Papież jest święty. Jak każdy chrześcijanin | Tomasz Mincer

|25.04.2014|

W przeciwieństwie do redaktorki Elizy Michalik uznaję świętość. Ale nie taką, jaką pielęgnuje i propaguje rzymski katolicyzm.

Jeden pośrednik

Jedna z podstawowych ksiąg wyznaniowych luteranizmu, Konfesja Augsburska, w artykule XXI „O oddawaniu czci świętym”, tak określa stosunek chrześcijanina do tego zagadnienia:

„(…) Pismo Święte nie uczy, abyśmy wzywali świętych lub ubiegali się o ich pomoc, jedynego bowiem Chrystusa stawia przed nami jako pośrednika, przebłaganie, najwyższego kapłana i orędownika. (…)”.

Katechizm Heidelberski zaś, ważny zwłaszcza dla ewangelików reformowanych, z właściwą sobie wrażliwością antyekumeniczną owych czasów w pytaniu 30 stawia rzecz na ostrzu noża:

„Czy ludzie, którzy szukają szczęścia i ratunku (zbawienia) za pośrednictwem świętych, w sobie samych lub w jakikolwiek inny sposób, także wierzą, że Jezus jest jedynym Zbawicielem?

Nie wierzą, bo choć się chlubią, że do Jezusa, jedynego Zbawcy, należą, to swoim postępowaniem temu przeczą. Jedno z dwojga: albo Jezus nie jest Zbawicielem doskonałym, albo Nim jest; a wtedy ludzie, którzy naprawdę w Niego uwierzyli, otrzymują w Nim wszystko, co do zbawienia konieczne.”.

A zatem nie są mi potrzebni jacyś dodatkowi pośrednicy na drodze ku zbawieniu. Obejdzie się bez wielkich świadków wiary, bo ideał jest jeden. Oryginał jest zawsze ten sam. A skoro jest oryginał, na co komu podróbki? „Albowiem jeden jest Bóg, jeden też pośrednik między Bogiem a ludźmi, człowiek Chrystus Jezus.” (1 Tym 2,5).

Sprawiedliwy, choć niedoskonały

Eliza Michalik napisała, że „papież to właściwie heretyk – ponieważ święty i nieomylny jest tylko Bóg, na pewno natomiast nie jest nim żaden z ludzi, nawet ten piastujący najwyższą funkcję w Watykanie”.

Odstępstwem od drugiego przykazania „Nie czyń sobie obrazu rytego…” może być ubóstwienie człowieka – tu zgoda. Ale nie stosujmy wobec innych chrześcijan tych narzędzi, których wobec siebie samych na ogół nie akceptujemy. Nie wykluczajmy zatem ze społeczności kościelnej nikogo. Nie róbmy z innych chrześcijan heretyków. Służmy raczej dobrym przykładem.

Pozostawmy drzwi do Kościoła szeroko otwarte.

Zgadzam się zresztą, że żaden człowiek nie jest postawiony przed Bogiem ponad innym człowiekiem, oprócz jednego. Tego, który był Synem Bożym. Zarazem wszyscy wierzący są powołani do świętości, by przywołać często słyszaną w Kościele rzymskim formułkę.

I tu paradoksalnie z braćmi i siostrami katolikami rzymskimi będzie nam po drodze, choć samą świętość rozumiem po ewangelicku, wedle apostolskiego Credo. Społeczność świętych. Świętych obcowanie, jak chce tradycyjny przekład fragmentu wyznania wiary. Czyli jak?

W odpowiedzi na pytanie 55, KH ujmuje communio sanctorum następująco: „(…) wszyscy wierzący – jako całość i jako jednostki – tworzą społeczność w Jezusie Chrystusie, gdyż są członkami Jego ciała. Dlatego dzielą z Nim wszystkie jego bogactwa i dary. Mają też obowiązek chętnego i radosnego służenia nimi innym członkom dla ich pożytku i zbawienia”.

Każdy wierzący wstępuje do „stowarzyszenia świętych”. W tym sensie Jan Paweł II jest takim samym świętym, jak mój kolega z redakcji czy o. Tadeusz Rydzyk (o ile jeszcze wierzy w coś więcej niż – co mu się powszechnie zarzuca – władzę i pieniądze). Trzeba jednak przyznać, że takie podejście do problemu świętości w Kościele znakomicie uczy tolerancji. Musimy przecież jakoś wspólnie dotrwać do faktycznego końca historii…

Ale święty to zarazem grzesznik. Simul iustus et peccator. Grzeszna ludzka natura dzięki łasce natrafia na wiarę, która przynosi Boży pokój.

A sama postać Jana Pawła II? Gdyby tak można w trzech zdaniach… Zdolny do rzeczy wielkich, które urzeczywistniał. Skłonny do potknięć i błędów, o których namiętnie rozpisują się jego krytycy. Był świętym grzesznikiem.

Tomasz Mincer – redaktor naczelny Miesięcznika Ewangelickiego

Tekst Elizy Michalik