Lektury: O Bogu i człowieku. Rozmowy

Z.Bauman, St.Obirek

Tytuł sugeruje, że tematem opublikowanej przez Wydawnictwo Literackie rozmowy profesorów Baumana i Obirka jest religia. Rozmowa to nie systematyczny wykład. Ma swoje prawa, dotyka różnych tematów, nie trzyma się wytyczonego toru. Bardziej ona prowadzi rozmówców niż oni ją.

Nie podejmując beznadziejnej próby omawiania wszystkich wątków poruszonych w książce powiedzmy, że religia zajmuje w niej sporo miejsca. Ale nie jest to tylko rozmowa o religii.

O tym, co szczególnie zwraca uwagę rozmówców, wiele mówi rzucona przez Stanisława Obirka myśl o przekleństwie wieży Babel. Przekleństwo różnic między ludźmi, granic jakie miedzy sobą wytyczają i nienawiści wobec tych, którzy znaleźli się po przeciwnej stronie.

Wątkiem, który przewija się przez całą rozmowę jest pytanie, jak bardzo to, w jaki sposób ludzie myślą o Bogu, jak w niego wierzą, oddziela ich od siebie. Czy, idąc dalej, wykluczenie jest nieodłączne od religii?

Gdy Obirek nawiązuje do początków chrześcijaństwa i procesu wyodrębniania się wspólnoty chrześcijańskiej z judaizmu, przywołuje opinię Daniela Boyarina. Ten zaś pisze, że dyscypliną najważniejszą dla budowania tożsamości nowej religii była herezjologia. Czyli: umiejętność identyfikowania herezji i heretyków. „Jej istota sprowadzała się do wyodrębnienia tych chrześcijan, którzy nie zmieścili się »wewnątrz«, a więc w ramach ortodoksji, formułowanej oczywiście przez samych teologów chrześcijańskich.”

Bauman twierdzi, że źródłem problemu jest monoteizm jako postawa intelektualna i formuła religijna. Monoteizm – pisze – jest z założenia agonistyczny i może funkcjonować tylko w kontekście wojny na wyniszczenie. Monoteizm jest bowiem współbieżny z ideą jednej prawdy. A używanie słowa „prawda” w liczbie pojedynczej w polifonicznym świecie, w jakim żyjemy, jest według Baumana niczym domaganie się klaskania jedną ręką.

„Idea prawdy – zacytujmy – jest biczem na niewiernych i niedowiarków: to dopiero apologeci i misjonarze biblijnego Boga, znalazłszy się w obliczu wielobóstwa, zmuszeni zostali do argumentowania jego prawdy (czytaj: fałszu wszystkich pozostałych).”

Monoteizm jest częścią, a nie rozwiązaniem problemu świata po wieży Babel. Monoteizm, dodajmy, zarówno w wersji religijnej, jak i laickiej czy naukowej. Bauman trafnie przypomina, że agoniczna energia jest nie tylko cechą wyróżniającą monoteistycznej religii, lecz również sekularyzmu zrodzonego z dążenia do uzyskania statusu niepodważalnej prawdy oraz apriorycznej nietolerancji religii.

Jeśli nie monoteizm, to co w zamian? Politeizm? To w tej rozmowie ważna hipoteza.

Politeizm nie tylko oznacza dopuszczenie do głosu polifoniczności świata. Nie jest wyłącznie pragmatycznym wyborem: „rywalizujące monoteizmy nie mają innego wyjścia, jak pogodzić się z nieusuwalnym politeizmem świata”. Akceptacja politeizmu to również akceptacja ambiwalencji, śmiertelnego wroga granic.

Kto zna książki Baumana, nie będzie zdziwiony tą konkluzją. Autor nie od dziś głosi, że „moment narodzin niepewności był momentem narodzin moralności. I jaźni moralnej, świadomej kroczenia po linie…”.

Ambiwalencja, niedokończenie, niedookreślenie… „prześwit wolności w szparze zniewolonego bytu” – wszystkie te znane czytelnikom Baumana tropy odniesione do religii prowadzą nieuchronnie do przekonania, że wypada pogodzić się z istnieniem wielu bogów. Nie: zaakceptować wielu bogów na własny użytek, czym byłby politeizm sensu stricto, lecz zaakceptować, że inni ludzie wyznają innych bogów niż ja. Sposobem na przekleństwo wieży Babel, to ważna konkluzja książki, jest „rezygnacja z wzajemnego rewidowania tożsamości”. I zgoda na wielość sposobów bycia człowiekiem.

Trudno się nie zgodzić, ale inspirująca skądinąd lektura pozostawia pewien niedosyt. Ograniczony politeizm, który dopuszcza Bauman, nie jest odpowiedzią na postawione w książce pytania. Bo przecież cierpliwe znoszenie innych niż własna postaw religijnych oznacza również, że tolerancyjny człowiek nadal trwa zamknięty w ramach swego unikalnego, religijnego konceptu na osiągnięcie wieczności i Boga.

Jeśli zaś wrócić do metafory wieży Babel, widać, że pomieszanie języków było metodą, jaką posłużył się Bóg, żeby ukrócić ludzką chęć zdobycia nieba i wieczności dla siebie. Transcendencja nie jest dla was, zdaje się mówić biblijna przypowieść. Religie są jak wieże, w których zamykają się wierni. Nawet jeśli ci wierni dopuszczają, że w okolicy stoją inne wieże, sami pozostają w zamknięciu. Może więc nie tędy droga?

Kiedyś podstawową szkołą życia była filozofia. Dla przykładu wariant odpowiedzi oparty na jednym z doświadczeń filozoficznych. Oto chętnie cytowany przez obu rozmówców współczesny sceptyk, Odo Marquard, pisze w swej „Apologii przypadkowości”: „Jest zatem korzystne dla człowieka – z uwagi na konsekwencje dla wolności – mieć wiele przekonań: nie wcale ich nie mieć bądź mieć tylko jedno, ale mieć ich wiele (…) i może jest też korzystne dla niego mieć wielu bogów i wiele punktów orientacji: nie nie mieć żadnego lub mieć tylko jednego, ale wielu czy wręcz bardzo wielu bogów i wiele punktów orientacji (…) jedynie dzięki temu, że każda kolejna determinanta ogranicza, powstrzymuje i łagodzi nacisk determinacyjny każdej z innej, ludzie mają swą – skromną, całkiem skończoną, ograniczoną – każdy własną (indywidualną) wolność przeciwko wyłącznemu wkraczaniu każdej z nich”.

Ze sceptycznego punktu widzenia rzecz nie w tym, by cierpliwie znosić to, jakim uwarunkowaniom podlegają inni ludzie, w ramach swoistego pluralizmu monoteizmów, wokół którego zdają się krążyć autorzy książki. Lecz w tym, by samemu własnym uwarunkowaniom się wymknąć.

Adam Aduszkiewicz

Zygmunt Bauman, Stanisław Obirek, O Bogu i człowieku. Rozmowy, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2013.

Numer 4(4) 2013, 21.01.2014