Temat numeru: Kozioł ofiarny

Wiek rozumu cyfrowego pozornie tylko uporał się ze społecznymi lękami.

Owszem, to dzięki internetowi szybciej niż kiedykolwiek wcześniej jesteśmy w stanie znaleźć odpowiedzi na nurtujące nas pytania. Możemy zweryfikować prawdziwość słów polityków bądź kościelnych liderów. I wykazać im przeróżne nieścisłości, ich arogancję czy butę.

A jednak internet jest też znakomitym narzędziem do uprawiania demagogii. Mniej bowiem zależy nam na jakości informacji. Liczy się tylko czas ich zdobycia. A taką nonszalancję i wygodnictwo intelektualne łatwo jest wykorzystać przeciwko obywatelom.

Polska światłowodowa już od dawna uczestniczy w cyfrowym wyścigu. Czasami można jednak odnieść wrażenie, że nasza młoda demokracja i kapitał kulturowy nie nadążają wprost proporcjonalnie za postępem technicznym, jaki się nad Wisłą dokonuje. Łatwo nas sprowokować, „przekierować” naszą uwagę, mydlić oczy. Wystarczy tylko znaleźć coś lub kogoś, postawić w świetle kamer i nazwać „ideologią”.

Wciąż wiele u nas: „chłopców do bicia”, tematów zastępczych, kozłów ofiarnych i gęb przyprawianych.

Chcemy rzucić trochę światła na mroki, jakie spowijają polską debatę publiczną. Dlatego sięgamy po tematy, które wiele osób, często bezzasadnie, przyprawiają o dreszcz i wzmożenie moralne. A konkretnie: po gender, homoseksualizm, masonów, żydów, feministki, muzułmanów i prostytutki.

Gdyby jednak ktoś poczuł niedosyt, warto zajrzeć do działu z recenzjami. Jest tam, o zgrozo, tekst o książce samego Zygmunta Baumana!

Może to nie po chrześcijańsku, ale przyzywamy kozły ofiarne polskiej debaty publicznej niczym zjawy z „Wesela” Wyspiańskiego. Niech rodzimej tradycji stanie się zadość!

Tomasz Mincer

redaktor naczelny
Miesięcznika Ewangelickiego

Ilustracja: (c) Agnieszka Kożuchowska

Numer 4(4) 2013, 21.01.2014