Abraham Joshua Heschel przeciwko melancholii | Anna Walas

„Czy można sobie wyobrazić, że cała nasza cywilizacja zbudowana jest na błędnej interpretacji człowieka?” – pyta Abraham Joshua Heschel w książce „Kim jest człowiek”, by zaraz potem dodać „[Czy można sobie wyobrazić,] że tragedia człowieka współczesnego wynika z faktu, iż jest on bytem, który zapomniał o pytaniu »Kim jest człowiek?« (1).

Te pytania stanowią punkt wyjścia rozważań Heschela. W książce „Kim jest człowiek” znajdziemy opis kondycji współczesnego człowieka (choć pozycja ta pochodzi z 1965 r., nie straciła na aktualności) i próbę odpowiedzi na tytułowe pytanie, które przeformułowane przez konkretną osobę na osobiste „Kim jestem?” staje się według autora niemalże wyznacznikiem człowieczeństwa.

Odpowiedź, której udziela Heschel na postawione przez siebie pytanie, jest oczywiście religijna. Człowieka nie da się zrozumieć w oderwaniu od Transcendencji i sam człowiek nie zrozumie siebie bez odniesienia do Boga. Ale zanim Heschel odpowie „Kim jest człowiek?” prowadzi czytelnika przez rozważania nad istotą współczesnego smutku. I dużo ciekawsza niż odpowiedź-remedium na dostrzegane przez niego zagubienie i melancholię współczesnych wydaje mi się właśnie sama ich diagnoza.

Heschel nie chce zajmować się wyabstrahowanym pojęciem człowieczeństwa. Nie chce dawać definicji, które mają według niego to w swej naturze, że nas ograniczają. Interesuje go konkretne ludzkie doświadczenie, niepokój, lęk, konkretne ludzkie pragnienie.

Jak pisze, „pytanie o człowieka trzeba rozważać nie tylko w aulach uniwersyteckich, lecz także w obecności więźniów obozów koncentracyjnych, czy mając przed oczami grzyb wybuchu nuklearnego” (2), a co za tym idzie „W tym wieku trudno rozmyślać o człowieku nie doznając wstydu, cierpienia i obrzydzenia, nie można również doświadczać radości bez żalu i bezgranicznego smutku, śledzić osobiste triumfy bez męki zażenowania” (3).

To świat, w którym nie ma czystej radości, w którym pod powierzchnią czai się smutek. Ludzie na przeróżne sposoby próbują ten smutek zagłuszać, przykrywać, ale on się nieustannie przedziera. Jak zaakceptować bycie w takim świecie? Czy to bycie w ogóle ma sens? Czy radość może nie być pusta?

Heschel tłumaczy, że „nie chodzi tu jedynie o pytanie, jak usprawiedliwić własną egzystencję, ale przede wszystkim, jak usprawiedliwić powoływanie na świat istot ludzkich. Po co rodzić dzieci, jeśli ludzka egzystencja jest absurdalna i nędzna? Czy budujemy miasta, żeby dostarczać ruin archeologom przyszłych wieków?”(4).

Przyczynę odczuwania bezsensu upatruje Heschel w błędnych koncepcjach dotyczących człowieczeństwa, które określając człowieka, nie pozostają bez praktycznych konsekwencji. Teoria „określa jego [człowieka] samorozumienie i modyfikuje samą jego egzystencję (…) Wszelka próba, by wywieść tę wizję z natury ludzkiej powoduje jedynie wydobycie wizji, którą na początku w naturę wszczepiono” (5). Ludzie stają się więźniami definicji, które działają jak samospełniające się przepowiednie.

Mówiąc o błędnej interpretacji człowieka, Heschel ma na myśli przede wszystkim powszechne redukowanie człowieczeństwa do tego, co materialne i obserwowalne. A tajemnica człowieczeństwa leży w tym, co niedopowiedziane, niewysłowione – m.in. w niewyrażalnych aktach świadomości i tym, co człowiek tworzy, by wyrazić siebie (6).

Według Heschela „napięcie zachodzi nie pomiędzy egzystencją a esencją, ale między egzystencją a wypełnieniem. (…) Byt ludzi wyróżnia się tym, że jego problem brzmi: jak być i jak nie być” (7). Czyli najważniejsza okazuje się nie kwestia „być czy mieć?”, ale pytanie, które następuje po nim „jak być i jak nie być?”.

„Pierwsza odpowiedź na pytanie »kim jest człowiek?« brzmi: jest on bytem, który pyta o siebie samego. To stawiając takie pytania, człowiek odkrywa, że jest osobą, i ten rodzaj pytań odsłania mu jego kondycję” (8). I w tym duchu Heschel formułuje definicję człowieka – „Człowiek to byt poszukujący bycia znaczącego, ostatecznego sensu egzystencji” (9). Definicję, która stara się wymknąć ograniczeniom zazwyczaj przez definicje nakładanym. Definicję, która otwiera, a nie która zamyka.

Nie jest to jednak koniec rozważań, ponieważ pozostaje przynajmniej jedno pytanie, którego nie można zostawić, a które, według Heschela, obejmuje wszystko i bezwzględnie domaga się odpowiedzi – „Po co tutaj jestem?”. I choć czytelnik znajduje w książce na nie odpowiedź, choć ostateczny sens zostaje nazwany, to akcent pada cały czas na poszukiwanie znaczenia.

Dla Heschela tym, co wyróżnia człowieka, co wskazuje na bycie ludzkim, jest wrażliwość na cierpienie innych. Nie znaczy to, że ktoś bez takiej wrażliwości przestaje być człowiekiem, „bez bycia ludzkim człowiek nadal istnieje” (10), ale nie realizuje tego, co domaga się realizacji i co prawdziwie ważne. Wrażliwość na cierpienie leży zarówno u podstaw życia społecznego, jak i badań humanistycznych. Filozofa powinna cechować dbałość o człowieka jeszcze zanim zada pytanie o ludzką naturę. Człowieczeństwo konstytuuje się w kontakcie z innymi ludźmi – kształtuję siebie przez to, jak odnoszę się do innych.

Życie to zadanie, ale zadanie innego rodzaju, niż zwykliśmy myśleć pogrążeni w zadaniach codzienności, biorąc udział w wyścigu o wyjątkowość, którą ma dać nam prestiż, sukces, dobra materialne, rodzina czy jeszcze coś innego. Nie ma sensu się ścigać. Wystarczy dostrzec, że „żaden człowiek nie jest przeciętnym człowiekiem. Zwyczajny, typowy człowiek, przeciętniak, ani wyższy ani niższy od innych, to homunkulus ze statystyk. W prawdziwym życiu nie ma żadnego zwyczajnego niczym niewyróżniającego się człowieka, o ile nie pogrąży się w obojętności i pospolitości” (11), które nazywa Heschel duchowym samobójstwem.

„Zadaniem nie jest realizacja możliwości, lecz rozumienie, uznawanie, odpowiadanie, przekraczanie status quo” (12). Heschel myśli tu oczywiście w kategoriach wiary, ale nawet ktoś, kto nie jest religijny, może znaleźć w jego odpowiedzi coś wyzwalającego. Bo chodzi o samodzielne poszukiwanie, refleksję, własne próby odpowiedzi. O decyzję, że nie warto uczestniczyć w pustej pogoni. Że tak nie uda się pokonać wszechogarniającego zwątpienia i smutku.

(1) Abraham Joshua Heschel, Kim jest człowiek, Łódź 2014, s. 29.
(2) Tamże, s. 41-42.
(3) Tamże, s. 43.
(4) Tamże, s. 100.
(5) Tamże, s. 33.
(6) Tamże, s. 36.
(7) Tamże, s. 91-92.
(8) Tamże, s. 64.
(9) Tamże, s. 115.
(10) Tamże, s. 65.
(11) Tamże, s. 78.
(12) Tamże, s. 81.

Abraham Joshua Heschel, Kim jest człowiek, tł. Katarzyna Wojtkowska, Łódź: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego; Warszawa: Wydawnictwo Punctum Pracownia Oświatowo-Wydawnicza, 2014.

Anna Walas – obroniła doktorat z filozofii na UKSW – Wielość religii wolą Boga. Stanowisko Abrahama Joshuy Heschela wobec pluralizmu religijnego.

Numer 4(24) 2015, 03.04.2015