Temat numeru: Więź kościelna

W drugim podwójnym numerze na wakacje piszemy o członkostwie w Kościele.

Należeć do Kościoła można na różne sposoby. Można być wierzącym i niepraktykującym. Albo niewierzącym i figurującym w kościelnych rejestrach. Można być nawet wojującym ateistą, któremu nie chciało się z Kościoła wypisać. Wreszcie, można też być tzw. kulturowym chrześcijaninem. W jaki sposób? Odczuwając sympatię do religijnych obyczajów, ale niekoniecznie uznając ich znaczenie. Ot, paradoksy współczesności…

Nas interesują ci, którzy wierzącymi się czują i za wierzących się uważają.

Członkowie Kościoła – co to dziś znaczy? Co nas z Kościołem wiąże? A co niegdyś wiązało?

Wydawać by się mogło, że tym, co do Kościoła nas wprowadza, jest Chrzest. Z pewnością jednak dla wielu okaże się zaskakujące, że by zostać członkiem Kościoła nie zawsze trzeba być ochrzczonym. Zainteresowanych odsyłam w tym miejscu do artykułu Jerome’a Cottina. Autor rysuje w nim obecne rozumienie członkostwa w reformowanym Kościele we Francji.

Bywa że więź zapoczątkowana Chrztem jest tak silna, iż sprawia problemy również tym osobom, które chciałyby się ze wspólnoty wyznaniowej wypisać. Wszak „prawo do niewyznawania żadnej religii, a zatem do nienależenia do żadnego Kościoła (…) jest nieodłącznym komponentem wolności sumienia i wyznania” – pisze Jakub Cupriak. A nie zawsze to od nas zależy, czy chcemy być ochrzczeni, czy też nie.

Więcej na temat „uwolnienia” się z owych więzów w kontekście prawa państwowego i kościelnego, ze szczególnym uwzględnieniem dominującego wyznania w naszym kraju, przeczytacie Państwo w obszernej analizie współpracownika dwutygodnika ER.

Dodać wypada, że nasza religia się „prywatyzuje” i indywidualizuje. Stąd nie wszystkim do przeżywania chrześcijaństwa wspólnota jest konieczna. Zwłaszcza, jeśli ta wspólnota podziela przekonania, które są nam obce. Na naszych łamach pisaliśmy już o religijności typu „cafeteria”, polegającej na wyciąganiu z wiary co bardziej smakowitych i łatwostrawnych „kąsków”. Oczywiście kosztem tych, które trudniej zaakceptować w XXI wieku.

Jednak potrzeba współuczestnictwa w czymś znaczącym wydaje się uniwersalna i niezależna od czasów. I to pomimo wspomnianych zmian religijności. Warto w tym miejscu sięgnąć po tekst Łukasza Skurczyńskiego o nowotestamentowej wspólnocie. Autor pisze, że wczesny Kościół opierał się na czterech filarach: nauce apostolskiej, wspólnocie, dzieleniu się chlebem i modlitwie.

Publicysta osadza wspomniane filary we właściwym kontekście społeczno-religijnym czasów pierwszych chrześcijan. Być może i dla współczesnych wierzących spojrzenie w przeszłość dowartościuje i odnowi te wspólnotowe elementy przeżycia religijnego, które mogły ulec zapomnieniu czy też kulturowym przekształceniom.

Na sam koniec zaś Piotr Oczko opowiada historię holenderskich flizów od czasu ich powstania, aż do dziś. Tekst jest przez autora bogato zilustrowany materiałem zdjęciowym.

Dobrych wrażeń!

Tomasz Mincer

redaktor naczelny
Miesięcznika Ewangelickiego

Ilustracja: (c) Joanna Ożdżeńska

Numer 5-6(11-12) 2014, 18.08.2014