje dla islamu nie do zaakceptowania.

Wreszcie – kwestia Abrahamowego rodowodu. Ellul zauważa, że żydzi i chrześcijanie pochodzić mają od Izaaka, syna wolnej kobiety i jedynego depozytariusza Abrahama. Natomiast muzułmanie swój rodowód wywodzą od Izmaela, który według opowieści biblijnej nie jest uznany za „syna obiecanego” Abrahamowi przez JHWH.

Francuz zwraca zresztą uwagę, że islamscy „uczeni w piśmie” sami przyznają, że w gruncie rzeczy koraniczny Ibrahim nie jest Abrahamem z Biblii Hebrajskiej.

 

Trzy fazy ekspansji islamu

Wróćmy teraz do artykułu Ellula z czasopisma „Réforme”. Jacques Ellul uznaje islam za religię świętej wojny i nawracania przemocą: „Dżihad jest pierwszym obowiązkiem każdego muzułmanina. A cały świat ma zostać włączony, niezależnie od stosowanych metod, do muzułmańskiej społeczności” – tłumaczy.

Ellul odbija również argument, że w ten sposób postępują li tylko fundamentaliści religijni. Zwraca bowiem uwagę, że w dziejach islamu „to zawsze »fundamentaliści«, czyli ci, którzy pozostawali wierni literze Koranu, wygrywali z umiarkowanymi muzułmanami, z mistykami etc.”.

W postawie fundamentalistycznej Francuz dopatruje się powtarzającego się regularnie w historii przebudzenia religijnej świadomości muzułmanów, którzy dotychczas pozostawali „letni”. Przypomina również, jak dokonywała się ekspansja islamu w VI i IX wieku, powołując się przy tym na arabską historiografię. W swoim artykule streszcza tezę, którą szerzej opisał w rozdziale „La subversion du christianisme” (5). Ellul pokazuje, że islam podbijał kraje chrześcijańskie Afryki Północnej i cesarstwa bizantyjskiego w trzech fazach.

Najpierw dokonywała się „pacyfistyczna infiltracja przez odizolowane grupy arabskie”. Następnie dochodziło do pewnej formy „aklimatyzacji religijnej”, w której chrześcijanie tolerowali islam, odwołując się do pewnych konfesyjnych podobieństw, między innymi do przywołanych powyżej kwestii monoteistycznych i koncepcji „religii księgi”. „W końcu – zauważa Ellul – gdy opinia publiczna przyzwyczaiła się, wkraczały wojska, które ustanawiały islamską władzę i bardzo szybko zwalczały Kościoły chrześcijańskie, by nawracać przemocą na islam”.

 

Islam proroków i mistyków

Stanowisko Jacques’a Ellula wobec islamu spotkało się z różnym odbiorem w środowisku francuskich intelektualistów. Niektórzy myśliciele zarzucają uczonemu powierzchowną znajomość tej religii, wybiórczość lub stronniczość, jak chociażby ks. prof. Frédéric Rognon, filozof, etyk i antropolog religii (6).

Warto jednak zwrócić uwagę, że Jacques Ellul zdolny był również do bardziej wyważonych ocen islamu. W audycji „Radioscopie” wyemitowanej przez radio „France Inter” w 1980 roku Francuz oświadczył, że dialog międzyreligijny z islamem może być „niezmiernie owocny”, jeśli islam stanie się „islamem swoich proroków i mistyków” (7). Czyli wtedy, gdy zerwie na dobre z tradycją dżihadu rozumianego w sposób dosłowny i zwróci się ku wewnętrznemu, duchowemu życiu swoich wyznawców i wyznawczyń.

Czy jest to możliwe? Piłka – chciałoby się rzecz – znajduje się teraz po stronie muzułmanów i muzułmanek.

(1) Artykuł następnie przedrukowany w: J. Ellul, Non à l’intronisation de l’Islam en France (w:) tenże, Israël, Chance de civilisation, Paris 2008, s. 227-228.
(2) Myśl J. Ellula starałem się zwięźle przedstawić w artykule pt. Żyć znaczy stawiać opór. Ellul dla początkujących, „Miesięcznik Ewangelicki” 2016, nr 2-3(34-35).
(3) Zob. J. Ellul, La subversion du christianisme, Paris 1984.
(4) Zob. J. Ellul, Islam et judéo-christianisme, Paris 2004.
(5) Por. J. Ellul, La subversion…, op. cit. s. 114-133.
(6) Por. Frédéric Rognon, Jacques Ellul : une pensée en dialogue, Genève 2007, s. 154-158.
(7) Audycję Jacques’a Chancela „Radioscopie” z udziałem Jacques’a Ellula można odsłuchać w serwisie YouTube (17.11.2016).

Łukasz P. Skurczyński – filolog, teolog, członek redakcji Miesięcznika Ewangelickiego

Ilustracja: Charles de Steuben, Bitwa pod Poitiers, domena publiczna

Numer 4-5(36-37)/2016