Ekumeniczny mur się kruszy | Sebastian Madejski

|13.11.2016|

Z entuzjazmem i zadowoleniem obserwowałem w mediach to, co miało miejsce w katedrze w Lund 31 października 2016 roku. Wzięcie udziału w obchodach Pamiątki Reformacji przez papieża Franciszka jest historycznym wydarzeniem, które można uznać za ważny krok ku tzw. Komunii.

Pytanie tylko, jak tę Komunię należy rozumieć?

Z perspektywy konserwatywnych rzymskich katolików protestanci, „odłączeni” od Rzymu, mogą w każdym momencie „wrócić do Komunii”, czyli wspólnoty z Rzymem właśnie. Dla nich Kościół jest jeden, niepodzielny, apostolski, widzialny tylko w instytucji, skupiony „pod papieżem”. Drzwi są otwarte, wystarczy uznać dogmaty, prymat papieża nad soborem oraz naukę Magisterium Kościoła.

Konserwatywni rzymscy katolicy utożsamiają zatem jedność Kościoła z jednością instytucjonalną pod patriarchą Rzymu. Dlatego też rozmaite ruchy charyzmatyczne, choć niewiele różnią się od pentekostalnych charyzmatyków, funkcjonują w ramach Kościoła rzymskokatolickiego, bo nie negują teologii (przynajmniej oficjalnie) i struktury reprezentowanej przez papieża.

Tymczasem ewangelicy augsburscy podzielają inną wizję owej Komunii. Luteranie już są we wspólnocie chrześcijańskiej. Światowa Federacja Luterańska mówi o „jedności w pogodzonej różnorodności”.

Podejście to wypływa z luterańskiej nauki o Kościele. Według Ksiąg Symbolicznych są dwa aspekty tego samego Kościoła Powszechnego. Jest strona widzialna: to Kościoły jako instytucje, z pewną strukturą, władzami i prawem, a także różnorodną liturgią i tradycją. Kościół widzialny może więc nosić nazwę: Kościół ewangelicko-augsburski, Kościół Szwecji, Kościół Mekane Yesus. Jednak poza tym widzialnym wymiarem Kościoła Powszechnego jest też wymiar niewidzialny – to wspólnota ludzi wyznających Jezusa Chrystusa. Tak pojmowany  Kościół istnieje tam, gdzie jest „właściwie głoszone Słowo Boże oraz godnie sprawowane są Sakramenty”.

Wracając do wydarzeń w Lund, warto zastanowić się, co się tam właściwie stało. W mojej ocenie biskup Rzymu uniknął poważnych problemów teologicznych. Nic dziwnego, sam jest przecież bardziej mistykiem niż teologiem. Posunął się jednak do porównania luteranów i rzymskich katolików do jednej i tej samej rzeczywistości – do krzewu winnego. Czy przypadkiem nie jest to skłonienie się ku luterańskiej koncepcji Kościoła i jego rozumienia Komunii?

Nie zabrakło słów uznania dla Marcina Lutra, którego zresztą Franciszek już wcześniej chwalił. Na konferencji prasowej w czerwcu 2016 roku papież stwierdził, że „Luter sporządził lekarstwo dla Kościoła”. Przyznał też, że „intencje Lutra nie były błędne”. W Szwecji Franciszek stwierdził: „duchowe doświadczenie Marcina Lutra jest dla nas wyzwaniem i przypomina nam, że bez Boga nic nie jesteśmy w stanie uczynić”. A także: „Luter odkrył miłosiernego Boga w Radosnej Nowinie Jezusa Chrystusa”.

Te słowa brzmią mało odkrywczo w uszach przeciętnego ewangelika. Jednak dla szeregowego katolika Luter pozostaje często uosobieniem zła, burzycielem Kościoła, człowiekiem opętanym ideą, że Bóg jest diabłem lub że papież to Antychryst. Ciepłe słowa papieża Franciszka pod adresem Lutra może nie od razu zmienią obraz tego reformatora u wielu współrodaków, jednak przyczynić się mogą do zadania sobie pytania: czy faktycznie Luter jest taki straszny, jak go maluje np. ks. Tadeusz Guz i jemu podobni?

W Lund uznano też coś bardzo istotnego: obie strony zgodziły się, że „to, co nas łączy, jest silniejsze od tego, co nas dzieli”. Takie ujęcie sprawy może być szokiem dla katolickich fundamentalistów, którzy wciąż uważają luteranów czy kalwinów za heretyków. Często słyszę pod adresem ewangelików tego typu określenia. Wypowiadają je kapłani oraz wierni rzymskokatoliccy, nie zdając sobie sprawy z postanowień Soboru Watykańskiego II, który mówi o protestantach już nie jako o kacerzach, lecz jako o „braciach”. Co prawda „odłączonych braciach”, jednak od pół wieku zmierzających wspólnie w tym samym kierunku – ku wspólnocie Stołu Pańskiego, a więc Komunii.

Tu pojawia się drugie znaczenie tego słowa – Komunia, czyli Eucharystia. O niej mówił papież Franciszek w swojej homilii w Lund. Eucharystia jako znak pojednania i wspólnoty jest kolejnym krokiem ku jedności. Pytanie tylko, czy będzie to jedność proponowana przez Rzym czy przez Światową Federację Luterańską? Temat łączności eucharystycznej luteranów z rzymskimi katolikami to oddzielne zagadnienie.

Czy fundamentaliści katoliccy są w stanie zaakceptować ewangelików przy Stole Pańskim? Strona ewangelicka jest gotowa – nie odtrącamy nikogo od Chrztu i Wieczerzy Pańskiej. Problem jest po drugiej stronie „ekumenicznego muru”. To kapłani rzymskokatoliccy jak do tej pory nie chcą dopuszczać do Eucharystii ewangelików.

Ekumeniczne zbliżenie w Lund nie pozostanie bez wpływu na wiernych Kościołów luterańskich; może w mniejszym stopniu na ewangelików reformowanych. Jednak i oni bacznie obserwowali uściski papieża z przedstawicielami ŚFL-u. Warto odkurzyć i jeszcze raz przeczytać „Wspólną deklarację w sprawie nauki o usprawiedliwieniu” z 1999 r. Wtedy to, w Augsburgu, również 31 października podpisali się pod nią przedstawiciele Kościoła rzymskokatolickiego oraz Światowej Federacji Luterańskiej. W 2006 r. dołączyła do nich Światowa Rada Metodystyczna, a w 2017 r. ma dołączyć Światowa Wspólnota Kościołów Reformowanych.

W Polsce jeszcze wiele wody w Wiśle upłynie, zanim zwykli ludzie dostrzegą owe pobożne deklaracje. Jednak z formalnego punktu widzenia w dialogu ekumenicznym można, a nawet trzeba, się na nie powoływać.

Podsumowując, w Lund zabrakło mi jednak teologicznych konkretów. Franciszek zdobywał się do tej pory na kurtuazyjne pochwały pod adresem Lutra – to dobrze! Jest gotów modlić się i wzywać do pomocy uchodźcom – świetnie! Mówi o „umiłowaniu Pisma Świętego przez braci i siostry bratnich Kościołów” – fantastycznie! Jego poprzednikowi Benedyktowi XVI nawet przez gardło nie przechodziło nazywanie Kościołów protestanckich Kościołami.

Jednak nie spodziewałbym się po katolikach cudów… Jeśli my, protestanci, w opanowanym przez katolicyzm państwie sami nie będziemy przypominać o Lund, nic nie zmieni się w mentalności naszych sióstr i braci „rzymian”.

Sebastian Madejski – luteranin ze Śląska Cieszyńskiego, student teologii ewangelickiej na Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie. Członek redakcji Magazynu Koła Teologów Ewangelickich – KAIROS.