Nie dla taniej łaski – dla ludzi i Kościoła | Kazimierz Bem

|24.10.2016|

Było wiadomo, że wspólne posiedzenie synodów polskich Kościołów: reformowanego i luterańskiego wywoła entuzjazm jednych (Łukasz Cieślak, Czas na jeden Kościół Ewangelicki w Polsce), opór drugich (Dariusz Bruncz, Jeden Kościół Ewangelicki już jest, nie budujmy unijnej hybrydy).

Chciałbym wyjaśnić, dlaczego zgadzam się i jednocześnie nie zgadzam z przywołanymi Autorami.

Pomysł wspólnego Kościoła ewangelickiego nie jest nowy. Formułowała go już Zgoda Sandomierska (1570), Unia Sielecka (1777-1782) czy wreszcie Generalny Konsystorz Wyznań Ewangelickich (1829-1849). W praktyce od 1615 roku (1) realizuje go wspólna, luterańska i reformowana, parafia ewangelicka w Krakowie. Tak się jednak złożyło, że oprócz Krakowa za każdym razem wspólny Kościół ewangelicki z różnych powodów upadał.

Nie do końca rozumiem, dlaczego red. Bruncz nazywa ideę wspólnego Kościoła „hybrydą”. Mam wrażenie, że powtarza XIX-wieczną bajkę popularną wśród polskich konserwatywnych luteranów o tym, jak to szkodliwy dla luteranizmu był Generalny Konsystorz Ewangelicki (1829-1849). Mit ten podważa wielu historyków – odsyłam tu także do swojej ostatniej książki „Słownik biograficzny duchownych ewangelicko-reformowanych…” (2). Przypomnę tylko, że to właśnie na czas wspólnego Konsystorza przypada najbujniejszy okres powstawania parafii ewangelickich od XVI wieku. Po rozwiązaniu Generalnego Konsystorza trend ten gwałtownie wyhamował.

Nie wiadomo także, skąd wśród polskich ewangelików błędne przekonanie, jakoby Unia Staropruska była totalną teologiczną i moralną klęską w XX wieku. Czyżby dlatego, że była Kościołem unijnym? Choć to nie ten czas i miejsce, ale warto przypomnieć, że jednym z najbardziej uwikłanych w nazizm niemieckich Kościołów lokalnych był czysto luterański Kościół w Meklemburgii – dawnym pietystycznym księstwie w 99 proc. luterańskim; zaś jednym z „nieskażonych” przez niemieckich chrześcijan (Deutsche Christen) Kościołów był reformowany Kościół Lippe. „Unijność” ani teologiczny puryzm nie były gwarancją właściwej postawy Kościoła.

Na marginesie dodam: sam pełnię posługę w Kościele w pewnym sensie unijnym. Oprócz dominującej kalwińskiej tradycji kongregacjonalnej i szwajcarskiej mamy i elementy luterańskie. I choć rodzi to pewne wyzwania teologiczne, nie odczuwam, by unijny charakter mojego Kościoła był jego głównym problemem albo by mój Kościół był jakąś „hybrydą”.

Wydaje mi się, że – teoretycznie – jeden Kościół ewangelicki w Polsce byłby pożądany. Problem w tym, że dziś jest na niego za wcześnie. Nie jestem bowiem fanem „taniej łaski”, o której pisał unijny bądź co bądź pastor Dietrich Bonhoeffer. „Taniej łaski” nie tylko dla ludzi, ale także dla Kościołów.

Oba Kościoły ewangelickie w Polsce znajdują się dziś w radykalnie różnych miejscach.

Muszę przyznać, że bp Jerzy Samiec okazał się ostatnio prawdziwym liderem swojego Kościoła. Luteranie są obecni w życiu publicznym i społecznym, zaczęli z większą odwagą zabierać głos w sprawach społecznych, różniąc się od polskich rzymskich katolików. Gest biskupa Samca – odwiedzin w obozie dla uchodźców – oraz przekazanie od luteranów 70 tys. zł na ich potrzeby są szczytnym wyjątkiem wśród polskich liderów kościelnych i Kościołów. I chociażby z tego powodu zwierzchnik polskich ewangelików augsburskich zdobył mój głęboki, osobisty szacunek.

Nie muszę oczywiście przypominać, ile z ogromnego i niedawno powiększonego Funduszu Kościelnego na uchodźców przekazali polscy biskupi katoliccy, czy też zasobny w środki finansowe z rewindykacji Kościół ewangelicko-reformowany.

Nie oznacza to rzecz jasna, że w Kościele luterańskim nie brakuje problemów, które co najmniej irytują „liberalnego kalwina”. Wymienię na szybko kilka z nich: ociąganie się z ordynacją kobiet, rozbudowana struktura sprzed 100 lat, zbyteczna klerykalizacja.

Problem w tym, że w tym samym czasie mój Kościół w Polsce wymiera. Nie tylko fizycznie, liczbowo, ale także intelektualnie i teologicznie. Piszę to z całą odpowiedzialnością jako osoba zajmująca się jego historią: ostatnich 20 lat to jeden z najgorszych i najbardziej zmarnowanych przez nasz Kościół okresów jego historii.

Podam kilka przykładów: choć polscy reformowani mają wciąż ogromny potencjał intelektualny, jest on w oficjalnym życiu kościelnym zupełnie nieobecny i niewykorzystany, by nie powiedzieć, że momentami skutecznie blokowany. Uchwalone niedawno po wielu latach ciężkiej pracy prawo kościelne zawiera masę błędów i nie przystaje do kościelnej rzeczywistości. Te same osoby od lat wymieniają się stanowiskami kościelnymi, często pełniąc kilka funkcji jednocześnie.

Byli kandydaci na duchownych z samego KER, którzy podobno nie spełniali wymagań teologicznych i osobowych, świetnie funkcjonują za granicą jako duchowni. Co więcej, w ciągu ostatnich 20 lat nasz Kościół wyeksportował prawie tyle samo pastorów i pastorek, ile obecnie pracuje w KER.

Mimo sporych przychodów z rewindykacji na uchodźców przekazano czysto symboliczną kwotę, choć pomoc im niesie kilkanaście misyjnych agencji reformowanych na świecie. Nie byłoby większych problemów, by znaleźć taką, która by odpowiadała wiernym z Polski.

Pomysł unii teraz – bez rozliczenia się za stracone lata, za marazm teologiczny, za bylejakość – który pozwoliłby polskim kalwinistom przykleić się do liczniejszych luteranów, byłby „tanią łaską” okazaną nadwiślańskim reformowanym i ich władzom.

Polscy reformowani i luteranie zasługują dziś na więcej – nawet jeśli oznaczałoby to trudną i bolesną dyskusję. Nasza przyszłość jest nie w status quo czy w ucieczce do przodu, by uzyskać „tanią łaskę”. Nasza przyszłość jest w rękach Boga. Być może jego zamierzeniem jest kolejna unia albo wymarcie polskich reformowanych, albo ich żmudne i trudne zmartwychwstanie.

„Wyroki Pańskie są prawdziwe i słuszne” (Psalm 19:9).

(1) „Kronika Zboru Ewangelickiego Krakowskiego przez X. Wojciecha Węgierskiego”, Kraków 2007, s. 108-114.

(2) K. Bem, „Słownik biograficzny duchownych ewangelicko-reformowanych. Pastorzy i diakonisy Jednoty Małopolskiej i Jednoty Warszawskiej 1815-1939”, Warszawa 2015, s. 48-49, zob.

Fotografia: Ambona Kościoła ewangelicko-augsburskiego w Mikołowie, PetrusSilesius/Wikipedia, CC BY 2.5

Kazimierz Bem – doktor prawa, pastor ewangelicko-reformowany w USA, członek redakcji Miesięcznika Ewangelickiego