Czas na certyfikaty „Stop bałwochwalstwu!” | Tomasz Mincer

|26.03.2014|

Jak doniosły publikatory, władze powiatu wołomińskiego pod patronatem arcybiskupa Hosera będą odznaczać szkoły wolne od gender. O co chodzi? Tak, dobrze myślicie. O pieniądze. Ale po kolei.

Niejakie Centrum Wspierania Inicjatyw dla Życia i Rodziny (w skrócie CWIdŻiR jakby ktoś zrazu nie skojarzył) rozpoczną certyfikowanie „szkół przyjaznych rodzinie”. A jaka to szkoła, która jest przyjazna? Ano taka, która zobowiąże się do niepropagowania „treści szkodliwych dla dzieci, kwestionujących biologiczną oraz kulturową stabilność ról płciowych kobiet i mężczyzn”. Wiadomo zaś, że na stabilność rodziny czyha złowrogi gender. Bo przecież nie globalny kapitalizm czy wielkomiejski smog!

No dobrze. Ale, zapytacie, co daje zaszczytne posiadanie certyfikatu pod szanownym patronatem słynnego katolickiego hierarchy? Otóż dzięki certyfikatom bierzemy udział w szkoleniach. Płatnych, rzecz jasna.

Pomysł jest znakomity. I taki prosty. Dlatego my, ewangelicy, również nie powinniśmy stać z założonymi rękoma. Już dziś apeluję: niech ewangeliccy biskupi przyznają swoje certyfikaty. Przykładowo, „Szkoła wolna od bałwochwalstwa”. A że godzien jest robotnik zapłaty swojej, to jeszcze świeckie szkoły pozwolą ewangelikom zarobić.

O tym wszak, że żniwo wielkie, a robotników mało, wiadomo ab ovo reformacji. Już mistrz Jan Kalwin, Rzecznik Interesu Publicznego i lustrator wszelkiej „bałwanerii”, pisał:

„Podczas gdy wszyscy prorocy, gdziekolwiek by się nie pojawiali, skazywali na potępienie praktyki bałwochwalcze, świat pozostaje przepełniony nimi na podobieństwo starożytnych Egipcjan”.

Czy od XVI wieku wiele się zmieniło? Chyba nie. Wystarczy przecież wejść do pierwszego lepszego urzędu czy szkolnej klasy, by wzrok nasz napotkał na przejawy katolickiej idolatrii. Tu krucyfiks, tam ksiądz z kropidłem czeka, by pokropić nowy kawałek autostrady wybudowany z Programu Operacyjnego jakiejś „genderowej i zsekularyzowanej” Unii Europejskiej…

Ciut poważniej.

Inicjatywy takie jak szkoła bez gender firmowane nazwiskiem wpływowego duchownego niepotrzebnie wnoszą zamęt do świeckich szkół. Każda akcja wywołuje reakcję. Nie zdziwię się, jeśli w niedalekiej przyszłości z ust radykalnych fanów pana Dawkinsa i spółki usłyszymy postulat „Szkoła bez Biblii” w obawie o jej „sprzeczność z teorią ewolucji”.

Czy aby na pewno o to chodzi arcybiskupowi Hoserowi?

Tomasz Mincer – redaktor naczelny Miesięcznika Ewangelickiego

Czytaj o gender w liturgii