Czy jesteśmy tolerancyjni? | Renata Kim

Czy my, ewangelicy, jesteśmy wystarczająco tolerancyjni? A konkretnie, ewangelicy reformowani? Na tak postawione pytanie chciałoby się odpowiedzieć jasno: tak albo nie. Niestety, nie ma prostej odpowiedzi.

Jesteśmy dokładnie tacy sami jak reszta Polaków: jedni tolerancyjni, wyrozumiali i rozumiejący, a drudzy zapiekli w swych poglądach i nie dopuszczający innego punktu widzenia.

Wciąż pamiętam pierwsze zgromadzenie ogólne zboru, w którym wzięłam udział. To było już dobrych parę lat temu. Niewielka salka w domu parafialnym pełna ludzi – młodszych, starszych, w średnim wieku. I zażarta wielogodzinna debata na najróżniejsze tematy, począwszy od fundamentalnych: czy wolno kogoś dyskryminować tylko z powodu podejrzenia, że jest gejem, aż po trywialne: czy w czasie nabożeństwa kościół musi być rzęsiście oświetlony, czy wystarczy jak będzie w nim po prostu jasno.

Emocje, podniesione głosy, zapalczywość. Podziały: jedni są za, inni przeciw. A po obu stronach zerowa wręcz chęć, by zrozumieć tę drugą i jej argumenty. Jedni gardłują, udowadniając, że to właśnie oni mają rację. Drudzy tylko kiwają z politowaniem głowami, pokazując, jak bardzo ci pierwsi się mylą.

Takich zebrań było potem wiele i każde wyglądało niemal tak samo. Po jednej stronie tolerancyjni, po drugiej ci zapiekli albo na odwrót. I zażarta dyskusja, w której nie ma szans na porozumienie. W żadnej kwestii, ani tej fundamentalnej, ani tej trywialnej.

Brak tolerancji? Tak, oczywiście, ale przede wszystkim ogromne, nie do zasypania różnice poglądów. Mniej więcej takie, jak między zwolennikami PiS-u a wyborcami Twojego Ruchu, szczególnie w kwestiach światopoglądowych.

Potem były jeszcze długie, czysto teoretyczne dyskusje o ordynowaniu gejów na pastorów, a także różne bardzo praktyczne spory, np. czy wieloletnia i zasłużona członkini parafii może przyjąć nagrodę od organizacji, która nie ukrywa swych lewicowych sympatii. I znowu, zero szansy na porozumienie. Podobne spory – słyszeliśmy wiele razy – toczyły się podczas obrad synodu naszego Kościoła. Rzadko kończyły się zgodą.

Bo my, ewangelicy reformowani, jesteśmy tak samo podzieleni jak reszta Polaków. Możemy się szczycić tym, że w kwestii rozwodów, in vitro, związków partnerskich, kapłaństwa kobiet bywamy bardziej postępowi niż katolicy, ale kiedy przychodzi do konkretnych spraw, jesteśmy albo tolerancyjni, albo nie.

I nie ma czegoś takiego jak osławiona protestancka tolerancja, która stawiałaby nas pod tym względem wyżej od ludzi innych wyznań. Nie ma. Jesteśmy tak tolerancyjni, jak domy, w których się wychowaliśmy, jak przyjaciele, z którymi spędziliśmy najważniejsze lata, jak nasi małżonkowie i partnerzy. Ani mniej, ani więcej. Szkoda.

Renata Kim – dziennikarka Newsweek Polska, stała współpracowniczka Miesięcznika Ewangelickiego

Fotografia: archiwum prywatne. Autor: Adam Tuchliński.

Dlaczego zmieniliśmy nazwę na Miesięcznik Ewangelicki?

Numer 2(22) 2015, 06.02.2015