Święto Przekroczenia | Tomasz Piątek

Alleluja.

Niektórzy mówią: „Wesołych Świąt”, inni dodają: „Wesołych Świąt Wielkiej Nocy”. Może i słusznie, bo samo „Wesołych Świąt” brzmi jakoś bożonarodzeniowo. Jeszcze inni życzą Mokrego Dyngusa, Zajączka z Worem Prezentów i Wesołego Jajka. Ja nie: nigdy nie miałem wizji do tego stopnia mistycznej, żeby objawił mi się Zajączek z takim Jajkiem.

No dobrze. Łatwo jest nabijać się z katolickiej, postkatolickiej i ateistycznej ignorancji, gdy ta ignorancja traktuje Wielkanoc jak trochę bardziej solenne topienie marzanny. Albo jak kolejne święto narodowe utwierdzające Polaków w ich polskości z kiełbasą i chrzanem. Ale czy ja sam sobie uzmysławiam wystarczająco, co znaczy to Święto?

Nie umiem nawet odpowiednio go nazwać. „Wielkanoc” to stare słowiańskie słowo, które trudno jednoznacznie powiązać z biblijną opowieścią. Czy wiąże się ono z wielkanocnymi czuwaniami, ze spędzaniem nocy na jawie? A może chodzi tu o ciemność, która zaległa całą ziemię tuż przed śmiercią Jezusa?

Profesor Irena Kwilecka twierdzi, że nazwa „Wielkanoc” ma związek z Księgą Wyjścia. Jezus zginął podczas Paschy, podczas Święta Pesach, upamiętniającego wyjście Żydów z Egiptu. A wyjście Żydów, uwolnienie ich od egipskiego wyzysku dzieje się właśnie w nocy. W ciemnej starotestamentowej nocy, podczas której Bóg za ten wyzysk, za okrucieństwo i wykręty faraona karze pogan w straszny sposób: zabija im wszystkich pierworodnych synów włącznie z następcą tronu (zauważmy: Bóg karze ich, aczkolwiek Księga Wyjścia mówi, że to przecież On uczynił serce faraona okrutnym).

No tak, ale dziś mało kto kojarzy słowo „Wielkanoc” z tym wszystkim. Gdybyśmy chcieli podkreślać związek tego Święta z Księgą Wyjścia, lepiej byłoby je nazywać po prostu Pesach, Pascha. Po żydowsku.

Tyle, że to Święto nie jest tym samym, co żydowska Pascha. Upamiętnia coś więcej, niż tylko wyjście z Egiptu.

Pesach znaczy dokładnie: „Przejście”. Nasze Święto dotyczy jeszcze większego Przejścia. Dotyczy Największego Przekroczenia, o jakim ktokolwiek kiedykolwiek opowiedział.

Gdy czytam Biblię, widzę tę opowieść tak:

Bóg to Istota Najwyższa. Doskonała. Więcej niż doskonała. Piszę „więcej niż doskonała”, bo trudno mi używać przymiotnika „doskonały” wobec Boga. W moim rozumieniu doskonałość to coś, co całkowicie zgadza się z moimi oczekiwaniami, z moim zmysłem etycznym i poczuciem estetyki, z moim rozumem. A przecież mój rozum, moje oczekiwania, zmysły i poczucia są niedoskonałe. I moje wyobrażenie doskonałości jest też niedoskonałe.

Boża Doskonałość przekracza to wyobrażenie, więc nieraz wydaje mi się ona niezrozumiała, a nawet niedoskonała. Potrzebuję pewnego wysiłku umysłowego, żeby pogodzić się z tym, że Bóg jest Nad-doskonały, że jego Doskonałość przekracza moją wizję doskonałości.

Bóg jest więc Przekroczeniem. Przekracza radykalnie moją wizję doskonałości, dobra, także sprawiedliwości. Może popchnąć kogoś do zła, a potem strasznie ukarać go właśnie za to zło (tak jak to zrobił z egipskimi poganami). Ale nawet gdy robi coś takiego, Bóg pozostaje Doskonały, Nad-doskonały. Cokolwiek uczyni, On jest całkowicie Czysty i całkowicie Dobry. Bo to On decyduje, co jest Dobre. Jest to Bóg absolutnie Suwerenny w rozumieniu, o którym mówi się, że jest kalwińskie. A tak naprawdę jest Pawłowe (Rz, 9).

Ta Suwerenność Boża przekracza moje rozumienie. Przekracza wszystko. A jednak Bóg przekracza także tę swoją Suwerenność.

W Starym Testamencie Bóg pokazuje nam, jak wiele może. W Nowym Testamencie daje się poniżyć. Bierze na siebie karę za nasze grzechy, bierze na siebie naszą winę, choć sam jest bez winy. W Starym Testamencie karze pogan, zabijając im synów pierworodnych, a w Nowym Testamencie sam pozwala się zabić jako Boży Syn, Syn Pierworodny (Hebr 1:6, Kol 1: 15). I sam cierpi, patrząc na śmierć Syna Pierworodnego, jako Bóg Ojciec. Wreszcie schodzi do Piekieł, co w moim odczuciu nadaje pełny sens jego Męce i Zmartwychwstaniu.

Bo zejście do Piekieł widzimy często jako wejście triumfalne. Cóż, Wyjście było triumfalne na pewno, natomiast wejście… Czy Ten, który umarł jak przestępca skazany na śmierć i poniżenie, nie wkraczał do Piekła również w poniżeniu? Myślę, że było to przyjęcie drugiego, wiecznego krzyża: wiecznej winy, wiecznego potępienia, wiecznej piekielnej kary.

A jeśli tak, to Bóg dzieli z nami nie tylko trud ziemskiego życia (w Jego przypadku co najmniej niełatwego) i mękę ziemskiej śmierci (w Jego przypadku niezwykle okrutnej). Dzieli także udrękę, hańbę i winę potępieńców. Dzieli ją, chociaż jest więcej niż niewinny – bo jest Niewinny po „kalwińsku” (a więc całkowicie nietykalny dla jakiejkolwiek winy i wolny od zmazy nawet wtedy, gdy robi coś, co zhańbiłoby każdą inną istotę). Jest Nad-niewinny. A mimo to Sam Siebie skazuje na winę, wstyd i karę bez końca. I poprzez tę ofiarę wyzwala Piekło, wyzwala jego więźniów i potencjalnych więźniów. Czy wszystkich? Nie wiem. To zależy od Niego.

Zmartwychwstanie Chrystusa jest więc nie tylko Zmartwychwstaniem jednej Osoby. Jest nie tylko zwycięstwem nad śmiercią i nie tylko zapowiedzią naszego zmartwychwstania. Zmartwychwstanie Chrystusa to radykalne pokonanie zła włącznie z karą za zło (aczkolwiek nie do nas należy decydowanie, w jakim zakresie Zwycięzca tej kary ją wymazał).

Żydowskie Święto Przejścia ukazuje nam niepojętą Władzę i Suwerenność Boga, który przekracza wszystko. W chrześcijańskim Święcie Przekroczenia Bóg przekracza także Siebie – także swoją przekraczającą wszystko Suwerenność. Poddaje się śmierci i potępieniu. Łączy się nie tylko z bandytą na krzyżu, który będzie w raju jeszcze dziś. Łączy się także z tymi, którzy są w piekle, być może na zawsze. To Święto ukazuje nam, że Jezus przyszedł nie tylko do wyrzutków żydowskiego społeczeństwa, do prostytutek, celników, samarytańskich heretyków i pogan. Także do wyrzutków Bożej Historii, do wiecznych wykluczonych, do potępionych.

Świętując Święto Przekroczenia powinienem więc siebie zapytać: czy jestem zdolny do przekroczeń choćby w najmniejszym stopniu podobnych? Dobre pytanie, jak mawiał pewien złoczyńca, gdy pytano go, czemu wybrał zło.

Jaką wyciągam naukę ze Święta Przekroczenia? Czy taką: skoro On być może zbawił wszystkich, to ja nie będę sobie i innym głowy zawracać – nie będę nawracać? Skoro wszyscy może pójdą do raju, to właściwie po co miałbym pomagać innym, dzielić się z nimi moim dobytkiem? Wystarczy przecież odpowiednio długo poczekać i wszystkim biednym będzie dobrze.

A może jednak wyciągnę z tego Święta inną naukę? Może taką: skoro Bóg przekroczył Sam Siebie tak bardzo – choć On wcale nie musiał – to może ja też spróbuję choć trochę siebie przekroczyć? Zrobić coś dla nieszczęśliwych, którzy cierpią wokół mnie, tu blisko i tam dalej? Podzielić się z nimi chlebem, ubraniem, pieniądzem, dobrym słowem – i Słowem Bożym?

No właśnie.

Tomasz Piątek – pisarz, psycholingwista, członek redakcji Miesięcznika Ewangelickiego

Numer 4(24) 2015, 03.04.2015