Kobiety są problemem Kościoła | Łukasz Cieślak

|04.04.2016|

Kobiety są problemem Kościoła. Brzmi może dziwnie, ale tak jest. Widać to zarówno przy okazji komunikatu biskupów rzymskokatolickich w sprawie aborcji, jak i w decyzji Synodu Kościoła ewangelicko-augsburskiego o dalszym odcięciu kobiet od pełnienia posługi prezbitera (księdza).

Zarówno list do wiernych Kościoła rzymskokatolickiego, jak i głosowanie na Synodzie Kościoła luterańskiego w Polsce mają, według mnie, to samo podłoże. Jest nim przekonanie, że mężczyzna ma przewagę nad kobietą i przewaga ta wynika z wiary chrześcijańskiej.

Przekonanie to jest nie tylko błędne, ale i obrzydliwe.

Założenie, że Kościół chrześcijański istnieje w świecie po to, żeby kultywować patriarchalne standardy znane żydowskim pasterzom sprzed 2000 lat czyni z Kościoła dość zabawną organizację, porównywalną do skansenu. Można by się śmiać, gdyby nie to, że podejście to jest lansowane bardzo głośno (patrz: histeria w sprawie aborcji) i ma realne skutki w rzeczywistości kościelnej (patrz: kobiety w polskim luteranizmie).

Lansowanie takiego podejścia jest też niebezpieczne. Tworzy wrażenie, jakoby przeciwnik barbarzyńskiej ustawy „antyaborcyjnej” nie mógł być chrześcijaninem. Z kolei zwolennik pełnych praw dla kobiet w Kościele luterańskim bywa nazywany odszczepieńcem i wrogiem Kościoła.

Kluczowe dla rozwoju takiego myślenia jest jednak trwanie w pogardzie.

Źródeł pogardy wobec kobiet upatruję przede wszystkim w klerykalizmie i instrumentalnym traktowaniu wiary. Oddanie władzy nad ludzkimi sumieniami księżom sprawia, że ta grupa społeczna się alienuje i „odjeżdża” w coraz to bardziej egzotyczne obszary myślowe. Klerykalizm wdziera się (może już to zrobił) także do Kościołów protestanckich i zaraża tożsamość (na przykład luterańską) wulgarnym podejściem do istoty Kościoła czy samej wiary.

Patriarchalne podejście do społeczeństwa w połączeniu z religijnymi sloganami owocuje pogardą wobec kobiet. Ale na kobietach się nie kończy. Pogardy bowiem nie można zatrzymać. Następne cele łatwo sobie wyobrazić. Pod płaszczykiem chrześcijaństwa już wylewa się kubły nienawiści wobec biednych, słabych, upadających, chorych i wykluczonych (patrz: uchodźcy).

Kobiety stawiają jeszcze opór, ale to tylko wzmaga na nie atak. W starciu z machiną pogardy i pseudochrześcijańskim pustosłowiem nie mają szans. Pogarda panuje nad językiem i pojęcia takie jak „chrześcijaństwo”, „wolność” czy „godność” zostały zawłaszczone przez tych, którym słowo „władza” kojarzy się wyłącznie z penisem. Bez dostrzeżenia tego nie da się wygrać ani jednego pojedynku.

Jak ostatecznie zachowa się Sejm w sprawie ustawy o aborcji nie sposób przewidzieć. Jeśli drastyczna ustawa przejdzie, może kolejny parlament całą rzecz naprawi.

Kto wie, może też kolejny skład luterańskiego Synodu przegłosuje pełnię praw dla kobiet w Kościele ewangelicko-augsburskim w RP. Być może. Ale tak czy owak kobiety pozostaną problemem Kościoła. I to każdego! Będzie tak, dopóki ludzie Kościoła używać będą Ewangelii do straszenia wierzących i budowania „chrześcijańskiego” gabinetu figur woskowych pod hasłem „jest dobrze tak, jak jest”. Od wierzących kobiet i mężczyzn zależy, czy im na to pozwolą.

Łukasz Cieślak – prawnik, członek redakcji Miesięcznika Ewangelickiego

Czytaj także archiwalne numery o kobietach w Kościele i o aborcji bez krzyku.

Ilustracja: Joanna Ożdżeńska