Profesor Janusz Tazbir (1927–2016). Wspomnienie | Piotr Wilczek

Gdy 4 maja zadzwonił telefon z wiadomością o śmierci prof. Tazbira, trudno mi było uwierzyć, że to prawda, choć dochodziły wcześniej wieści o jego chorobie i dawno nie widziałem go w miejscach, w których się nieraz spotykaliśmy – na „Nowym Świecie i okolicach”, jak trafnie nazwał ten specyficzny obszar Tadeusz Konwicki.

Internet, tak szybko reagujący na podobne smutne wieści, milczał, a zapis w haśle w Wikipedii, podający tylko datę urodzenia, dawał nadzieję, że to może pomyłka, że ten energiczny człowiek jest nadal wśród nas.

Już następnego dnia pojawiły się jednak w różnych miejscach noty o tym smutnym wydarzeniu i suche zazwyczaj biogramy Profesora, a anonimowy redaktor Wikipedii wpisał 3 maja 2016 jako datę śmierci, jakże symboliczną, gdyż oznaczającą też rocznicę wydarzenia, które było jednocześnie triumfem Rzeczypospolitej Obojga Narodów, o której Profesor pisał przez całe życie, jak i symbolem czasu, który oznaczał schyłek i upadek tej Rzeczypospolitej. Przychodzi od razu na myśl słynny obraz Matejki „Konstytucja 3 Maja 1791”, przedstawiający – mimo pełnej radości, centralnej postaci marszałka Stanisława Małachowskiego – jednocześnie triumf, ale i czający się w pobliżu rychły, nieuchronny upadek.

Dziejom dawnej Rzeczypospolitej poświęcił Janusz Tazbir całe swoje życie naukowe i setki publikacji. Katalog Biblioteki Narodowej wymienia tylko część z nich, pomijając większość artykułów w czasopismach, ale odnotowując kolejne wydania książek. Jednak liczba 545 pozycji z tego katalogu świadczy o skali twórczości, która stanowiła niezwykły fenomen w polskiej historiografii XX wieku. Prof. Tazbir ma w niej swoje osobne, niezwykle ważne miejsce, gdyż nie był typowym historykiem-archiwistą, wydawcą źródeł, autorem kilkusetstronicowych monografii i syntez. Nie pozostawił po sobie nawet syntezy dziejów polskiej reformacji, czego tak bardzo należy żałować.

Jako fenomenalny erudyta, znakomity gawędziarz, a jednocześnie niezwykle utalentowany popularyzator pisał książki, które przedstawiały jego autorską wizję dziejów Polski, w tym szczególnie jej dziejów kulturalno-religijnych, przeznaczoną dla praktycznie każdego wykształconego inteligenta (jeśli nadal wypada używać takiego anachronicznego określenia).

Dzięki znakomitemu stylowi i umiejętności pisania o sprawach trudnych w sposób przystępny i przejrzysty, Tazbir potrafił przyciągnąć wielu miłośników historii do swoich sugestywnych tekstów. I nawet monografie ściśle naukowe, takie jak wydana niedawno po raz drugi, z poprawkami i uzupełnieniami, książka o Stanisławie Lubienieckim, „przywódcy ariańskiej emigracji”, były napisane przystępnie i z pisarską swadą.

Wspomniana książka o Lubienieckim to jedna z wielu prac Tazbira poświęconych polskiej reformacji i kontrreformacji, zapewne szczególnie interesujących dla czytelników „Miesięcznika Ewangelickiego”. Tazbir był jednym z kilku najwybitniejszych dwudziestowiecznych polskich historyków reformacji, ale jedynym z nich, który dotarł ze swoimi książkami do szerszej publiczności. Popularnonaukowe, bogato ilustrowane dzieło „Reformacja – kontrreformacja – tolerancja”, słynna książka „Państwo bez stosów”, zbiory esejów takie jak „Reformacja w Polsce” oraz „Arianie i katolicy” czy wreszcie monografia „Piotr Skarga – szermierz kontrreformacji” (wraz ze wstępem historycznym do wydania „Kazań sejmowych” Skargi w serii Biblioteka Narodowa) utrwalały w świadomości wielu czytelników pewien obraz ruchów religijnych epoki, który nie wszystkim się podobał.

Charakterystycznym przykładem krytyki tej ważnej dla nas części dzieła Tazbira jest artykuł Krzysztofa Koehlera „Jak Janusz Tazbir Piotra Skargę czytał” opublikowany w czasopiśmie „Debata”, nr 1 (3) z 1998 roku. Ciekawe jest tutaj wciągnięcie prac Tazbira o Skardze w debatę ideowo-polityczną w numerze czasopisma, w którym obok Koehlera publikowali Cezary Michalski, Rafał Matyja, Waldemar Gasper, Wiesław Walendziak, Konrad Szymański, Paweł Lisicki czy Andrzej Horubała. To tekst sprzed 18 lat, ale miejsce opublikowania polemiki jest nieprzypadkowe, a w kontekście tu wymienionym – niezwykle interesujące.

Tazbir jest oskarżany przez Koehlera o mieszanie punktu widzenia historyka z punktem widzenia publicysty „przystającym do autora »Polityki« i »Tygodnika Powszechnego«”, o przedstawianie Skargi jako „zimnego, pragmatycznego działacza politycznego” i o to, że zamiast być „badaczem, który ma odkryć prawdę, staje się jej interpretatorem”. Rysują się w tym historycznym już tekście pewne kluczowe elementy sporu o rolę i kontekst polityczny humanistyki, który toczy się obecnie na oczach polskiej opinii publicznej. Jego zalążki można zauważyć właśnie w takich publikacjach jak ten niezwykle ciekawy i pouczający esej Koehlera w „Debacie”.

W roku 2012 Krzysztof Koehler wydał książkę „Boży podżegacz. Opowieść o Piotrze Skardze”. Została ona entuzjastycznie przyjęta w pewnych kręgach czytelniczych, np. ks. Andrzej Bruździński w artykule „Czy ksiądz Skarga wdawał się w politykę” pisał: „Obecnie na nowo odczytał dzieła ks. Skargi Krzysztof Koehler (*1963) w erudycyjnym studium »Boży podżegacz«, w którym odszedł od bezkrytycznej wiary w ustalenia wypływające z ideologii, podzielanej nawet przez wielkich historyków” (zawartej w tym zdaniu aluzji nie trzeba tutaj wyjaśniać).

W czasie gdy młody, wybitny historyk, Iwo Hryniewicz, poddaje książkę Koehlera miażdżącej i dobrze udokumentowanej krytyce w recenzji zamieszczonej na łamach czasopisma „Odrodzenie i Reformacja w Polsce”, sam prof. Tazbir poleca książkę Koehlera na portalu „Teologii Politycznej”, twierdząc, że takie książki powinny wychodzić i nie odnosząc się w szczegółach do warstwy merytorycznej. Ta rekomendacja, aczkolwiek dość wstrzemięźliwa, to – w powyższym kontekście – bardzo typowy przykład wielkodusznej i tolerancyjnej postawy prof. Janusza Tazbira jako historyka i człowieka, zwłaszcza w kontekście tego, co autor „Bożego podżegacza” pisał o badaniach samego Tazbira nad Skargą.

Rzeczywiście książki Tazbira i Koehlera, badaczy kultury staropolskiej o tak różnych biografiach, poglądach i warsztatach, ale posiadających temperament publicystyczny, są świetnymi przykładami odmienności poglądów na dawną Rzeczpospolitą i znaczenie jej dziedzictwa – również w kontekście znaczenia katolicyzmu i protestantyzmu w jej dziejach.

Oczywiście nie można twierdzić, że książki Tazbira pozbawione były światopoglądowych podstaw i nie były w jakiś sposób związane z „polityką historyczną” czasów, w których powstawały. Nieprzypadkowo książka „Państwo bez stosów” ukazała się po raz pierwszy w roku 1973, w czterechsetną rocznicę Konfederacji Warszawskiej, została wydana przez państwową agencję Interpress w kilku językach i była promowana w świecie. Nie świadczy to jednak na niekorzyść samej książki.

Bez względu na wymiar rocznicowy i propagandowy związany z publikacją „Państwa bez stosów”, jest to dzieło niezwykle pożyteczne i spełniające wszelkie standardy metodologiczne. Podobnie jest z pracami o braciach polskich zwanych arianami. Pisane były przecież także w klimacie politycznym sprzyjającym prowadzeniu tego typu badań – antologia „Literatura ariańska w Polsce XVI wieku”, opracowana wraz z Lechem Szczuckim, ważna monografia „Bracia polscy na wygnaniu”, czy zbiór esejów „Arianie i katolicy”, dzięki któremu zainteresowałem się we wczesnej młodości problematyką sporów wyznaniowych w dawnej Rzeczypospolitej.

Gdy piszę te słowa, nieuchronnie przychodzą mi na myśl własne wspomnienia. Nie tylko dlatego, że pisane z pasją i talentem eseje historyczne Janusza Tazbira skłoniły mnie do zainteresowania się zagadnieniami, które ciekawią mnie do dziś. Również dlatego, że sam prof. Tazbir towarzyszył kilku ważnym momentom mojej drogi naukowej. Był recenzentem wydawniczym mojej pracy doktorskiej o Erazmie Otwinowskim, wydanej w roku 1994. Dzięki niemu książka ta pozbawiona została licznych błędów i niedociągnięć, których nie zauważyli recenzenci doktoratu – historycy literatury. Te kilka stron opinii wydawniczej, wyliczającej skrupulatnie błędy i pomyłki, wskazującej na dodatkowe, niewykorzystane źródła, pokazały mi niezwykłą erudycję recenzenta i jego szacunek dla młodego adepta nauki.

Jesienią 2006 roku spotkałem go na uroczystości w Pałacu Prezydenckim, gdy odbierałem tytuł profesorski i odbyliśmy krótką rozmowę na temat zalet i wad edycji krytycznej pism tegoż Otwinowskiego, którą wydałem kilka lat po książce doktorskiej. Zdziwiony byłem bardzo, że Profesor znał tę edycję, której mu nie posyłałem, ale do niej dotarł, jak do setek innych, które czytał z wielką ciekawością.

Trzecie spotkanie, o którym chciałem tu wspomnieć, odbyło się w grudniu 2012 roku podczas promocji książki Wiesława Mincera „Jan Kalwin w Polsce” opublikowanej w ramach wydawanej przeze mnie serii wydawniczej „Reformacja w Polsce i Europie Środkowo-Wschodniej”. I wtedy znów prof. Tazbir zaimponował wszystkim (choć niektórych zawstydził) swoją fenomenalną erudycją, gdy wygłaszając zamówioną u niego laudację książki, oddał jej wszystko, co należne, przedstawił wszakże długą listę błędów i niedociągnięć, które obarczały nie tylko autora, ale też redaktora naukowego (czyli mnie) oraz recenzenta wydawniczego. Nie chodziło tu na szczęście o jakieś skandaliczne błędy, ale o rozmaite przeoczone drobiazgi, nieuwzględnione źródła, błędy korektorskie. 85-letni wówczas profesor zaimponował wszystkim poczuciem humoru i jednocześnie bezlitosną krytyką, która jednakowoż nikogo nie uraziła.

Profesor Tazbir był niewątpliwie jednym z największych polskich historyków, ale także eseistów i pisarzy ostatniego stulecia. W tym miejscu jednak trzeba przypomnieć raz jeszcze o jego zasługach w zakresie badań nad polską reformacją.

Otóż w trudnych politycznie czasach, umiejętnie wykorzystując otwierające się możliwości, ale nigdy nie przekraczając granicy między nauką a zaangażowaniem pozanaukowym, profesor Tazbir osiągnął niezwykle wiele jako badacz i popularyzator polskiej reformacji i kontrreformacji – zarówno w roli wieloletniego redaktora naczelnego czasopisma „Odrodzenie i Reformacja w Polsce”, jak i autora wielu wspomnianych już wyżej książek, które tę problematykę nie tylko udostępniły szerokim rzeszom czytelników, ale sprawiły, że weszła ona „pod strzechy”, dzięki takim książkom jak „Reformacja – kontrreformacja – tolerancja”.

Wbrew krytykom, którzy chcieliby uwikłać tę twórczość w konteksty polityczne, była ona daleka od jakiejkolwiek stronniczości, choć zaangażowana w tym sensie, że starała się cały czas docierać do prawdy, odkrywać prawdę i – owszem – równocześnie interpretować dzieje, w sposób przystępny dla szerokiego grona czytelników. Nie ma bowiem sprzeczności między prawdą a interpretacją.

Powinniśmy o tym pamiętać zwłaszcza w sytuacji, gdyby odgórnie prowadzona „polityka historyczna” próbowała narzucić historykom i ich czytelnikom takie prawdy i takie interpretacje, które będą wygodne dla polityków, ale pozostaną stronnicze i jednostronne. W książkach prof. Tazbira nigdy interpretacja nie zasłaniała prawdy, również tej niewygodnej dla tych, którzy używają argumentów z dziejów dawnej Rzeczypospolitej do prowadzenia całkiem aktualnych sporów politycznych.

Odszedł od nas człowiek wielki, mądry i niezastąpiony. Requiescat in pace.

Piotr Wilczek – historyk literatury i kultury, profesor zwyczajny na Wydziale „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego, gdzie kieruje Ośrodkiem Badań nad Reformacją i Kulturą Intelektualną w Europie Wczesnonowożytnej, członek rad redakcyjnych Renaissance and Reformation Review (Wielka Brytania) oraz Odrodzenia i Reformacji w Polsce, członek komitetu doradczego w Post-Reformation Digital Library, koordynator Refo500 w Europie Środkowo-Wschodniej, stały współpracownik Miesięcznika Ewangelickiego

Fotografia: Roman Sidorski – Histmag.org, CC BY-SA 4.0, modyfikacja – w skali szarości.

Numer 2-3(34-35)/2016