Po co nam dziś święto reformacji? | Łukasz P. Skurczyński

|31.10.2013|

Pamiątkę reformacji – zwaną potocznie również świętem reformacji – Kościoły luterańskie i reformowane obchodzą dzień przed katolicką uroczystością Wszystkich Świętych. W ten sposób symbolicznie upamiętniają początek działalności reformatorskiej ks. dra Marcina Lutra.

Według kościelnej tradycji 31 października 1517 r. augustiański mnich Marcin Luter miał przybić do drzwi kościoła zamkowego w Wittenberdze 95 tez. Wzywał w nich Kościół Zachodni do dysputy na temat „istoty i skuteczności odpustów”. Z ich treścią ówczesna Europa mogła się zapoznać dzięki odkrytemu ponad pięćdziesiąt lat wcześniej wynalazkowi Jana Gutenberga.

Nad faktycznością zuchwałego czynu augustianina – przybiciu tez do drzwi katedry – historycy Kościoła dyskutują do dziś. Nie zmienia to jednak faktu, że był to niezmiernie ważny dokument, który Kościół Jezusa Chrystusa przestawił na nowe tory.

Zanim do tego doszło, po Starym Kontynencie krążyła pieśń: „Skoro pieniądz w szkatule zadzwoni, duszę z czyśćca do nieba wygoni”. Aby zostać zbawionym wystarczyło bowiem uiścić odpowiednią opłatę. Odpusty sprzedawały się niczym ciepłe bułeczki w okresie świąt zadusznych.

Praktyka ta słusznie oburzała młodego Lutra. Gdy stał się dojrzałym mężczyzną postanowił się jej przeciwstawić. „Należy pouczyć chrześcijan, iż ten, co widzi ubogiego i mimo to kupuje odpust, ten nie odpust papieża nabywa, ale gniew Boży ściąga na siebie” – grzmiał Luter (Teza 45). I dodawał: „[O]ni (chrześcijanie – LPS), gdy nie są zbyt bogaci, powinni zatrzymać to co potrzebne dla ich domu, a nie wyrzucać na próżno na odpusty” (Teza 46).

Czyn ojca reformacji miał zatem wymiar i społeczny, i polityczny. Reformator zabrał głos, by stanąć po stronie „maluczkich” i bronić ich przed nadużyciami klasy rządzącej. W gruncie rzeczy był piewcą sprawiedliwości społecznej, a w jego głosie dało się słyszeć echo nauk żydowskich proroków i samego Jezusa Chrystusa. Bóg przez Amosa powiedział: „Nienawidzę waszych świąt, gardzę nimi, i nie podobają mi się wasze uroczystości świąteczne. Nawet gdy mi składacie ofiary całopalne i ofiary z pokarmów, nie mam w nich upodobania, a na ofiary pojednania z tłustych waszych cieląt nie mogę patrzeć. […] Niech raczej prawo tryska jak woda, a sprawiedliwość jak potok niewysychający!” (Am 5, 21.22.24).

Chrystus Pan z kolei błogosławił swoich uczniów mówiąc: „Błogosławieni jesteście wy, ubodzy, albowiem do was należy Królestwo Boże” (Łk 6:20b). Czy zatem – jak przypomniał nam Luter – miejsce Kościoła nie jest raczej przy najmniejszych i najsłabszych niż wśród książąt na dworze cesarskim?

Warto również dodać, że protestantyzm świętuje więcej pamiątek „prób nawrócenia” Kościoła. Czy też, szerzej, znamiennych doświadczeń historycznych Kościołów lokalnych.

Bracia Czescy wspominają 6 lipca spalenie Jana Husa, upieczonego na stosie niczym gęś (w ówczesnym języku czeskim: hus). Przy czym w sposób symboliczny chodzi tu o gęś zapowiadającą nadejście „białego łabędzia”, którym miał być – według kościelnych legend – sam Luter. I stąd na portretach w późniejszym okresie obok Lutra zobaczyć można tego szlachetnego ptaka. Dla francuskich reformowanych ważną datą jest noc z 24 na 25 sierpnia 1572 r., kiedy to dokonano krwawego mordu na hugenotach.

Jednak pamiątki te są przede wszystkim okazją, by zadać sobie fundamentalne pytanie: co jest treścią Ewangelii? Oraz: czy na pewno głosimy ewangeliczne przesłanie, nie wspominając już o jego przestrzeganiu?

Rocznice pozwalają także zrozumieć, że Kościół jest wspólnotą świętych, która nie stoi w miejscu, lecz stale pielgrzymuje. Jest to wspólnota świętych, niejednokrotnie potykających się o własne grzechy lub wręcz upadających. Lecz zarazem są to ludzie podnoszący się i podążający przed siebie w poszukiwaniu sensu.

Łukasz P. Skurczyński – filolog, teolog, członek redakcji Miesięcznika Ewangelickiego

Czytaj także: O słabościach polskiego protestantyzmu