Temat numeru: Igraszki z sumieniem

Łatwo jest dać za wygraną. Trudniej, jak mówi biskup Spong, „spróbować dostrzec w chrześcijaństwie to wszystko, czego wcześniej nie zauważyliśmy”.

Tak samo trudno przychodzi dostrzec w drugim człowieku istotę autonomiczną, zdolną do niesienia brzemienia swych skomplikowanych decyzji. Bywa, że zamiast uznać w pełni godność osoby ludzkiej, także do popełniania błądów, upadania i podnoszenia się, a więc doskonalenia, zasłaniamy się sumieniem. I odmawiamy jej tej godności.

To patrzenie z góry na innego, na podporządkowanego, na pacjenta chociażby – pacjent w Polsce traktowany jest często nie po hipokratejsku – przychodzi tym łatwiej, że ma się nad nim władzę w postaci wiedzy. A samemu sobie narzuca się gorset etyki kodeksowej w nadziei na to, aby nigdy nie zbłądzić w czasie próby.

I tak zamiast klauzuli sumienia, które to sumienie ma być czymś refleksyjnym, niektórzy lekarze stają się niewolnikami takiej właśnie skodyfikowanej etyki. W ten sposób wypaczają dynamiczne przesłanie Ewangelii. I credo Hipokratesa, które akcentuje partnerskie traktowanie pacjenta w walce ze wspólnym przeciwnikiem – chorobą.

Czasem można odnieść wrażenie, że zasłanianie się sumieniem przychodzi całkiem beztrosko, tak jakby to była dziecięca igraszka. Sprawa tylko jednego człowieka – lekarza. W rzeczywistości jest to igranie z ogniem, a pożar wykracza poza jednostkowe konsekwencje.

Ale zajrzyjmy do sumień lekarzy. Podpisując dokumenty w rodzaju „Deklaracji wiary” otrzymują oni gotową podkładkę dla przyszłych czynów, mniej lub bardziej brukających ich sumienie. Prawo bowiem nakłada na nich obowiązki, które i tak muszą respektować. Inaczej mogą pożegnać się z zawodem.

Dlatego sygnowanie podobnych dokumentów jest w gruncie rzeczy przejawem społecznego konformizmu („niech ludzie zobaczą, że jestem wierzący, że mam jakąś moralność, choćby kodeksową”). I hipokryzji – „ostatecznie i tak ulegnę prawu, trzeba w końcu z czegoś żyć”.

Ale czy to znaczy, że pewnych decyzji ludzkiego sumienia, jak niedokonywanie aborcji, nie należy szanować? Oczywiście, że szanować trzeba. Ale nie można kosztem okazywania tego szacunku odmawiać innym ludziom prawa do stanowienia o sobie.

Właśnie o takich nieczytelnych i dwuznacznych sytuacjach przeczytacie Państwo na łamach dwutygodnika. Będą to głosy pełne pasji, jak w przypadku tekstów o klauzuli sumienia i deklaracji lekarzy katolickich.

Głos nieco bardziej refkleksyjny, z dystansu, niemal sine ira et studio, wybrzmi w tekście o biskupie Johnie Spongu.

Ten zerowy numer to zapowiedź tego, co jeszcze nadejdzie. W co drugi poniedziałek szukajcie Państwo odmienionego dwutygodnika. Mniej tekstów znaczy więcej, jeśli zdarza się częściej.

Tomasz Mincer

redaktor naczelny
Miesięcznika Ewangelickiego

Numer 0(6) 2014, 13.06.2014