Temat numeru: Niebiański egalitaryzm

Tęcza – zjawisko natury i biblijny symbol przymierza między Bogiem a człowiekiem – dla narodowców stała się symbolem anormalności. Tęcza to dla nich sztandar, na którym wypisano: niszcz prawo naturalne i godność ludzką. Wyrzuć Boskie Prawo do śmietnika. Nie żeń się, żyj w wolnym związku, najlepiej tej samej płci.

Chodzi oczywiście o tęczę na warszawskim Placu Zbawiciela. Instalacja, o której co jakiś czas słyszy cała Polska, nie była co prawda pomyślana jako uhonorowanie walki o prawa środowisk LGBT. Jednak zjawiska i rzeczy żyją własnym życiem…

Tęcza to, owszem, często znak grup troszczących się o tolerancję: także o tolerancję dla mniejszości seksualnych. Posługują się nią jako emblematem grupy opowiadające się za społeczną różnorodnością. A to w praktyce oznacza również, że Polska nie musi być wyłącznie katolicka. Może być wieloreligijna, może też być w części bezwyznaniowa.

Agresywne protesty ocierające się o wykroczenia pod warszawską tęczą pokazują, że nie wszyscy nasi rodacy są w stanie zaakceptować realia pluralistycznego państwa i demokratycznego społeczeństwa. Ale oprócz braku szacunku dla prawa stanowionego, aktów wandalizmu i gróźb kierowanych wobec ludzi o innych poglądach, uderza pseudoargumentacja narodowców. Wydaje im się, że są rzecznikami jakiegoś boskiego porządku. Bronią tradycyjnego małżeństwa (cokolwiek ono znaczy, to wszak konstrukt dość młody, patrząc na dzieje cywilizacji). Podpierają się chrześcijaństwem, a jednocześnie złorzeczą przed kamerami i atakują policjantów.

Ich ideologia jest pogaństwem w czystej postaci, opiera się w praktyce na kulcie siły i strategii zastraszania. Kłopot w tym, że uzyskuje ona legitymizację filozoficzną, odwołującą się do prawa naturalnego, swoistego konserwatywnego fetyszu.

„Chrześcijaństwo jest najpoważniejszym źródłem oporu przeciw nowej quasi-religii egalitarnej” – głosi prof. Ryszard Legutko (1). Ta quasi-religia to nic innego, jak dbanie o równe prawa wszystkich obywateli. Chrześcijaństwo, jakie zapewne ma na myśli krakowski filozof, jest statyczne, utrwala pewien model społeczny, hierarchię bytów.

Na szczęście to, co niektórzy utożsamiają z chrześcijaństwem, nie wyczerpuje złożoności tej religii.

Prawo Starego Testamentu i jego nowotestamentowe dopełnienie, a właściwie reinterpretacja dokonana przez Jezusa, to wyjście ze stanu natury. Ten Exodus stanowi prawdziwe wyzwolenie człowieka z jego zwierzęcości. „Bóg Exodusu (…) wyprowadza człowieka z domu niewoli naturalnej”, mówi prof. Agata Bielik-Robson w rozmowie z Tadeuszem Bartosiem (2).

Emancypacja i egalitaryzm dokonują się również w refleksji „konserwatysty” apostoła Pawła, gdy ten głosi, iż w Chrystusie nie masz już Greka, niewolnika i kobiety. I że wszyscy w równym stopniu pełni są grzechu.

Warto zatem stale pamiętać o wyzwalającej mocy Prawa czytanego nie literalnie, ale przez pryzmat królewskiego przykazania miłości. Przykazania, którego najdoskonalszą ilustracją stała się postawa Jezusa, jaką żywił wobec wszystkich ludzi bez wyjątku. I warto patrzeć na Kościół jak na społeczność semper reformanda, a nie kółko tradycjonalistyczne, zamknięte w doczesnych formułkach wygłaszanych co niedzielę.

Dlaczego? Ponieważ to sam „Chrystus zdecydowanie wychodził poza bariery nakładane przez martwe Prawo, kładąc szczególny nacisk na miłość, braterstwo, niesienie pomocy i skupienie na bliźnim jako równej – na tak wielu poziomach – osobie” – pisze Bartosz Makuch w obszernym tekście o miłości dwojga ludzi tej samej płci.

Może czas już zatem, by do naszych modlitw dołączyć i tę: dzięki Ci, Panie, że staliśmy się sobie równi. W Tobie.

Tomasz Mincer

redaktor naczelny
Miesięcznika Ewangelickiego

(1) Michał Kuź – Ryszard Legutko, Pałowanie polskiej świadomości trwa, Nowa Konfederacja nr 25 (37)/2014.

(2) Zobacz nasze omówienie wspomnianej książki.

Numer 1(7) 2014, 23.06.2014

Ilustracja: (c) Joanna Ożdżeńska