Babka Czyżowa gasi znicze, czyli o jednym Kościele Ewangelickim raz jeszcze | Łukasz Cieślak

|12.11.2016|

Publikacja mojego tekstu o potrzebie zjednoczenia nurtu luterańskiego i reformowanego w łonie polskiego ewangelicyzmu wywołała dość szeroki odzew na największym forum dyskusyjnym, zrzeszającym ponad 1 200 osób związanych z ewangelicyzmem (grupa „Luteranie w Polsce” na Facebook.com). Głosy polemiczne opublikował także nasz Miesięcznik.

I tak Matylda Winnicka sam pomysł zjednoczenia uznała za wtórny wobec faktu, że oba Kościoły cierpią na problemy z tożsamością. Zdecydowany sprzeciw wobec zamiatania problemów pod „dywan zjednoczenia” wyraził ks. dr Kazimierz Bem. Absolutnie przeciwko pomysłowi zjednoczenia luteranów i reformowanych opowiedział się red. Dariusz Bruncz.

Ten ostatni odwołał się do Konkordii Leuenberskiej i zauważył, że ona nie zamazuje różnic teologicznych między zrzeszonymi w niej Kościołami. Pewnie, że tego nie robi, a i ja zamazania różnic nie proponowałem. Bruncz w publicystycznym zapale pominął zupełnie, że moja propozycja to pomysł na jedność organizacyjną, a nie na urawniłowkę teologiczną. Redaktor Ekumenizm.pl rozwinął front polemiki z tezami, których mój tekst nie zawierał. Wprost przecież pisałem, że połączenie Kościołów sprzyjać będzie rozwojowi myśli obu nurtów ewangelicyzmu polskiego.

Tylko w jednym mogę się z moim polemistą zgodzić: ewentualne zjednoczenie obu Kościołów nie spowoduje rozwiązania ich problemów komunikacyjnych czy duszpasterskich. Nie godzę się natomiast na przypisywanie mi przez Bruncza wiary w „sola structura”. Jako prawnik mam oczywiście skłonność do jurydycznych rozważań, ale bynajmniej nie jestem admiratorem rzymskokatolickiej koncepcji jedności Kościoła. Dostrzegam bogactwo w różnorodności, co nie zamyka mi oczu na prozę życia, do której zaliczam kwestię struktury czy organizacji wspólnot chrześcijańskich.

Co ciekawe, cała debata o zjednoczeniu ewangelików zbiegła się z obchodami dnia Wszystkich Świętych. 1 i 2 listopada w Polsce to prawdziwy maraton cmentarno-rodzinny, w których biorą udział także polscy protestanci. Robią to, choć na wspominanie umarłych w większości Kościołów ewangelickich w Europie przeznaczone są inne dni. Jeden z nich, zwany Niedzielą Wieczności, jest odnotowany w naszym Śpiewniku Ewangelickim. Niemniej jest jak jest i gros Polaków wszystkich wyznań uprawia „grobbing” na początku listopada.

Obserwacja tych zwyczajów przypomniała mi o postaci babki Czyżowej, która jest ważniejszą postacią prozy Jerzego Pilcha. Ta wiślańska matrona z uporem chodziła po cmentarzu, gasząc znicze, bo uznawała ich zapalanie za pozbawione sensu i kompletnie nieluterskie. Babka jawi się u Pilcha jako pewien wzorzec ortodoksji, może nie w teologicznym, ale praktycznym wydaniu. Myślę, że pytanie „co zrobiłaby babka Czyżowa?” przyświecało niektórym dyskutantom we wspomnianej grupie na portalu Facebook, którzy podjęli polemikę z moim tekstem o zjednoczeniu Kościołów. (Motyw „grobbingu” pojawił się też w tekście Matyldy Winnickiej).

Mój tekst wywołał głównie refleksję na temat problemu tożsamości wyznaniowej, której jedni czy drudzy chcą bronić. Oczywiście pielęgnowanie własnej tradycji i odrębności jest wartościowe – to zadanie dla każdego Kościoła, by wracać do źródeł. Nie można jednak z własnej tradycji czynić racji bytu Kościoła.

Kościół nie istnieje dla tradycji, ale ma z niej czerpać, dialogować z nią i tam gdzie trzeba śmiało ją odrzucać. Tradycja mizoginii czy ksenofobii, która dominowała przez wieki w wielu Kościołach ewangelickich (także w Polsce), jest użyteczna o tyle, o ile pokazuje, jak nasi przodkowie mogli pobłądzić. Dlatego pisałem, że Kościołom trzeba odwagi. Miałem na myśli odwagę, by za apostołem Pawłem umieć swoje cnoty i zasługi uznać za śmiecie, gdy trzeba pójść za Chrystusem (Flp 3, 4-8).

Dyskusja o zjednoczeniu Kościołów powróci, ale nie spodziewam się, by doprowadziła do konkretnych posunięć. Zawsze pojawi się babka Czyżowa, która zgasi lampki na kolejnych grobach. Kiedy o tym myślę, wracam do słów wybitnego kompozytora Gustawa Mahlera, który miał powiedzieć, że „tradycja nie polega na oddawaniu czci popiołom, ale na podsycaniu płonącego ognia”. Źle byłoby, gdyby nasze Kościoły dbały wyłącznie o to, by kupki popiołów ze zgaszonych przez babkę Czyżową lampek ułożyć „po kalwińsku” albo „po lutersku”.

Łukasz Cieślak – prawnik, członek redakcji Miesięcznika Ewangelickiego, luteranin

Dyskusja na temat jednego Kościoła ewangelickiego w Polsce:

Łukasz Cieślak, Czas na jeden Kościół Ewangelicki w Polsce

Dariusz Bruncz, Jeden Kościół ewangelicki już jest, nie budujmy unijnej hybrydy

Kazimierz Bem, Nie dla taniej łaski – dla ludzi i Kościoła

Matylda Winnicka, Kilka myśli po luterańsko-reformowanym Synodzie

Fotografia: 4028mdk09/Wikimedia Commons, CC BY-SA 3.0