Dobra lekcja ze złej historii | Łukasz P. Skurczyński

|25.11.2013|

W starotestamentowej historii o Kainie i Ablu nie jest powiedziane, który z braci był bardziej religijny i pobożny. Podobnie jest zresztą w znanym wierszu Kazimiery Iłłakowiczówny.

Autor biblijny ukazuje obu braci jako „wierzących i praktykujących”. Zarówno Kain i Abel składają ofiary Bogu. I choć ofiary Abla bardziej spodobały się Panu, to Bóg wyraźnie tłumaczy, aby Kain się o to nie gniewał. „[G]dybyś postępował dobrze – tłumaczy Bóg Kainowi – miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować” (Gen 4:7).

Grzeszność Kaina nie miała więc związku z jego pobożnością i zagorzałością religijną. Kain zabił Abla, bowiem uległ złemu, swojej złości. Biblijna opowieść pokazuje zatem w jasny sposób, że pobożność nie łączy się z moralnością. Zaiste, człowiek religijny również może czynić zło.

Jest to zresztą popularny wątek w beletrystyce. Spójrzmy na bohaterkę książki Markiza de Sade’a „Justyna czyli Nieszczęścia cnoty”. Powieść ta ukazuje życie czystej i niewinnej Justyny, które było jednym wielkim pasmem nieszczęść i porażek. Bohaterka Sade’a napotykała bowiem ludzi, którzy ją wykorzystywali, nierzadko fizycznie. Wśród nich znalazło się także paru pobożnych hrabiów i mnichów.

Wróćmy jednak do naszej biblijnej historii i jej poetyckiego ujęcia w wierszu Iłłakowiczówny.

W utworze „Kain i Abel”, który znalazł się w krytykowanym przez media podręczniku do polskiego „Jutro pójdę w świat”, poetka opisuje obu braci. Ukazuje różnice, które istnieją między nimi. Lecz tych różnic nie wartościuje.

Poetka nie orzeka, kto jest dobry, a kto zły. Stwierdza po prostu: „Było nas dwóch braci i dwie różne miłości / do Boga Stwórcy”. Iłłakowiczówna zresztą jasno wskazuje w ostatniej strofie utworu, w czym tkwi problem. „Było nas dwóch braci, któryś z nich pozazdrościł / – Abel? Kain? / pokłóciliśmy się u ofiarnych ołtarzy, / słaby silnego zabił… To się powtarza… / I nie wiem dalej”.

Autorka nie szuka winnego. Zastanawia się raczej nad przyczyną zła. Ze szkodą dla narodowych bigotów, nie okazuje się nią ani brak pobożności, ani brak religijności jednego z braci. Przyczyną zła jest zazdrość, brak dialogu (kłótnia) i ludzka małość, która nie musi być związana z zajmowanym miejscem w oczach Boga czy też pozycją społeczną. Pointa tego wiersza wydaje się aktualna i chyba trafnie opisuje naszą rzeczywistość.

Twórcy podręcznika do wiersza dołączyli również tabelę jako „materiał pomocniczy”. Nazwali ją „[b]ankiem dobrych i złych słówek”. Z tabeli możemy się dowiedzieć, że człowiek dobry to człowiek religijny i pobożny, bogobojny i świątobliwy. Zaś człowiek zły jest… bezbożny.

Tabela ta pokazuje jednak coś innego. Twórcy podręcznika nie potrafią spojrzeć neutralnie na tekst literacki; podchodzą do niego ze swoim ideologicznym bagażem, którego ograniczoności nie potrafią dostrzec. Jednym słowem mamy tu do czynienia ze stereotypami i uprzedzeniami, których nie odnajdujemy ani w wierszu, ani w tekście biblijnym. Czyżby autorzy podręcznika ulegli złej pokusie – podobnie jak Kain?

Nie wszystko jednak wydaje się stracone. Materiał edukacyjny może wciąż okazać się przydatny do pracy dla światlejszych polonistów. Ci wskażą na błędy i ograniczenia podręcznikowych interpretatorów. W końcu to na błędach wszyscy się uczymy.

Łukasz P. Skurczyński – filolog, teolog, członek redakcji Miesięcznika Ewangelickiego