Świętość nad świętościami i wszystko świętość | Eliza Michalik

|24.04.2014|

Aż dziw bierze, że niektórzy katolicy, tak wrażliwi na punkcie własnych „uczuć religijnych”, że obrazić je może niemal wszystko (od skonstatowania prostego faktu, że papież jest człowiekiem i puszcza bąki, do podarcia Biblii przez Nergala), pozostają zupełnie niewrażliwi na uczucia innych – ateistów, agnostyków, protestantów czy wyznawców zdrowego rozsądku i umiaru – wpadając w szał kanonizacyjny. I narzucając się każdemu z domniemaną świętością Jana Pawła II.

Kiedy poproszono mnie o napisanie felietonu o uczuciach, jakie wzbudza we mnie, protestantce, histeria i kicz wokół kanonizacji Jana Pawła II, poczułam że właściwie nie mam nic do napisania.

Jestem, rzecz jasna, poirytowana, zmęczona i zdziwiona, że można zachowywać się tak infantylnie, odpustowo – i zupełnie tego nie widzieć. Aż tak narzucać się ze swoimi uroczystościami współobywatelom protestantom (dla których papież to właściwie heretyk – ponieważ święty i nieomylny jest tylko Bóg, na pewno zaś nie jest nim żaden z ludzi, nawet ten piastujący najwyższą funkcję w Watykanie) i ateistom – i być na to kompletnie nieczułym.

Jednak czy zalew pseudokatolickiej tandety w postaci papomatów, zegarów odliczających czas do kanonizacji, odpustowych medalików i obrazków obraża moje uczucia?

I nagle dotarło do mnie, że w tym właśnie tkwi problem. Czy można w ogóle „obrazić czyjeś uczucia”? Odpowiedź brzmi: tak, ale tylko w kulturze tworzonej w dużej mierze przez Kościół katolicki. Kulturze, która wmawia ludziom (między innymi poprzez tworzenie przepisów o ochronie uczuć religijnych), że za ich uczucia odpowiedzialni są inni. Że właściwe, naturalne i pożądane jest być zewnątrzsterowną kukiełką, na której nastrój, poczucie własnej wartości wpływają zachowania i postawy innych ludzi.

Mam z tym duży problem, ponieważ od zawsze wierzę, że za moje uczucia odpowiedzialna jestem wyłącznie ja sama. Wierzę, że nikt nie może obrazić mnie bez mojej zgody i wierzę, że człowiek jest tylko tak wielki, jak sprawy, o które się obraża.

Wierzę również, że Bóg – jeśli istnieje – ma poczucie humoru, także na swój własny temat i dystans do siebie. Po prostu nie potrafię wyobrazić Go sobie jako małostkowego starca z zaciśniętymi ustami, wiecznie obrażonego na wszystkich za to, że niewłaściwie Go czczą.

Ludzie malujący taki obraz mówią wszystko o sobie, a niewiele o Nim.

Byłabym najszczęśliwsza, gdybyśmy wszyscy zajęli się pracą nad sobą. Tak, by stać się odpornymi na opinie i sądy innych. By nie wpływały one na nasze uczucia i nie rujnowały nam własnego samopoczucia.

Jeśli chodzi o świętość Jana Pawła II, to ja w świętość nie wierzę w ogóle. Sądzę, że cała wspaniałość każdej istoty ludzkiej polega właśnie na byciu niedoskonałą. Ale mam też nieodparte wrażenie, że najgłośniej z uroczystości kanonizacyjnych, całego tego napuszonego stylu, śmiałby się sam Karol Wojtyła.

Eliza Michalik – dziennikarka, publicystka, ewangeliczka reformowana

Odpowiedź Tomasza Mincera

Fotografia: archiwum prywatne autorki.