Czy Jezus rzeczywiście uzdrowił trędowatego? | Łukasz P. Skurczyński

Wtedy przyszedł do (Jezusa) trędowaty i upadając na kolana, prosił Go: Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: Chcę, bądź oczyszczony! Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony. Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich. Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

Mk 1,40-45

Ewangelia Marka, jako pierwsza spisana forma Dobrej Nowiny, nic nie mówi o narodzinach i dzieciństwie Jezusa. Zaczyna się od proroctwa Jana Baptysty – zwanego w naszych tłumaczeniach „Chrzcicielem” – zapowiadającego przyjście człowieka mocniejszego i silniejszego od niego, który ma chrzcić nie wodą, a Duchem Świętym.

Następnie wrzuceni jesteśmy w narrację in medias res. Historia zaczyna się toczyć z niesłychaną szybkością i towarzyszą jej intensywne emocje. Nagle widzimy trzydziestoletniego Jezusa, który powołuje uczniów i zaczyna nauczać.

Kilka wersetów dalej Jezus zaczyna czynić cuda: najpierw uzdrawia opętanego, następnie teściową Szymona. Kolejne uzdrowienia nie są opisane. U Marka (1:38) czytamy jedynie: Uzdrowił wielu, których trapiły przeróżne choroby, i wypędził wiele demonów.

Po opuszczeniu Kafarnaum, autor Ewangelii przytacza kolejny chrystusowy cud: uzdrowienie trędowatego. I na tej historii spisanej zaledwie w sześciu wierszach postaram się skupić.

Zaskakująca historia

W opowieści o uzdrowieniu trędowatego kilka rzeczy przyciąga moją uwagę.

Po pierwsze, sam fakt uzdrowienia. Cud? Literacki środek stylistyczny? Symbol? Pytania mnożą się w umyśle Czytelnika.

Po drugie, zastanawia mnie zachowanie Jezusa i słowa, które wypowiada w wierszu czterdziestym pierwszym: (Jezus) zdjęty litością, wyciągnął rękę swoją, dotknął się go i rzekł mu: Chcę, bądź oczyszczony!

Wreszcie, zakończenie historii jest na swój sposób zaskakujące, a przede wszystkim, raz jeszcze, słowa Jezusa – Bacz, abyś nikomu nic nie mówił – oraz nieposłuszeństwo uzdrowionego trędowatego, który zamiast zachować tajemnicę, odchodzi i zaczyna rozgłaszać i rozsławiać tę rzecz (w. 45a).

Cuda czy znaki?

Ewangelie zawierają wiele opisów uzdrowień Jezusa. Jak już wspominałem, uzdrowienie trędowatego jest jednym z pierwszych opisanych w Ewangelii Marka, choć jest już którymś z kolei. Po nim następują kolejne, aż w końcu Jezus wjeżdża do Jerozolimy niczym izraelski monarcha. Cuda ustają, Jezus zaczyna mówić w podobieństwach.

Co więcej, Ewangelia Marka jest tak nasycona narracjami cudownych wydarzeń, że ciężko wierzyć, żeby te wydarzenia odzwierciedlały rzeczy, które działyby się dosłownie.

I to nie tylko, dlatego że dziś patrzymy na świat przez „mędrca szkiełko i oko”. Nie dlatego, że brak jakiegokolwiek racjonalnego powodu, by wytłumaczyć, dlaczego Chrystus przestaje nagle dokonywać cudów. Żyjemy po prostu w erze po Rudolfie Bultmannie, który nam uświadomił, że cuda są wyobrażeniami mitycznymi.

Bultmann zauważył: Nie można używać elektrycznego światła i radioodbiorników, w przypadku choroby korzystać ze współczesnych środków medycznych i klinicznych, i jednocześnie wierzyć w świat cudów i duchów Nowego Testamentu (1).

Niektórych takie stwierdzenie może oburzać, ponieważ przez nie rozumieją, że cuda Jezusa są „tylko mitami”. A mnie się wydaje, że te cudowne wydarzenia są „aż mitami”. A to dlatego, że mit bywa niejednokrotnie bardziej rzeczywisty, bardziej inspirujący niż opisywana przez nauki przyrodnicze mdła, marna i ograniczona rzeczywistość materialna.

Paul Tillich napisał: „Więc tylko symbol?” Ten, kto zadaje to pytanie, wskazuje tym samym, że nie zrozumiał różnicy między znakami i symbolami ani potęgi języka symbolicznego, przewyższającego pod względem zalet i siły potęgę jakiegokolwiek języka nie-symbolicznego. Nie powinno się nigdy mówić „tylko symbol”, trzeba mówić „aż symbol” (2).

A przede wszystkim mit i symbol religijny posiadają kompletnie inną funkcję od dyskursu naukowego. Mit nadaje sens życiu, a przez to je kształtuje i pozwala nam uczestniczyć w duchowych dziejach ludzkości. Symbol, podążając za Tillichem, reprezentuje konkretną rzeczywistość oraz uczestniczy w jej mocy i znaczeniu. Symbol istnieje przede wszystkim po to, by „otwierać” i „udostępniać” nam warstwy rzeczywistości, do których nie mamy pełnego dostępu w inny sposób (3).

Jaką zatem rzeczywistość otworzyć chce przed nami autor Ewangelii, odwołując się do mitu i symbolu uzdrowienia trędowatego?

Co chce nam powiedzieć Ewangelista

Usłyszeliśmy wiersz opisujący reakcję Jezusa na prośbę trędowatego o uzdrowienie. Przytoczę ją tutaj raz jeszcze: Jezus zdjęty litością, wyciągnął rękę swoją, dotknął się go i rzekł mu: Chcę, bądź oczyszczony!

W tym fragmencie Jezus Chrystus, Syn Boga, Syn Człowieczy, Bogoczłowiek, ujawnia swoją ludzką twarz. Nie pozostaje niewzruszony i obojętny na ludzkie cierpienie, wręcz przeciwnie – współodczuwa je. Podchodzi do niego z empatią.

W grece autor użył tu czasownik splagchnizomai, który można oddać na język polski również poprzez „współczuł”, „poczuł się poruszony”. Pochodzi ono od greckiego splanxna wskazującego na „szlachetne części ludzkiego ciała”, które są siedliskiem uczuć.

Więcej: Jezus poprzez swoje zachowanie, o jakim jest mowa w tym wierszu, łamie starożytne tabu. Trąd traktowano niczym karę za grzechy, a trędowaty był skazany na ostracyzm i społeczną śmierć, która kończyła się dosłowną śmiercią w niesłychanych cierpieniach i osamotnieniu. Ale co z tego – mawiali starożytni – to Boża kara sprawiedliwie wymierzona za jego grzechy.

Nierzadko zdarza nam się podobnie myśleć i dziś. Nie raz słyszałem z ust pobożnych chrześcijan, kapłanów Boga czy arcybiskupów, że HIV/AIDS jest karą wymierzoną przez sprawiedliwego Boga na człowieku, który dopuścił się śmiertelnego grzechu.

Jezus w tym wierszu jasno odpowiada na takie zarzuty i mówi: Brednie! Bóg nie karze ludzi na tym świecie. Bóg nie jest sadystycznym bóstwem, które odczuwa przyjemność z zadawania bólu i śmierci. Bóg nie rozumie sprawiedliwości jako karania za złe uczynki i nagradzania za dobre.

Bóg cierpi razem z nami

Bóg współ-czuje. O tym właśnie świadczy zachowanie Jezusa z Nazaretu opisane w niniejszej perykopie.

Chrystus dopuszcza się zachowania, które uchodziłoby z pewnością za nieobyczajne, niemoralne albo wręcz obrazoburcze. To, co nieczyste – przemienia; dotyka i uświęca je. Niczego nie oczekuje w zamian.

(1) Zob. R. Bultmann, Neues Testament und Mythologie. Das Problem der Entmythologisierung der neutestamentlichen Verkündigung, wyd. E. Jüngel, w: Beiträge zur evangelischen Theologie, wyd. E. Jüngel, R. Smend, t. 96, München 1985, s. 15 (tł. cyt. E. i J. Sojka).
(2) Zob. P. Tillich, Dynamika wiary, Poznań 1987, tł. A. Szostkiewicz, s. 65.
(3) Por. P. Tillich, Symbol religijny (w:) Symbole i symbolika, wybrał i wstępem opatrzył M. Głowiński, Warszawa 1991, s. 147 nn.

Łukasz P. Skurczyński – filolog, teolog, doktorant Wydziału Artes Liberales Uniwersytetu Warszawskiego, członek redakcji Miesięcznika Ewangelickiego

Fotografia: Paulina Skurczyńska.

Numer 12(18) 2014, 18.11.2014