Mahomet byłby wegetarianinem | Meyrem Almaci

Antwerpia. Meyrem Almaci przybywa punktualnie na spotkanie. Schodzi z roweru. Jest ciepło. W związku z ramadanem próbuje spełniać związane z nim obowiązki. Napięty kalendarz nie ułatwia jej zadania.

Ramadan jest wyzwaniem dla ciała – właśnie z tego powodu możesz brać w nim udział tylko wtedy, kiedy jesteś zdrowy. Ramadan nie kończy się jednak tylko na tobie. To miesiąc umiarkowania, refleksji i spotkań z rodziną, sąsiadami i przyjaciółmi. Jest również czasem wychodzenia do ludzi spoza własnego kręgu – tych, którym wiedzie się gorzej. Stanowiące jego fundamenty solidarność i pojednanie nadają znaczenie rytuałom oraz zwyczajom.

Erica Meijers: Czy twoja religia ma wpływ na sposób, w jaki uprawiasz politykę?

Meyrem Almaci: Zasady wyniesione z domu to podstawa moich działań. Dorastałam w świecie, w którym często można było usłuszeć Gören görünün hakki var (oko, które widzi, również ma swoje prawa). O co chodzi? Dzielisz się jedzeniem i piciem – spożywanym przy potrzebujących, bowiem niektóre aspekty naszego życia są tylko kwestią szczęścia – na przykład miejsca, w którym się urodziłaś. Zasada ta zobowiązuje cię do pamiętania o więzi z ludźmi na drugim końcu świata, jak również z biedniejszymi od ciebie. Wartości, które wyniosłam z domu – solidarność, szacunek do samej siebie i do innych, konsekwencja, troska o siebie i otoczenie – dobrze wpisują się w myśl ekopolityczną, moim zdaniem streszczającą się w trzech, powiązanych ze sobą hasłach solidarności, sprawiedliwości oraz szacunku dla potęgi ludzi i naszej planety.

Mój ojciec przybył do Belgii w latach 60. XX wieku. Matka dołączyła wraz z rodziną w 1974 r. Jestem drugim dzieckiem, które urodziło się już tutaj. Miałam łącznie siódemkę braci i sióstr, z czego dwójka zmarła jeszcze, gdy rodzice mieszkali w Turcji. Rodzice są tradycyjnymi, religijnymi sunnitami. Za młodu chodziliśmy na lekcje tureckiego oraz nauczania Koranu. Do szesnastego roku życia nosiłam hidżab. Zdecydowałam się go zdjąć w następstwie własnej interpretacji tureckiego tłumaczenia Koranu.

Sądzę, że pierwotnym celem hidżabu było to, żeby noszące go kobiety nie rzucały się w oczy. Jeśli jednak patrzymy na dzisiejsze społeczeństwo, widzimy, że zamiast tego przykuwa on uwagę. Nie jest on wyraźnym nakazem koranicznym. Rodzice zareagowali na to jak prawdziwe osoby wierzące, skupiając się nie na tradycji, lecz na Piśmie mówiącym, że nie możesz zmuszać ludzi do czegokolwiek. Jeśli zmuszę cię do noszenia hidżabu, sprowadzam na siebie grzech – nawet jeśli uważam za okropność fakt, że nie trafisz do nieba. Kocham cię i chcę, byś trafiła do nieba razem z nami. Jeśli jednak nie zbaczając na nic zmuszę cię do noszenia hidżabu, zachowam się przeciwko duchowi tego, w co wierzę. Tak właśnie widzieli sprawę. Byłam pierwszą dziewczyną, która w małej, tureckiej wiosce nie zakrywała włosów. Moi rodzice musieli się z tego tłumaczyć.

Jak definiujesz religię?

Wolę określenie „pogląd na życie”. Religię kojarzy się głównie z wiarami Księgi, co moim zdaniem za bardzo ogranicza ten termin. Interesuje mnie bardziej system poszukiwania sensu, opartego na pewnych zasadach moralnych, tradycjach i rytuałach. W ten sposób obejmujemy również ateistów, którzy wywodzą swój kompas moralny np. z oświecenia.

Ludzie doświadczają religii na wiele różnych sposobów. W epoce oświecenia w świecie zachodnim mieliśmy do czynienia z walką między sekularyzmem a religią, która po II wojnie światowej skończyła się rozdziałem między lokalnym duchownym a burmistrzem. To dobrze – rywalizacja ta nie powinna jednak kończyć się poczuciem wykorzenienia. Nie zabraknie osób mówiących, że wyzwoliliśmy się spod kontroli określonej religii i nie zamierzamy ponownie przechodzić tej samej walki. Dla innych – szczególnie dla imigrantów – walka ta nie jest częścią przeszłości, ale codziennym doświadczeniem. Widać tu różnice historyczne. Nie brakuje również konwertytów, którzy odkrywają religijność na nowo – na przykład grupy ewangelikalne. Religia wciąż żyje. W zróżnicowanym społeczeństwie musimy przejść nad tym faktem do porządku dziennego.

Przydałby się nam podstawowy zestaw wartości, biorący pod uwagę potrzebę nadawania przez ludzi poczucia sensu, możliwego do osiągnięcia na różne sposoby. Czyja prawda jest tak właściwie jedyną prawdą? Rządy mają tylko jedno wyjście – ochronę wolności do posiadania przez ludzi własnego spojrzenia na życie, od ateizmu po wiarę Księgi i wszystkiego pośrodku, bez wskazywania na jedną grupę jako posiadającą monopol na prawdę. Ci, którzy pełnią służbę publiczną, mając za zadanie moralne ocenianie życia innych muszą – jako reprezentanci i symbole władzy – pozostawać bezstronni.

Szkoła jest przestrzenią, w której publiczne styka się z prywatnym. Jakie jest twoje zdanie na temat obecności symboli religijnych w placówkach edukacyjnych?

Osobiście nie mam nic przeciwko. Potrafię sobie jednak wyobrazić rodziców mających problemy z faktem zupełnie odmiennego spojrzenia na życie nauczyciela uczącego ich dzieci. Uważam jednak za niedopuszczalne odmawianie uczniom prawa do manifestowania swojego spojrzenia na świat – np. poprzez obowiązujący w Antwerpii zakaz noszenia hidżabu w szkołach. Niesie on za sobą ryzyko ograniczenia prawa do edukacji. Zastanawiam się jako feministka, kim jest tu ofiara i komu właściwie chce się pomóc. Ludziom zdarza się myśleć, że czas zdjąć zasłony z głów tych dziewcząt. Z perspektywy historycznej widać jednak, że wymuszona emancypacja nie zadziałała nigdzie na świecie. Jest przeciwskuteczna.

Niewielka grupa, którą na serio zmusza się do noszenia chusty, w wyniku tego zakazu przestaje chodzić do szkoły. Skazujemy ją na coraz większe kłopoty. Dziewczynom, które świadomie kształtują swoją tożsamość mówi się z kolei, że „jedynie słuszna” interpretacja hidżabu uniemożliwia im zmienienie go w symbol czegoś innego. Decyduje się za nie o jego znaczeniu – ba, pomija się zdanie samych muzułmanów! Co daje im prawo do takiej interpretacji i uznawania jej za lepszą niż stanowisko samych kobiet? To nie jest demokracja. Tworzy się w ten sposób społeczeństwo oparte na lękach i projekcjach grupy dominującej. Nie jest to typ wspólnoty, w którą wierzę.

Nie oponowałaś jednak przeciwko zakazie noszenia burek. Widzisz tu różnicę?

To prawda, wstrzymałam się w głosowaniu. Miałam poważne wątpliwości co do tego zakazu. W jaki sposób można bowiem stwierdzić, czy dana kobieta nosi ją z własnej woli, czy z przymusu? Nie brak badań wskazujących na to, że większość kobiet nosi je dobrowolnie. Nawet jeśli przyjąć, że burka ma opresyjny charakter, to jej zakazywanie jest zupełnie nietrafionym podejściem. W tym samym czasie ogranicza się wsparcie finansowe dla kobiet doświadczających przemocy domowej. Skupiamy się na walce z objawami zamiast na gwarantowaniu środków leczących samą chorobę – jak się okazuje, co czwarta kobieta w naszym społeczeństwie „spada ze schodów”. Choć raz przestańmy wpychać wszystko w ramy kulturowe!

Zdarzyło mi się raz założyć burkę po to, by poczuć, czym właściwie jest. Jest niczym kokon, w którym ktoś może czuć się komfortowo. Mnie osobiście przestraszyła jako coś, co separuje od społeczeństwa. Jest dla mnie porażką z perspektywy tego, w co wierzę – w integrację zamiast segregacji. Każdy ma prawo ubierać się jak chce, ale ten strój w znaczący sposób utrudnia dialog między ludźmi. Wstrzymując się od głosu, chciałam okazać swój niepokój.

Debata na ten temat w ruchu Zielonych jeszcze się nie skończyła. Na Radzie Europejskiej Partii Zielonych, która odbyła się w maju 2015 w Zagrzebiu, rozgorzała dyskusja na temat hidżabu. Ktoś powiedział, że trzeba uwolnić od nich muzułmanki.

Uważam to za paternalizm. Nie masz prawa decydować za inne kobiety, w jaki sposób będą walczyły o swoją wolność, bowiem walka ta w różnych kontekstach wygląda inaczej. Imigrantki nie przejmują automatycznie zachodniego stylu życia. Używają własnych symboli, podążają własnymi ścieżkami. Podobnie jest w kwestii wyzwolenia seksualnego. Kim jestem, by domagać się od kogoś ze społeczności LGBT wychodzenia z szafy? Mogę żałować, że tego nie robią, ale koniec końców to ich wybór.

Istnieje różnica między strategiami kulturowymi. Walczysz z jednymi ich aspektami, innych zaś używasz do tego, by zmieniać swoją społeczność. Kobiety na Bliskim Wschodzie zdejmują hidżaby jako znak protestu, podczas gdy tutaj noszą je jako symbol swoich praw. To inne konteksty – i inne strategie. Jedna nie jest lepsza czy gorsza od drugiej.

Potrzeba nam dużo więcej budowniczych mostów, kontaktów z dużo większą ilością feministek z innych społeczności. Stoimy przed murem: „nie wiem i nie chcę wiedzieć”. To nie kwestia niechęci. Dorastałam w tyglu różnorodności – zarówno w domu, jak i w szkole. Część z moich sióstr nosi hidżab, inne nie. Chodziłam do najróżniejszych szkół – od głęboko rzymskokatolickich, aż po słynące z liberalizmu. Zaczęło się już w katolickim przedszkolu. W Środę Popielcową posypywano nam głowy popiołem. Kiedy koło południa wracaliśmy do domu, mama strzepywała go z nas, kiedy jednak wracałyśmy do placówki, nakładała z powrotem. Było to dla mnie – dziecka – czymś niejasnym, ale wszystkie te doświadczenia uczyniły ze mnie (czasem powoli, zawsze bardzo świadomie) kogoś budującego mosty.

Kończy się jednak mój czas jako osoby „stale podróżującej” między różnymi grupami. Zaczynam mieć tego dosyć – podobnie jak i inni, którzy te mosty budują. One już stoją – może w końcu je przejdziecie?

Czy te mosty nie są przypadkiem wysadzane przez zamachy terrorystyczne oraz radykalizację z jednej i towarzyszące im odpowiedzi z drugiej strony?

Jak najbardziej. Przez całe dekady wyzbywaliśmy się swej odpowiedzialności i teraz problemy uderzają nas prosto w twarz. Bardziej niż o religii jest to jednak opowieść o internecie, migracjach, handlu oraz interesach ekonomicznych. Religia używana jest do uprawomocnienia wojen, represji i przemocy. Ostatecznie chodzi jednak o zdobycie władzy i pieniędzy.

Religia ma zatem dwie twarze? Inspiruje do dobra, ale też uzasadnia mnóstwo złych rzeczy?

Owszem. Nie brak ludzi, którzy dokonują wspaniałych czynów na małą skalę. Są tacy, których inspiruje do tego religia i światopogląd, ale widać też, jak katastrofalne skutki może mieć ta sama religia, kiedy używana jest do uzasadniania przemocy czy wręcz barbarzyństwa. Nie możesz tego zbagatelizować stwierdzeniem, że to nie jest prawdziwy islam. W chwili, gdy ktoś używa religii do uzasadniania przerażających zjawisk takich jak ISIS, musisz się temu sprzeciwić. Nie odpowiadam za ścinanie głów przez bojowników tej formacji, ale dotykają mnie one równie mocno jak ciebie. Co więcej, ISIS nie rozróżnia w tej kwestii między muzułmanami a resztą.

Czy możemy zatem opracować wspólną strategię? Byłoby wielkim błędem myśleć, że jesteśmy w stanie rozwiązać ten problem poprzez wycofanie się do własnej grupy. Jedyną możliwą odpowiedzią staje się humanitaryzm. W wypadku ISIS w grę wchodzą również represje. Zieloni są pacyfistami, ale w obliczu takiego poziomu horroru potrzebna jest kompleksowa strategia, uwzględniająca również i karanie.

Powiedzmy sobie szczerze – atak Busha na Irak spowodował zapłon, którego nie byliśmy już w stanie ugasić. Jesteśmy zmuszeni do myślenia o wszystkim, co dzieje się w tamtym regionie i o sposobach na rozwiązanie jego problemów. Ludzie w Syrii żyją pod kontrolą ISIS albo Assada niczym między młotem a kowadłem. Myślę, że na ich miejscu też uciekałabym na łódce przez Morze Śródziemne.

Prawicową odpowiedzią na tę sytuacją jest twierdzenie, że cywilizacja europejska stoi w radykalnej sprzeczności z islamem.

Twierdzenie o judeochrześcijańskich korzeniach kontynentu to fikcja. Imperium Osmańskie stało swego czasu u bram Wiednia. Spójrz na hiszpańską architekturę albo na wszystkie te obrazy, przedstawiające zachodnich władców w sułtańskich strojach. Cywilizacja osmańska była ubóstwiana. Relacja z islamem zawsze była rzecz jasna trudna, czego przykładem choćby krucjaty. Islam zawsze tu jednak był. Pomysł, że jest on czymś nowym w Europie, jest równie bezsensowny jak założenie, że nie doświadczył własnego oświecenia i że nadal musi przez nie przejść. Islam ma wiele twarzy. Badania wskazują, że znaczna większość muzułmanów docenia oświeceniowe zasady.

Nie wierzę w historię w kategoriach liniowego postępu – tak jakby po oświeceniu wszystko w Europie nagle ułożyło się właściwie. Kontynentowi zdarzyło się zejść z tej ścieżki. Wystarczy wspomnieć o II wojnie światowej albo wojnie w Bośni.

Owszem, oświecenie miało spore znaczenie. Podział władz oraz rozdzielenie kościoła od państwa były jego niezwykle istotnymi elementami. Nigdy nie będę lekceważyła tych kwestii – nie znaczy to jednak, że mamy do czynienia z nieodwracalnym osiągnięciem. Z czymś, czego „oni” nie mają, a my tak. Wręcz przeciwnie. Widać, jak bardzo szereg oświeceniowych zasad jest dziś atakowanych – wolność wyznania, ochrona prywatności czy szereg innych, podstawowych dla demokracji praw. Musimy bronić tych ważnych dla demokracji zasad przed ich zagładą – zarówno tu, jak i w innych miejscach na świecie.

Podstawowe prawa demokratyczne mogą tworzyć napięcia między sobą. Jakie było podejście Zielonych do uboju rytualnego?

Byliśmy za ogłuszaniem zwierząt w trakcie uboju. Chcieliśmy jednak, by było ono wprowadzone w porozumieniu ze społecznościami, których dotyczy ta kwestia. Debata na ten temat nie toczyła się w prawidłowy sposób. Ubój bez ogłuszania wraca przy okazji muzułmańskiego Święta Ofiarowania, ale muzułmanie, żydzi i część wyznawców religii animistycznych przeprowadzają go przez cały rok.

Sama w wieku szesnastu lat zostałam wegetarianką – zarówno z powodu miłości do zwierząt, obrzydzenia przemysłem mięsnym, jak i praktykowanej w domu religii. Mój ojciec osobiście chodził do rolnika, by wybrać najsilniejsze jagnięcia. Zostawały na farmie przez kolejne dwa lata. Kiedy jedno z nich szło na rzeź, odprawiano modlitwę za jego duszę, sam ubój zaś wykonywano za pomocą niezwykle ostrego noża w możliwie najszybszy i bezbolesny sposób. Była przy tym obecna cała rodzina. Zawsze wiedzieliśmy, że to trudny proces. Jeśli nie jesteś w stanie mierzyć się z faktem, że odbierasz życie, to przestań jeść mięso. Czy dziś jednak dostajesz gdzieś tego typu życiową naukę? O tym, skąd bierze się mięso?

Mierzmy się z debatą na temat uboju w całej jej złożoności, nie wiążąc jej z obchodami religijnymi. Dziś wielu muzułmanów sądzi, że chodzi o zrujnowanie ich święta. Grupy obrońców praw zwierząt tłumaczą, dlaczego skupiają uwagę na tym procederze w trakcie Święta Ofiarowania – do rządu należy jednak dbanie o interes publiczny. Istnieje szereg krajów muzułmańskich, w których ogłusza się podczas uboju. Idź więc, zobacz jak się sprawy mają i jakie mamy możliwości! Kiedy prowadzimy do spolaryzowania debaty – zamiast otwartych dłoni otrzymujemy zaciśnięte pięści. Nikt nie wyjdzie z okopów.

Bardzo żałuję, że dobrostan zwierząt i religia znalazły się po dwóch stronach sporu. W religiach – a na pewno w islamie – nie brak dobrych punktów wyjścia do zadawania właściwych pytań. Czy sposób, w jaki jemy mięso, nadal trzyma się zasad? Nie chodzi wyłącznie o ostatnie kilka minut. Zwierzę musi być zdrowe, odpowiednio dojrzałe, nie może widzieć noża i musi być wolne od stresu. Procedury różnią się w zależności od rzeźni – zarówno tych zgodnych z zasadami halal, jak i nie. Ktoś kiedyś powiedział, że gdyby Mahomet żył w dzisiejszych czasach, byłby wegetarianinem.

Musisz też być konsekwentna i mierzyć zasadami dobrostanu zwierząt również produkcję foie gras, łowiectwo czy przemysł biotechnologiczny. Kiedy mówimy o tradycjach grupy dominującej – na przykład o bożonarodzeniowym indyku albo o holenderskim świętowaniu Mikołaja – reakcje bywają równie emocjonalne jak wtedy, gdy wskazujesz palcem na muzułmanów obchodzących Święto Ofiarowania. Moje studia komparatystyczne nauczyły mnie, że porównania tego typu pozwalają wyciągnąć dyskusję ze sprowadzania jej do kwestii kulturowych. Jako Zieloni jesteśmy całym sercem za ubojem z ogłuszaniem, nie chcemy jednak, by debata na ten temat była przykrywką dla islamofobii.

Uważasz religię za źródło inspiracji czy może przeszkodę dla ekopolityki?

Moim zdaniem wszystko to, co daje ludziom poczucie sensu, może być inspiracją. Religia staje się przeszkodą, gdy ludzie zaczynają atakować twoje wierzenia za coś negatywnego, dziejącego się na drugim końcu świata. Ludzie zalewają mnie wtedy telefonami. Tak jakby każda osoba we Flandrii miała być odpowiedzialna za obrzydliwe zbrodnie Marca Dutroux albo wszyscy katolicy odpowiadali za księży molestujących dzieci. Co to ma wspólnego z tym, w co wierzysz?

Muzułmanie cierpią z powodu rozciągania na nich odpowiedzialności zbiorowej. Niepokoi mnie to, w jaki sposób wpływa ona na młodych. Jak dotyka ich to ciągłe – zawsze negatywne – sprowadzanie tożsamości wyłącznie do muzułmańskiego wymiaru. Nie zdziw się, kiedy w pewnym momencie odwrócą się plecami do społeczeństwa, które sądzi, że nie wyjdzie z nich nic dobrego tylko dlatego, że wyznają islam.

Wszystkie partie polityczne, w tym Zieloni, muszą mieć ten scenariusz w tyle głowy. Nie można traktować ludzi jednowymiarowo. Tożsamość zawsze jest czymś złożonym. Ma wiele warstw – jak lazanie – smakuje dobrze wyłącznie wtedy, kiedy ugryziony kawałek zawiera wszystkie elementy tej potrawy. Nie da się odseparować warstw od siebie i skupić się wyłącznie na jednym aspekcie. Nikt nie składa się tylko z jednej cechy.

Kwestia różnorodności w społeczeństwie jest pytaniem o stosunki władzy – nie tylko między ludnością rdzenną a imigrantami, ale również między różnymi społecznościami imigranckimi. W finale wracamy wtedy do kwestii społeczno-ekonomicznych. Jednorodność otoczenia kulturowego i religijnego poszczególnych ludzi jest znacznie węższa niż się uważa. Mniejszości również martwią się kryzysem bankowym. Ich członkinie i członkowie chcą wiedzieć, jak chcemy tworzyć nowe miejsca pracy i sprawić, by szkoły działały lepiej. Tak, również i oni potrafią dyskryminować. Partie polityczne powinny podchodzić do nich nie jako do oddzielnych grup, ale uważać ich po prostu za wyborców.

Meyrem Almaci (ur. 1976) od roku 2014 szefuje Groen – partii Zielonych we Flandrii. Zasiada w federalnym parlamencie Belgii, gdzie skupia się na tematyce budżetowej. Absolwentka komparatystyki kulturowej oraz pracy socjalnej. Szefowała Jong Groen – partyjnej młodzieżówce. Do roku 2015 liderka frakcji Zielonych w Radzie Miasta Antwerpii.

Erica Meijers kieruje „de Helling” – kwartalnikiem Bureau de Helling, fundacji politycznej holenderskiej partii Zielonych – GroenLinks. Członkini zespołu redakcyjnego Zielonego Magazynu Europejskiego (Green European Journal). Swój doktorat na Protestanckim Uniwersytecie Teologicznym w Holandii poświęciła debacie na temat apartheidu w protestanckich kościołach holenderskich (opublikowany w 2008 r. pod tytułem „Blanke Broeders Zwarte Vreemden”). Redaktorka książki „Populism in Europe” (2011).

Tłumaczenie: Bartłomiej Kozek

Wywiad ukazał się w książce „Green Values, Religion and Secularism”, wydanej w roku 2015 przez Zieloną Fundację Europejską (Green European Foundation). Oryginalny tytuł: „When will you finally cross that bridge?”. Redakcja dziękuje za możliwość tłumaczenia i publikacji. Tytuł i lead od redakcji. Ilustracja: Wyimaginowana debata pomiędzy Porfiriuszem a Awerroesem. Obraz Monfredo de Monte Imperiali, XIV wiek.

Numer 1(38)/2017, wrzesień 2017.

Zobacz także: Czy Bóg islamu jest naszym Bogiem?