Inspiracja, nie konkurencja | Dominika Kozłowska

Jakiś czas temu przeprowadzałam dla miesięcznika Znak rozmowę z ks. Romanem Prackim, duchownym ewangelickim, proboszczem parafii ewangelicko-augsburskiej w Krakowie, na temat Biblii Lutra. „Słowo Boże jest darem dla wszystkich ludzi – mówił ks. Roman Pracki. Natomiast wyznanie, którym człowiek odpowiada na to Słowo, jest naszym przywilejem i wyborem”. Głęboko zgadzam się z tą tezą i takim sposobem widzenia sprawy.

Skoro Słowo Boże nie ma wyznania, ale jest tym, co nas jako chrześcijan łączy, przynależność do konkretnej wspólnoty Kościoła jest zawsze osobistym wyborem, wplecionym w historię życia danego człowieka. Nawet jeśli wyboru wyznania dokonali w naszym imieniu rodzice, włączając nas w tradycję, w której sami dorastali, jako ludzie dojrzali prędzej czy później stajemy w obliczu pytań, czy droga, na którą zostaliśmy wprowadzeni, jest naszą drogą.

Kościół to dla mnie najpierw i przede wszystkim konkretna wspólnota, w której człowiek Słowo Boże odkrywa, przeżywa i dzieli się nim z innymi. Dlatego choć Kościół jest także instytucją o znaczeniu społeczno-politycznym, z perspektywy wiary wymiar ten jest zawsze mniej istotną stroną religii, związaną z funkcjami zastępczymi, jakie nieraz pełni Kościół.

Kościół jest znakiem Jezusa m.in. wtedy, gdy potrafi wcielać w życie ewangeliczne ideały, nie będąc przy tym fanatycznym. Niestety dość często doświadczamy sytuacji, w których wiara w ideały (zamiast do idealizmu) prowadzi do ideologii i upolitycznienia religii. Nie sądzę jednak, aby problemy Kościoła rzymskokatolickiego w Polsce skutkować miały jakimiś istotnymi przepływami wiernych pomiędzy chrześcijańskimi wyznaniami. W moim odczuciu brak doświadczenia Kościoła jako wspólnoty sprawia, że społeczno-polityczny wymiar staje się dominującym, a z czasem jedynym obrazem religii, co na dłuższą metę musi prowadzić do rozluźnienia więzów religijnych.

Jestem katoliczką. Mój mąż jest ewangelikiem. Nasze córki są ochrzczone w Kościele ewangelickim. Od wielu lat jesteśmy częścią wspólnoty małżeństw działającej w parafii ewangelicko-augsburskiej w Krakowie. Jeździmy razem na rekolekcje, uczestniczymy w nabożeństwach, nasze dzieci chodzą do parafii na lekcje religii i szkółki niedzielne. Te doświadczenia sprawiają, że na nasze Kościoły patrzę w kontekście uczenia się i wzajemnego inspirowania, a nie konkurencyjności.

Spotkałam wielu katolików, którzy w swoim Kościele czują się zepchnięci na margines, a to z powodu swojej orientacji seksualnej, a to życia w niesakramentalnym związku. Decydujące dla ich pozostania lub odejścia z Kościoła jest zwykle to, czy znajdą swoją wspólnotę, konkretne miejsce przeżywania wiary. Bardzo często te małe wspólnoty mają charakter ekumeniczny. Są otwarte na wzajemne uczenie się i wzbogacanie tradycji. I w tym widzę szansę dla religii w Polsce.

Dominika Kozłowska – doktor filozofii, redaktorka naczelna Miesięcznika Znak

Fotografia: archiwum prywatne

Numer 7-8 (27-28), 22.07.2015