Temat numeru: Uwikłani w teczki

Przed Państwem podwójny numer dwutygodnika.

Jest lato, dlatego pytamy, co znaczy być etycznym turystą? Czy z chwilą rezerwacji biletu lotniczego i zakupu wycieczki w biurze podróży należy schować religijne wartości do szafy? I wyjąć je dopiero po powrocie z urlopu?

Z tekstu Pawła Cywińskiego dowiedzą się Państwo, co warto mieć na uwadze, opuszczając rodzimy zakątek. Autor „etycznego dekalogu turysty” wyraźnie zaznacza, że nie jest to zestaw nakazów i zakazów. To raczej poradnik. W pierwszej kolejności ma skłonić nas do porzucenia utartych, okcydentalnych schematów myślowych. A w dalszej – zainspirować do nieco bardziej świadomego podróżowania, zwiedzania, poznawania innych światów.

Z kolei Damian Mazgaj wskazuje na niezwykłe wyzwanie stojące dziś przed zachodnim chrześcijaństwem. Mianowicie na to, w jaki sposób chrześcijaństwo, w tym protestantyzm, ma głosić Ewangelię za pomocą słowa w kulturze zdominowanej przez obraz. Ten problem sygnalizowaliśmy już na naszych łamach (1). Kolejną literacką próbę Tomasza Piątka można by potraktować jako usiłowanie jego przezwyciężenia. Pisarz czytając znaki czasu po raz drugi raczy nas uwspółcześnioną językowo interpretacją psalmu.

Tyle na zaostrzenie apetytu. Głównym daniem, czyli tematem numeru, jest za to lustracja.

Na pierwszy rzut oka wydawać by się mogło, że lustracja została już gruntownie przepracowana. Nie mam tu na myśli ujawnienia wszystkich tajnych współpracowników i agentów bezpieki. Chodzi mi bardziej o społeczną i moralną ocenę samego procesu. Procesu, którego jednym z celów miało być oczyszczenie polskiego życia publicznego.

Spójrzmy na nasze, ewangelickie podwórko. Nie czas i miejsce pisać o wszystkich znaczących przypadkach współpracy kościelnych liderów z aparatem bezpieczeństwa PRL. Na ten temat wciąż powstają szczegółowe opracowania historyczne. Czekamy m.in. na książkę Konrada Białeckiego o najnowszych dziejach Kościoła ewangelicko-reformowanego.

A co jest ważne z punktu widzenia wiernych, niekoniecznie historyków czy dziennikarzy? Mamy świadomość, że pośród nas, w społeczności wierzących, żyją ludzie z przetrąconym kręgosłupem moralnym. Ludzie, którzy uwikłali się we współpracę z UB i SB. Pytanie, co zrobić z tą świadomością, pozostając z nimi we wspólnocie?

Zanim każdy z nas podejmie próbę odpowiedzi, warto podsumować obecny stan wiedzy. A wiemy dziś zdecydowanie więcej niż kiedyś: jak dochodziło do werbunku i łamania ludzkich charakterów. W rozmowie z Grzegorzem Chlastą były opozycjonista Bartłomiej Sienkiewicz tak opisał działania krakowskich funkcjonariuszy SB:

„Osaczali. Po pierwsze – wiedzieć o człowieku wszystko przy pomocy innych agentów. Potem uświadomić mu swoją absolutną wszechmoc (…). A potem zaszantażować. Wymusić podpisanie papierka współpracy z SB. Namówić – ale zawsze z jakąś presją. Bo tego rodzaju aparaty represji w totalitarnych państwach czasami wykonują bardzo subtelne operacje. Ale w większości posługują się lękiem jako głównym narzędziem” (2).

Służby, co znamienne, nie tylko żerowały na słabościach bądź opozycjonistów, bądź też zwykłych ludzi. Ludzi, którzy w innych okolicznościach nie podjęliby współpracy z wrogim reżimem (względnie: systemem, do którego mieli stosunek neutralny).

Ale bezpieka wykorzystywała również drzemiące u niektórych „naturalne predyspozycje do zachowań w powszechnym odczuciu uznawanych za hańbiące”. Dla tych ostatnich, prowokatorów, „zdrada przyjaciół, wplątanie niewinnej osoby w kompromitującą intrygę” nierzadko stanowiły „źródło życiowej satysfakcji” – mówił inny bohater wspomnianej książki, Wojciech Brochwicz (3).

Wiemy zatem, że każdy przypadek współpracy mógł być inny. Wiemy, że metody bezpieki były moralnie naganne. Wiemy, że niektórzy upadli tak nisko, że brakuje kategorii do określenia ich zbrodniczych czynów. Jaki zatem możemy mieć do tych ludzi stosunek?

Próbę rozwiązania tego dylematu można dostrzec w refleksji Łukasza Skurczyńskiego o wybaczaniu. Rozważanie teologiczne publicysty skierowane jest także do tych, którzy wciąż tłumią w sobie – bądź też wyparli ze świadomości i żyją w zakłamaniu – swe dawne złe postępki.

Ale oprócz pytania o ocenę osób „uwikłanych” trzeba sobie zadać kolejne, nie mniej istotne. Co mówi o nas fascynacja teczkami i lustracyjna gorliwość? Zdaniem Adama Aduszkiewicza mówi więcej, niż moglibyśmy przypuszczać. I, niestety, nie jest to rzecz, która powinna nas napawać satysfakcją, a tym bardziej moralną wyższością.

Zachęcam do lektury i czekam na Państwa listy i komentarze. Kolejne wydanie, również podwójne, ukaże się 18 sierpnia.

(1) Zobacz.
(2) Grzegorz Chlasta, „Czterech. Brochwicz, Miodowicz, Niemczyk, Sienkiewicz”, Czarna Owca, Warszawa 2014, s. 20.
(3) Tamże, s. 142.

Tomasz Mincer – redaktor naczelny Miesięcznika Ewangelickiego

Numer 3-4(9-10) 2014, 21.07.2014

Ilustracja: (c) Joanna Ożdżeńska