Paradoks wiary | Łukasz P. Skurczyński

[M]owa o krzyżu jest głupstwem dla tych, którzy giną, natomiast dla nas, którzy dostępujemy zbawienia, jest mocą Bożą. Napisano bowiem: Wniwecz obrócę mądrość mądrych, a roztropność roztropnych odrzucę. Gdzie jest mądry? Gdzie uczony? Gdzie badacz wieku tego? Czyż Bóg nie obrócił w głupstwo mądrości świata? Skoro bowiem świat przez mądrość swoją nie poznał Boga w jego Bożej mądrości, przeto upodobało się Bogu zbawić wierzących przez głupie zwiastowanie. Podczas gdy Żydzi znaków się domagają, a Grecy mądrości poszukują, my zwiastujemy Chrystusa ukrzyżowanego, dla Żydów wprawdzie zgorszenie, a dla pogan głupstwo, natomiast dla powołanych – i Żydów, i Greków, zwiastujemy Chrystusa, który jest mocą Bożą i mądrością Bożą. Bo głupstwo Boże jest mędrsze niż ludzie, a słabość Boża mocniejsza niż ludzie.

1 Kor 1,18-25, Biblia Warszawska

Dobra Nowina, która jest zwiastowana w Kościołach chrześcijańskich, brzmi często dość absurdalnie dla człowieka żyjącego w czasach po oświeceniu.

Prawdę mówiąc, była ona już niedorzecznością dla większości ludzi w czasach Pawła, jak świadczy o tym fragment 1 Listu do Koryntian, który powyżej przytoczyłem. Apostoł Narodów stwierdza: [u]podobało się Bogu zbawić wierzących przez głupie zwiastowanie (1Kor 1,21b). Bo co to za Bóg, który wybiera cieślę, rybaków, kobiety lekkich obyczajów i innych słabych ludzi na swoich posłańców?

Przypomina mi się odpowiedź, a zarazem oburzenie Marka Edelmana na pytanie dwóch dziennikarzy, którzy chcieli się dowiedzieć, czy powstanie w getcie trwałoby dłużej, gdyby dołączyli do niego silni ludzie. Przywódca powstania obruszył się i odparł: [g]etto nie na sile fizycznej polegało, cały czas wam mówię. Wy nie rozumiecie sytuacji, że im słabszy, tym silniejszy! (1)

Powody, dla których chrześcijańskie zwiastowanie kiedyś było, a dzisiaj jest odrzucane, niewiele się różnią. Paweł tłumaczy, że prawdy przez niego głoszone dla Żydówzgorszeniem, a dla pogan głupstwem, ponieważ ci pierwsi domagają się znaków, a ci drudzy mądrości poszukują (1Kor 1,22-23). Chodzi zatem z jednej strony o to, że Żydzi w owych czasach prosili o znaki Bożej mocy na potwierdzenie wiary mesjańskiej. Lecz także i dziś podobną tendencję przejawiają niektórzy ludzie.

David Flusser, profesor Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie twierdzi, że [p]óki Mesjasz nie uczyni dzieł Mesjasza, nie możemy nazywać go Mesjaszem. (2) I choć według niektórych fragmentów Ewangelii Jezus z Nazaretu wielokrotnie odmawiał czynienia znaków na zawołanie – chyba że przepowiadały jego zmartwychwstanie – to inne fragmenty negują ten fakt i pokazują, jak Jezus cuda takie czynił.

Więcej: Mesjasz, stracony na krzyżu niczym zbrodniarz, jest dla Żydów istną zawadą, a to dlatego, że nadzieje ludu wybranego związane były z przywróceniem przez Mesjasza niezawisłości Izraela. Ukrzyżowanie Mesjasza przez rzymskich okupantów wydaje się więc przeszkodą nie do przeskoczenia.

Z drugiej strony mamy Greków, którzy znaleźć chcą mądrość. Pawłowi chodzi najprawdopodobniej o gnostyków, pogan, którzy przejawiają chęć zawładnięcia w jak największym stopniu otoczeniem poprzez zdobycie wiedzy. A Mesjasz, który ingeruje w historię, aby zaprowadzić pokój lub dokonać przebłagania za grzechy, musi być dla nich nonsensem. Dla tych, których mądrość skłania do bardziej abstrakcyjnego pojmowania Boga lub do kompletnego Jego odrzucenia.

Dzisiaj również Dobra Nowina bywa często odrzucana, a to głównie z powodu zbyt wielkiej chęci zracjonalizowania wszystkiego co nas otacza. Tendencja ta zdominowała nasz sposób myślenia od czasów oświecenia. W czasach nieubłaganej technicyzacji wszystko chcemy zmierzyć, zważyć, wycenić lub logicznie wywnioskować. Liczy się jedynie to, co można obejrzeć przez „mędrca szkiełko i oko”. Na fakt ten zwracał już uwagę rosyjski filozof, żyjący i tworzący w Paryżu na początku ubiegłego wieku, Lew Szestow, który w swoim dziele Ateny i Jerozolima podkreślał, że poznanie prawdy jest uniemożliwione człowiekowi przez kajdany rozumu, racjonalizmu, które sam na siebie nałożył. (3)

Trudno zatem nie przyznać racji Karen Armstrong, która pisze, że [n]aukowiec potrafi odkryć w świecie fizycznym wspaniałe nowe zjawiska, może spowodować, że maszyny lepiej działają, lecz nie umie objaśnić sensu życia (…). (4) Bóg obrócił w głupstwo mądrości świata i upodobał zbawić sobie wierzących przez głupie zwiastowanie.

Dlatego myślę, że Boga odnajdujmy gdzieś „pomiędzy”, „na pograniczu” – pomiędzy racjonalnością a irracjonalnością, pomiędzy twierdzeniem logicznym, a prawdą przyjętą „na wiarę”. Czy nasz Bóg, który jest transcendentny, a więc nieuchwytny i nienależący do tego świata, nie okazał się – dzięki wcieleniu – równocześnie immanentny czyli widoczny i namacalny? Czy ten niewzruszony Bóg, który jest ponad wszystkimi emocjami, nie cierpiał na naszych oczach na krzyżu? Czy nie umarł jak zwyczajny człowiek, a tym samym pokonał bariery śmierci, ludzkiej ograniczoności?

Ten paradoks naszej wiary, ta Boża mądrość, objawia się również w Jego stosunku do nas. Przecież Bóg daje nam w łasce to, na co nie zasłużyliśmy – zbawienie – a równocześnie nie daje nam tego, na co zasługujemy – potępienie. Ten proces dochodzenia do prawdy wywnioskował z Pisma Świętego i opisał w swoich pracach reformowany teolog Karl Barth, który twierdził – jako naczelny reprezentant szkoły teologii dialektycznej – że o Bogu i jego objawieniu nie da się mówić w sposób bezpośredni: [k]ażda wypowiedź pozytywna musi być natychmiast uzupełniana i korygowana przez przeciwstawną wypowiedź negatywną. »Tak« należy wyjaśniać przez »nie«, a »nie« przez »tak«. Kto mówi o podobieństwie Bożym człowieka, musi jednocześnie mówić o jego grzechu i znikomości; a kto mówi o śmierci i przemijalności – nie może tego czynić bez jednoczesnego mówienia o całkowicie innym życiu, poza granicami śmierci. (5)

Nasza wiara nie jest więc czymś statycznym, lecz dynamicznym procesem. Poznajemy Boga na tyle, na ile On daje się nam poznać, ale równocześnie poznajemy Go na tyle, na ile zgłębiamy objawienie naszą wiarę. Bóg wzywa nas więc do niespoczywania na laurach. Wymaga ciągłej i wyostrzonej czujności.

Paweł ten paradoks tkwiący w Ewangelii, w naszej wierze i we wszelkich próbach poznania Boga, opisywał Koryntianom w swoim liście tymi słowami: [t]o, co jest głupstwem u Boga, przewyższa mądrością ludzi, a co jest słabe u Boga, przewyższa mocą ludzi (1Kor 1,25). Kilkanaście wieków później Marek Edelman – podający się za ateistę – wykrzykiwał do dziennikarzy, którzy przeprowadzali z nim wywiad: [w]y nie rozumiecie sytuacji, że im słabszy, tym silniejszy! (6)

(1) Zob. Witold Bereś, Krzysztof Burnetko, Marek Edelman: Bóg śpi, Świat Książki, Warszawa 2008, s. 181.
(2) Cytat za: David H. Stern, Komentarz Żydowski do Nowego Testamentu, tłum. A. Czwojdrak, red. M. Romanek, Vocatio, Warszawa 2004, s. 630.
(3) Por. Lew Szestow, Ateny a Jerozolima, przekł. i wstęp C. Wodziński, Znak, Kraków 1993.
(4) Zob. Karen Armstrong, W imię Boga: fundamentalizm w judaizmie, chrześcijaństwie i islamie, tłum. J. Kolczyńska, W.A.B., Warszawa 2005, s. 16.
(5) Por. Karol Karski, Teologia dialektyczna [w:] Religia: Encyklopedia PWN [CD-ROM], red. Tadeusz Gadacz i Bogusław Milerski, wersja 1.1, Warszawa 2003.
(6) Zob. W. Bereś, K. Burnetko, tamże.

Łukasz P. Skurczyński – absolwent Państwowego Instytutu Języków i Kultur Wschodnich w Paryżu (INALCO) oraz Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej w Warszawie (ChAT); autor artykułów teologicznych publikowanych m.in. w Roczniku Teologicznym ChAT. Członek redakcji Miesięcznika Ewangelickiego.

Numer 2(2) 2013, 18.06.2013