W drogę, Kościele! | Tomasz Mincer

Od początku naszej działalności chcieliśmy poruszać tematy związane z protestantyzmem. Zależało nam, aby rodzimi ewangelicy wyszli z cienia. I zaczęli krytycznie oraz bez kompleksów przyglądać się Kościołom chrześcijańskim w Polsce i na świecie. By oceniali sprawy publiczne i zjawiska zachodzące w życiu społecznym ze swojego, unikalnego punktu widzenia.

Dlatego też powstało internetowe Pismo er – ecclesia reformanda, przemianowane ostatecznie na Miesięcznik Ewangelicki. Pismo niezależne od jakiegokolwiek Kościoła. Ale pismo prokościelne, choć czasem nieco antyklerykalne.

Czy nam się to udało, oceni historia, jakkolwiek pompatycznie to zabrzmi.

Dziś pora zwinąć żagle. Dziękujemy za wspólną podróż. Za wszystkie zimne i gorące opinie o naszej działalności. To było niezwykle cenne doświadczenie. Banał? Kto raz coś podobnego stworzył, wie, o czym piszę.

Przede wszystkim dziękuję jednak Tym, którzy współtworzyli nasze czasopismo. Dziękuję Autorom, Projektantom Graficznym, Programistom, Tłumaczom. Osobom, które umożliwiały nam nawiązanie kontaktów.

Miesięcznik był całkowicie niezyskowną inicjatywą. Nigdy nie otrzymaliśmy jakichkolwiek środków finansowych na działalność. Zmiana tego stanu wiązałaby się z szeregiem kompromisów. Ryzyko „rynkowe” było w naszej sytuacji zbyt wysokie – jesteśmy niszą nisz. A w Polsce ambitne czasopisma mają pod górkę – i mam tu na myśli pisma z o wiele większym dorobkiem niż nasze skromne wydawnictwo internetowe robione po godzinach.

Dotychczasowa formuła gwarantowała nam coś, co trudno przeliczyć na pieniądze – niezależność. Niech więc taki będzie końcowy koszt niezależności.

Wszystkie opublikowane na naszych łamach teksty, a także na łamach innych, goszczących naszych autorów, składają się jeśli nie na program, to na pewną wizję funkcjonowania Kościołów chrześcijańskich w Polsce oraz wzajemnych stosunków między nimi, jak również wizję relacji Państwo-Kościoły.

Większość z poruszanych przez nas zagadnień dotykała spraw nie tyle teologicznych, co społecznych i politycznych. Za amerykańskim myślicielem powtórzę, że „polityka pnie się ku etyce, a etyka wznosi się ku teologii” (Russel Kirk).

Jakiego Kościoła pragniemy? Wspólnota, o której chcę tu jeszcze wspomnieć, zanim padnie ostatnie zdanie, choć często pozostaje ona jedynie postulatem, niż faktycznie istnieje, to Kościół powszechny. Ale nie w rozumieniu Kościoła rzymskokatolickiego, czy jakiejś wspólnoty rozmaitych Kościołów ewangelickich.

Taki Kościół nie stoi w miejscu. Nie istnieje wyłącznie dla siebie. Nie jest ograniczony do jednego wyznania. Jedności nie pojmuje jedynie jako wspólnych toastów na ekumenicznych imprezach raz do roku. To wspólnota ludzi, która ma odwagę być sobą. Pozostaje zawsze otwarta i gotowa na nowe wyzwania. Wymyka się konfesyjnym granicom, ale nie boi się spojrzeć w lustro i uświadomić sobie, skąd się wzięła. I nie boi się powiedzieć braciom i siostrom z innych Kościołów, co tak naprawdę myśli, zamiast chować się pod maską politycznej poprawności.

Takiej ecclesia reformanda życzę wszystkim Czytelniczkom i Czytelnikom Miesięcznika Ewangelickiego, zarówno tym pozostającym w łonie wspólnot wyznaniowych, jak i będących poza zinstytucjonalizowanym chrześcijaństwem.

Zapraszam w ostatni rejs miesięcznikowym statkiem.

Tomasz Mincer – redaktor naczelny i wydawca Miesięcznika Ewangelickiego, sekretarz redakcji Liberté!

Fotografia: Foter.com

Numer 2(39)/2017, październik 2017.