Narodowcy, czyli antychrześcijanie | Jakub T. Niewiadomski

|19.04.2016|

Wydarzenia, które miały miejsce w ostatni weekend w Białymstoku, dokąd z okazji rocznicy powstania ONR zjechali narodowcy, odbiły się echem w mediach i na portalach społecznościowych. Spotkały się ze słuszną krytyką.

Warto zauważyć jeden smutny fakt. Mimo potępienia okazuje się, że pełne nienawiści przemówienia, marsze i faszystowska narracja stały się na tyle powszechne, że nikogo nie dziwią.

Pewną nowością jest natomiast szpaler narodowców, ustawiony w głównym katolickim kościele miasta. Szpaler, który prowadził do ołtarza, spod którego padały słowa o wyższości narodowej i nowotworze, jakim są wszyscy myślący inaczej.

Przy okazji różnych kontrowersyjnych wydarzeń w Kościele rzymskokatolickim wśród publicystów protestanckich pojawia się czasem myślenie w kategoriach „nie mój cyrk – nie moje małpy”. Myślenie takie i mi nie jest obce. W końcu po co mam zajmować się tym, co dzieje się u sąsiada, skoro mogę działać na własnym podwórku?

Tym razem jest inaczej. Sprawa nie dotyczy wyłącznie podwórka sąsiada, tylko fundamentalnej kwestii przyszłości otaczającej nas rzeczywistości. Dotyczy też przyszłości Kościoła w powszechnym jego znaczeniu. Cały Kościół chrześcijański ma obowiązek wyrazić stanowczy sprzeciw, gdy przy akceptacji lokalnych kościelnych władz pod napisem „Drzwi Miłosierdzia” pojawiają się hasła szerzące nienawiść.

Nacjonalizm, rasizm, ksenofobia i płynąca z nich nienawiść do drugiego człowieka są absolutnym przeciwieństwem nauczania Jezusa z Nazaretu. Próba łączenia tych przeciwieństw jest dowodem na to, że Polska może i chrzest przyjęła, ale nie przyjęła chrześcijaństwa.

W narodowej wersji religijności chodzi wyłącznie o rytuał. Ten rytuał sprawowany jest z pominięciem radykalnej treści chrześcijaństwa: otwarcia się na innych ludzi, którzy stają się naszymi siostrami i braćmi w Chrystusie.

Największym wrogiem chrześcijaństwa nie jest demoniczny Zachód, ale ci, którzy najgłośniej o zagrożeniu chrześcijaństwa krzyczą. W wyniku ich działań chrześcijaństwo staje się wypraną z oryginalnej treści wydmuszką, smutną parodią siebie.

Już w epoce kształtowania się współczesnego rozumienia koncepcji narodu Jan Kalwin pisał, że wynoszenie kwestii narodowych ponad wszystko, robienie z nich rzeczy świętych, jest przejawem pogaństwa i wypacza społeczeństwo. Skoro „nie ma Żyda ani Greka”, to wszelkie antagonizmy narodowe przestają istnieć. Ile wspólnego z chrześcijaństwem ma religia, która do panteonu swoich bóstw wpisała naród? Moim zdaniem niewiele.

Jak na to wszystko reaguje reszta Kościoła? Działalność ks. Międlara, który wyrósł na kapelana narodowców, jest sprzeczna nie tylko z nauczaniem papieża Franciszka, lecz także Jana Pawła II. Nie kto inny jak Wojtyła w przemówieniu w siedzibie ONZ w 1995 r. stanowczo potępił nacjonalizm, nazywając go „antytezą prawdziwego patriotyzmu”. Mimo tak oczywistych sprzeczności z papieskim nauczaniem, najsurowszą karą, z jaką spotkał się ks. Międlar, było przeniesienie do innej parafii.

Kościoły ewangelickie również mają na swoim koncie wystąpienia przeciwko nacjonalizmowi. W 2011 roku, po skandalicznych wydarzeniach m.in. na Podlasiu, Kościół ewangelicko-reformowany w RP wydał oświadczenie, w którym potępił rasistowskie ataki i akty wandalizmu, skierowane w mniejszości religijne i narodowe. Niestety, po pięciu latach od tamtych wydarzeń nie słychać tak potrzebnego, solidarnego sprzeciwu Kościołów wobec narastającej fali nienawiści i przemocy.

Chrześcijaństwo w wersji narodowej to ideologia oparta na sile i pogardzie dla drugiego człowieka. Chrześcijaństwo Jezusa Chrystusa, w wersji znanej z kart Nowego Testamentu, to religia krzyża Golgoty i niewinnego baranka, który oddaje życie za innych, także za swoich nieprzyjaciół.

Jakub T. Niewiadomski – członek redakcji Miesięcznika Ewangelickiego, student teologii ewangelickiej na ChAT

Ostatnia aktualizacja: 19.04.2016, godz. 16:16.