Kilka myśli po luterańsko-reformowanym Synodzie | Matylda Winnicka

|29.10.2016|

Myśl pierwsza: stereotypy i uprzedzenia

Teoria głosi, że gdy poznaje się kogoś bliżej, to stereotypy i uprzedzenia znikają. Przytoczę więc historię, która tej teorii przeczy.

Lata temu wakacje z rodziną spędzałam na Kaszubach. Przy grillu czy nad jeziorem zawieraliśmy znajomości i przyjaźnie. Po kilku latach takiej odnawianej każdego lata wakacyjnej znajomości w jednej z rozmów wyszło na jaw – czego nigdy specjalnie nie ukrywaliśmy – że jesteśmy z Warszawy. Jedna z rodzin zawinęła się i nigdy więcej jej nie spotkaliśmy.

Uprzedzenia i stereotypy bardzo silnie w nas wrastają.

W dzieciństwie przed matematyką straszą nas okropnymi procentami, których nie da się zrozumieć, a przed zajęciami z chemii – molami. Później okazuje się, że ani jedno, ani drugie specjalnie skomplikowane nie jest. (Serio, za każdym razem byłam zaskoczona, o co tyle hałasu). I tak jak utarło się mówić o tych „okropnych procentach” i „strasznych molach”, podobnie mnie, kalwinkę, straszono luteranami (choć nie w rodzinie).

I znów, analogicznie jak z molami i procentami, tak też „lutrów” musiałam się „nauczyć”, żeby ich zrozumieć. Choć jeszcze czasem wychodzą ze mnie uprzedzenia wobec tak bliskich ewangelikom reformowanym ewangelików augsburskich. (Przepraszam). Plus jest taki, że mogę sobie z łatwością wyobrazić, że są w moim Kościele osoby, które wobec luteranów zachowują dystans albo też wprost żywią niechęć.

Myśl druga: zaskakujący Kościół

Lata działalności w Kościele ewangelicko-reformowanym, setki dyskusji na spotkaniach młodzieżowych, studia teologiczne oraz pobyty w kilku europejskich, ekumenicznych wspólnotach utwierdziły mnie w przekonaniu, że co jak co, ale o Kościele, o różnych Kościołach wiem wszystko. Na tym akurat znam się świetnie. Szło za tym przekonanie, że generalnie rzecz biorąc to ja najczęściej mam rację! Głupia młodość…

Uczestnictwo w obradach Synodu KER pokazało mi, że wizji Kościoła jest znacznie więcej oraz, że być może – przychodzi mi to ciężko napisać – to wcale nie ja mam monopol na prawdę. Kościół reformowany nie przestaje mnie zaskakiwać. Rozmowy z jego członkami podczas Synodów pokazują mi inną perspektywę, której wielokrotnie nie rozumiem, z którą się nie zgadzam, ale staram się jej „nauczyć”.

Poszukując odpowiedzi na pytanie, czy chciałabym (lub czy Polska potrzebuje) zjednoczonego Kościoła ewangelickiego, próbuję sobie wyobrazić, jaka realna zmiana dla przeciętnej uczestniczki niedzielnych nabożeństw, przeciętnie zaangażowanej w życie swojego zboru, by za tym szła. Otóż sądzę, że żadna.

Czego brakuje nam w Kościele/Kościołach ewangelickich, to nie prawnych, odgórnie narzuconych przez Synod rozwiązań, a wspólnych spotkań.

Myśl trzecia: zachowanie własnej tożsamości

Ciekawi mnie bardzo, co to właściwie znaczy wielokrotnie powtarzane i podkreślane przez ewangelików „utrzymanie własnej tożsamości”? Czy w kulturowo katolickiej Polsce jest w ogóle możliwe rozwinięcie własnej, ewangelickiej tożsamości wyznaniowej? (Nie piszę oczywiście o wiecznym byciu w opozycji do „rzymskiego brata”).

Czy Kościoły ewangelickie, w których myli się moralność z etyką, a których wierni 1 listopada tłumnie „nawiedzają” cmentarze, mają jakąś własną tożsamość? Mam tu ogromną wątpliwość. Wróćmy najpierw na lekcje o nauce naszego wyznania. A potem spotkajmy się na studium biblijnym lub modlitwie.

Celowo nie odpowiadam na pytanie o jeden Kościół ewangelicki w Polsce, bo mówiąc szczerze, jest mi to zupełnie obojętne. Nie żywię w związku z potencjalnymi planami ani obaw, ani nadziei.

Przyjęte wspólnie przez oba Synody przesłanie to za mało. Spotykajmy się częściej na wspólnej modlitwie – na początek.

Matylda Winnicka – pracuje z osobami z niepełnosprawnością intelektualną, członkini warszawskiej parafii ewangelicko-reformowanej

Dyskusja na temat jednego Kościoła ewangelickiego w Polsce:

Łukasz Cieślak, Czas na jeden Kościół Ewangelicki w Polsce

Dariusz Bruncz, Jeden Kościół ewangelicki już jest, nie budujmy unijnej hybrydy

Kazimierz Bem, Nie dla taniej łaski – dla ludzi i Kościoła