Surowość dewocyjna i swoboda poszukiwań | Adam Szostkiewicz

Znam dobrze dwóch przedstawicieli tradycji protestanckiej. Jeden jest pisarzem, drugi eseistą. Obaj mają doświadczenie pracy w mediach z tak zwanej wyższej półki. Ale jakoś nigdy nie przyszło mi do głowy, by z nimi porozmawiać o ich doświadczeniu religijnym twarzą w twarz. Może uznałem, że to dla nich zbyt krępujące. Bądź co bądź są to jednak sprawy dość osobiste, o których nie wszyscy garną się opowiadać  nawet osobom bliskim czy cieszącym się ich zaufaniem. Poprzestałem więc na uważnej lekturze tego, co obaj piszą. Znajduję w tym wszystko, o co chciałbym ich zapytać, a właściwie dużo więcej.

Pochodząc z domu tradycyjnie katolickiego, miałem przez długie lata szczątkową wiedzę o protestantyzmie. Chodząc do szkoły podstawowej w Zabrzu, nieraz mijałem kościół ewangelicki, zawsze zamknięty. Myślałem, że to nieużywany kościół katolicki. Nikt nie wyprowadził mnie z błędu.

Obawiam się, że to trochę taka metafora relacji katolicko-protestanckich w Polsce. Nawet dziś. Istnieje sektor kontaktów oficjalnych, ale poza nim zaczyna się szara strefa, w której wciąż nie brak, po obu stronach, stereotypów, zwykle negatywnych. Wielu odbiera to ochotę do odważniejszych działań w celu zburzenia muru w imię tego, co chrześcijan może i powinno łączyć. Tkwimy w swoich Kościołach i niszach, a świat idzie dalej.

Może naiwnie, ale odkąd dowiedziałem się czegoś więcej o tradycji i wartościach protestanckich, zacząłem się zastanawiać nad tym, jak wyglądałaby historia i cywilizacja polska, gdyby ruch reformacyjny zachował u nas trwałe wpływy. Uznałem, że jego ,,przegrana’’ z trydencką kontrofensywą wyrządziła Polsce podobne szkody jak rozbiory i stalinizm. Zostaliśmy odcięci od głównego nurtu rozwoju Zachodu, w którym kraje kulturowo protestanckie miały walny udział. Zwycięstwo kontrreformacji przekreśliło kulturową szansę i naznaczyło polską samoidentyfikację.

W protestantyzmie pociąga mnie także pewna prostota, a nawet surowość dewocyjna, połączona ze znaczną swobodą dociekań duchowych i teologicznych. Podoba mi się zatem to, co w protestantyzmie może być odtrutką na katolicką niechęć do autonomii jednostki.

No tak. Ale zapamiętałem słowa małżonki księdza ewangelickiego, która powiedziała mi, że nie wiem, jak to jest być żoną pastora… Pewnie nie wiem też, jak to jest być protestantem, zwłaszcza w tak silnie katolickim kraju Europy.

Adam Szostkiewicz – w latach 1988-1999 w Tygodniku Powszechnym, od r. 1999 w Polityce, tłumacz Dynamiki wiary Paula Tillicha, Poza tragizmem Reinholda Niebuhra, Religii w tworzeniu Alfreda N. Whiteheada

Numer 7-8 (27-28), 22.07.2015