Ewangelik a katolik | Tomasz Mincer

Jak ewangelik patrzy na Kościół rzymski? Z trzech perspektyw.

Pierwsza to perspektywa akademicka. Kościół rzymski jawi się w niej jako niezależny byt, poza mną, który mnie osobiście nie dotyczy. To ciekawostka socjologiczna, teologiczna i filozoficzno-historyczna. Na płaszczyźnie teoretycznej łatwo jest konfrontować prawdy wiary, doktrynę, system etyczny.

Druga perspektywa pociąga za sobą zaangażowanie. To przestrzeń tarć, sporów, rywalizacji. Tu, szczególnie w sytuacji Kościołów mniejszościowych, ważne jest przestrzeganie w Polsce standardów demokracji liberalnej, z akcentowaniem równouprawnienia wszystkich Kościołów, z zagwarantowaną neutralnością światopoglądową państwa. Różnice teologiczne mają ten sam ciężar gatunkowy w sporze, bądź nie mają żadnego. Wszyscy są równi wobec powszechnego prawa, a nierówność jednostki względem instytucji na płaszczyźnie prawa kanonicznego czy prawa wewnętrznego danego Kościoła schodzi na dalszy plan.

Wreszcie, trzecią perspektywą jest ta, która ogół stosunków między wyznawcami i konfesjami ujmuje przede wszystkim na sposób teologiczny. W niej Kościół rzymski i Kościoły protestanckie są częścią Kościoła powszechnego, jaki urzeczywistni się u kresu czasów. Często na tym poziomie różnice teologiczne nie mają większego znaczenia. To nie tyle poziom eschatologiczny, co etyczny. Szkoda, że tak wielu ewangelików, jak i katolików rzymskich nie zdaje sobie sprawy, że krytyka Kościoła rzymskiego ma miejsce jako konsekwencja przyjęcia tej ostatniej, a nie tylko drugiej z wymienionych perspektyw.

Gdy patrzymy krytycznie na Kościół rzymski z pierwszej perspektywy – teoretycznej – jego siłą wydaje się coś, co można określić jako pozorna jedność. Ta pozorna jedność jest przejawem pewnej hipokryzji, braku odwagi cywilnej, odpowiedzialności, choć jest mocno zakorzeniona w tradycji rzymskiej. Jest też pozytywnie przez nią nacechowana – przez cnotę posłuszeństwa rzecz jasna, dziś skazaną na szybką demaskację, bo inteligencja techniczna odbiorcy, bo nowe media, bo dostęp do informacji itd., itp. Księża i dostojnicy to wszak osoby publiczne, którym łatwiej niż kiedyś przychodzi wytknąć dwulicowość, dziwne powiązania, interesy.

Krytyka z perspektywy zaangażowanej to przede wszystkim walka o świecki model państwa, który nie wywołuje aż takich obaw wśród wyznawców ewangelicyzmu. Pozostający w mniejszości polscy protestanci w sytuacjach kryzysowych mogą liczyć tylko na równość wobec prawa i jej należyte egzekwowanie. Co wcale nie znaczy, że nie są oni również beneficjentami silnej pozycji Kościoła katolickiego wobec państwa. Kościół ten wywalczywszy sobie rozmaite przywileje nie jest jedynym podmiotem chrześcijańskim, któremu one przysługują dzięki Konstytucji RP.

Z kolei na płaszczyźnie teologicznej protestantyzm w Polsce względem katolików jest nie tylko posoborowym „imperatywem dialogu”. On jest również – poprzez właściwe odniesienie do niego katolików – warunkiem „chrześcijańskości” katolicyzmu. Innymi słowy, każdy chrześcijanin potrzebuje bliźniego, który jest jakkolwiek inny. Inaczej ów chrześcijanin staje się monadą. Oczywiście zależność działa i w drugą stronę, u protestantów. Bez sobie odmiennych chrześcijaństwo staje się pogaństwem, samouwielbieniem (Barth).

I dlatego też to, czego domaga się protestantyzm w Polsce, to również krytyczny opis ze strony katolików, a nie wygodna obojętność. Byle był to opis rzetelny. Katolicy powinni protestantów mobilizować, im kibicować pamiętając, że jest jakaś wspólnota między jednymi a drugimi, między takimi a innymi chrześcijanami. Ten postulat nabiera znaczenia zwłaszcza po kanonizacji dwóch papieży spod znaku Soboru Watykańskiego II. Ekumenizm, wbrew płaczom tradycjonalistycznie usposobionych katolików, staje się ponownie kompasem moralnym w rozważaniu chociażby kwestii eklezjologicznych.

Tomasz Mincer – redaktor naczelny i wydawca Miesięcznika Ewangelickiego, sekretarz redakcji Liberté!

Numer 1(38)/2017, wrzesień 2017.

Foto: StormPetrel1 via Foter.com / CC BY-NC